Kowalski obawia się wyższych cen

Bartek GodusławskiBartek Godusławski
opublikowano: 2015-12-21 22:00

Polacy mają świadomość, że nie można się nadmiernie zadłużać, a zapowiadane podatki dotkną ich portfeli — wynika z badania IQS dla „PB”

Dla banków, ubezpieczycieli i supermarketów idą ciężkie czasy. Nowa władza planuje specjalne podatki, które mocno uderzą po kieszeni ich biznesy. Kowalskiego zaś politycy przekonują, żeby się nie martwił, bo rynkowa konkurencja obroni go przed podwyżkami cen w sklepach czy usług w bankach. Polacy nie podzielają jednak spokoju, jaki panuje w sejmowych ławach.

Z badania przeprowadzonego przez IQS na zlecenie „Pulsu Biznesu” wynika, że aż 70 proc. osób obawia się, że będzie więcej płacić za pomysły polityków, a tylko nieco więcej niż jedna piąta jest spokojna o swoje rachunki. Co ciekawe: podwyżki mocniej spędzają sen z powiek kobietom — 77 proc., niż mężczyznom — na wyższe ceny szykuje się dwie trzecie.

Rząd spodziewa się, że już w pierwszym roku po wejściu w życie nowych danin uda się z nich zebrać nawet 8 mld zł.

Rachunek za podatki

Rząd spodziewa się, że już w pierwszym roku po wejściu w życie nowych danin uda się z nich zebrać nawet 8 mld zł. Około 5 mld zł mają wpłacić instytucje finansowe, a reszta dodatkowej kasy do budżetu powinna wpłynąć od sklepów wielkopowierzchniowych.Specjalny podatek bankowy jest już na warsztacie posłów i wszystko wskazuje na to, że ich aktywa zostaną opodatkowane od lutego przyszłego roku. Bankierzy nie zamierzają czekać z założonymi rękami na strzyżenie przez nową ekipę rządową.

— To oczywiste, że banki podwyższą prowizje i opłaty, co odbije się na kieszeni klientów. To zresztą obserwujemy już dzisiaj — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. Pierwsze banki już podniosły marże kredytów hipotecznych i chociaż ich przedstawiciele nie chcą tego łączyć z nowym podatkiem, to trudno tego uniknąć. — Pytaniem jest oczywiście skala podwyżek i ich rozłożenie w czasie — podkreśla ekonomistka. Także podatek od supermarketów wpłynie na zwyżkę cen detalicznych wielu produktów, ale nie oznacza to inflacji drenującej portfele Polaków.

— Utrzymane jest rosyjskie embargo na żywność, co ogranicza wzrost cen. Ropa jest wciąż bardzo tania i nic nie zapowiada, żeby jej cena miała gwałtownie się zmienić. Dzięki temu średnioroczny wzrost cen towarów i usług nie powinien w przyszłym roku być wyższy niż o około 0,6 proc. — uważa Monika Kurtek. Tym bardziej że od półtora roku na dobre rozgościła się w kraju deflacja i zdaniem coraz większej liczby ekspertów, może potrwać nawet do lutego czy marca przyszłego roku.

Ostrożnie w finansach

Wśród ekspertów od wielu tygodni trwa też debata o sfinansowaniu wszystkich obietnic wyborczych. Im konkretniejszych kształtów nabierają przedwyborcze plany, tym pewniejsze jest, że rachunek za nie będzie słony i uda się go zapłacić tylko wówczas, jeśli działania zostaną rozpisane na lata. Większość pytanych Polaków uważa, że obietnic nie należy spełniać za wszelką cenę. Dla 45 proc. osób rząd nie powinien wywiązywać się ze zobowiązań, jeśli miałoby to doprowadzić do większego zadłużenia państwa.Co zaskakujące — duży jest też odsetek tych, którzy myślą przeciwnie — 38 proc. — Należy jednak docenić, że przewagę ma odsetek tych, który opowiadają się za odpowiedzialnością w finansach — mówi Marta Petka-Zagajewska, główna ekonomistka Raiffeisen Polbanku. Jej zdaniem, można to przypisać coraz wyższej świadomości i edukacji ekonomicznej społeczeństwa. — Polacy mają przekonanie, że każdy dług zaciągnięty dzisiaj trzeba kiedyś spłacić i że nie ma nic za darmo. Ciekawe, czy podobne byłyby wskazania, gdyby sondaż przeprowadzono wśród polityków? — mówi ekonomistka Raiffeisen Polbanku. © Ⓟ