Polscy sadownicy mogli zaliczyć ostatnie lata do udanych. W poprzednim sezonie pobili Chińczyków w światowym handlu świeżymi jabłkami i zajęli najwyższe miejsce na podium. Rok wcześniej pokonali USA w produkcji koncentratu jabłkowego (w tej kategorii Państwo Środka pozostaje niepokonane, musimy zadowolić się drugą lokatą).
![POPRAWIĆ IMAGE: Polskie jabłko na sklepowej półce nieraz zniechęca do zakupów — przyznaje branża sadownicza, a klient kupuje przecież oczami. [FOT. ISTOCK] POPRAWIĆ IMAGE: Polskie jabłko na sklepowej półce nieraz zniechęca do zakupów — przyznaje branża sadownicza, a klient kupuje przecież oczami. [FOT. ISTOCK]](http://images.pb.pl/filtered/f6e6b21b-608e-4dff-b5f4-41a805e7aa39/ad7db4db-1586-5274-a4f6-9a295267cf86_w_830.jpg)
Tyle zagraniczne statystyki. O sukces ciężko natomiast na krajowym podwórku. Spożycie jabłek spada i — jak prognozują eksperci — na większe odbicie sadownicy nie powinni liczyć.
Mała stabilizacja
Przed dekadą spożywaliśmy 23 kg, w ubiegłym roku — już tylko 14 kg.
— Jest to o tyle ciekawe zjawisko, że w tym czasie wzrosła konsumpcja cytrusów i bananów, choć jabłka są od nich zazwyczaj tańsze, a polski konsument patrzy na cenę. Na większy wzrost spożycia producenci nie mogą już liczyć — prognozuje Irena Strojewska z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ). Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, jest jednak przekonany, że sadownicy nie muszą się martwić, bo krajowy rynek się ustabilizował.
— Konsumpcja zatrzymała się kilka lat temu na poziomie 14-16 kg i powinna się utrzymać. Na ponowne przekroczenie progu 20 kg w świeżych jabłkach nie liczymy, bo po prostu konkurencja w branży owocowej zrobiła się ogromna — twierdzi Mirosław Maliszewski.
Roman Cybulski, szef organizacji producentów Jabłuszko, nie ukrywa, że sklepy kupują z roku na rok coraz mniej jabłek, a sadownicy mogą się rozwijać, tylko rozszerzając dystrybucję. — Musimy handlować z większą liczbą sieci, ale też intensywnie poszukiwać nowych rynków zagranicznych. Oznacza to oczywiście wyższe koszty związane m.in. z logistyką — tłumaczy Roman Cybulski. Mariusz Dziwulski z banku BGŻ widzi jednak szanse na odbicie nad Wisłą.
— Wymaga to jednak intensywnej promocji tych owoców. Wprawdzie pojawiają się pojedyncze kampanie, ale jakoś nie mogą przebić się na tyle mocno do świadomości konsumentów, by więcej kupowali — przekonuje analityk BGŻ. Jego zdaniem, ważne jest również poprawienie jakości.
— Wciąż produkujemy dużo jabłek, które nadają się tylko do przerobu na soki. Nie spełniają norm, jeśli chodzi o wielkość i barwę — dodaje Mariusz Dziwulski. Te, które lądują na sklepowych półkach, często nie zachęcają konsumenta do zakupu.
— Klient kupuje „na oko”, a ekspozycja jabłek często pozostawia wiele do życzenia — twierdzi Roman Cybulski.
— Cytrusy można przewracać i nic im się nie stanie, a jabłko zaraz będzie poobijane. Niestety, często są one nieumiejętnie wysypywane i przerzucane, więc nie zachowują walorów. Na tym polu rzeczywiście można jeszcze wiele poprawić — dodaje szef Sadowników RP.
Fast food substytutem
Na wysokość spożycia wpływa wielkość zapasów. W 2012 r. były one tak duże, że ceny spadły i dzięki temu popyt na jabłka wzrósł. Zdaniem ekspertów, w tym roku na istotne obniżki nie ma co liczyć.
— W samej Polsce w magazynach mamy o 12,2 proc. więcej jabłek niż rok wcześniej, a w całej UE jest ich o 23 proc. więcej. W kolejnych miesiącach może to spowodować większą podaż i sprawić, że tradycyjne zwyżki cen pod koniec sezonu będą niższe — dodaje analityk BGŻ. Według Ireny Strojewskiej, jabłka wpisują się w ogólnopolski trend spadku spożycia owoców (jedyne, które zyskują, to cytrusy). Równocześnie nie rośnie konsumpcja przetworów owocowych.
— Owoce muszą więc czymś być zastępowane. Jednym z takich „substytutów” jest szeroko pojęte jedzenie fast food. Nie bez znaczenia są też przyzwyczajenia, które nabywają młodzi konsumenci w szkolnych sklepikach. W większości z nich dostępne są nie owoce, ale batony — twierdzi ekspert IERiGŻ.
Alarm z Sandomierza
Dotychczas rosnącą z roku na rok produkcję sadownicy sprzedawali za granicę. Głównym odbiorcą pozostaje Rosja, ale nasze jabłka trafiają m.in. na Ukrainę. Sprzedaż tam ostatnio wyhamowała.
— Osłabienie się hrywny i rubla powoduje, że jabłka i inne owoce z Zachodu kosztują w Rosji i na Ukrainie trochę więcej, co naturalnie osłabia popyt, ale na razie nie jest to problem — twierdzi Mariusz Dziwulski. Mirosław Maliszewski mówi, że eksport do Rosji jest o 15-20 proc. niższy niż na początku 2013 r. Sandomierscy sadownicy alarmowali, że ich sprzedaż na Wschód jest teraz nawet o 50 proc. niższa niż przed rokiem.
Mariusz Dziwulski wskazuje, że eksport w tym kierunku zaczął spadać już wczesną jesienią ubiegłego roku.
— Nie miało to więc związku z sytuacją polityczną. Mniejsze zainteresowanie naszymi jabłkami na Wschodzie to efekt rosnącej podaży ze strony dostawców jabłek z Mołdawii, Serbii i Azerbejdżanu. Jest to kolejny sygnał, który świadczy o tym, że trzeba szukać innych rynków — wyjaśnia analityk BGŻ. Szef Sadowników RP przyznaje, że nie ma innego wyjścia, bo rosnącej nadwyżki produkcji nie będą w stanie ulokować w kraju. Na razie sadownicy mają zaplanowane kampanie promocyjne w Chinach i krajach arabskich.