Koralowi smakuje wyższa półka

Miejsca nie ma, ale i tak pchają się tu kolejni gracze. Bez wspólnej promocji wzrostu rynku nie będzie.

Na 35-lecie Przedsiębiorstwa Produkcji Lodów Koral (PPL Koral) w zeszłym roku firma zadebiutowała z nową marką: „Bracia Koral — lody jak dawniej”, uruchomiła zamknięty kiedyś zakład w Limanowej, a zarządzać nią zaczęło młode pokolenie. Dziś firma chwali się, że drugi brand był strzałem w dziesiątkę.

— Spożycie nie wzrasta, to wciąż około cztery litry na głowę, więc z nową marką wchodziliśmy ostrożnie. Pierwszy sezon był dużym sukcesem, planowane zatrudnienie w zakładzie na poziomie 120 osób zwiększyliśmy do 180 i w drugi sezon wchodzimy z mocną reklamą — sponsorujemy prognozę pogody w kwietniu, maju i czerwcu — mówi Mariusz Jurek, dyrektor generalny PPL Koral.

Nie chce ujawniać jak wygląda sprzedaż, ani wielkości budżetu marketingowego. Mariusz Jurek przyznaje, że wydawało się, że na rynku lodów nie ma już miejsca, a wyższą półkę sprawnie zagospodarował Zbigniew Grycan.

— Poszukujemy też patronackich kawiarenek, do których wstawiamy lodówki z lodami na gałki, nie zamierzy otwierać własnych — zaznacza Mariusz Jurek. Z sześciu produktów portfel marki „Bracia Koral” rozrósł się w tym roku do 15 i firma debiutuje właśnie z lodami impulsowymi. Te Zbigniewa Grycana nie interesują, a dokonań konkurenta nie chce komentować.

— Robimy swoje, systematycznie zwiększamy udziały i jesteśmy zadowoleni z wyników — ucina Zbigniew Grycan, twórca lodziarni „Grycan lody od pokoleń”. Tomasz Meller, szef mrożonkowego Nordisu przekonuje, że kategoria lodów luksusowych nie jest dzisiaj atrakcyjna.

— Jest tu już bardzo ciasno, a dołączają kolejni gracze i to potężni jak Mondelez, który pojawił się z lodami z Oreo czy Milką. Polacy nie żyją jeszcze na tak wysokim poziomie, żeby bez głębszego zastanowienia kupowali droższe lody — uważa Tomasz Meller. Nordis wszedł natomiast we współpracę z innym spożywczym gigantem — Grupą Maspex Wadowice, dla której produkuje sorbety pod marką Kubuś. Tu też nie liczy jednak na duży wzrost kategorii, ale przetasowania w strukturze konsumpcji lodów.

— Nasze sorbety to coś bardziej treściwego niż zwykłe lizaki lodowe i tu można sporo ugrać edukując konsumenta. Mają mniejszą zawartość cukru i sporą zawartość owoców. To zdrowsza alternatywa — twierdzi Tomasz Meller. Zdaniem Zbigniewa Grycana właśnie zdrowe aspekty lodów mogłyby rozruszać zastygłą krajową konsumpcję. — Jeden gracz nie jest w stanie zrobić kampanii promocyjnej, która poprawi statystyki. Branża musiałaby się zebrać tak, jak zrobili to mleczarze z akcją: Pij mleko, będziesz wielki, ale producenci lodów się do tego nie kwapią. Bez finansowego udziału międzynarodowych koncernów taki projekt się nie powiedzie — uważa Zbigniew Grycan.

— Niestety najwięksi gracze utrwalają stereotypy przez które konsumpcja nie drgnie, czyli reklamują się latem, a małych nie stać na solidną kampanię reklamową. Tym samym klienci dostają przekaz, że to produkt sezonowy. Tymczasem wysokie wyniki Amerykanów czy Skandynawów [a więc odpowiednio 20 i kilkanaście litrów na głowę rocznie — red.] to efekt popytu na lody również zimą — dodaje Tomasz Meller. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu