Król łososia chce być królem pstrąga

Pstrągi w akwakulturze i na tym nie koniec. Jerzy Malek buduje nowy biznes rybny, a branża spodziewa się skali nie mniejszej niż światowa

— Po prostu powróciłem do branży — przyznaje Jerzy Malek, założyciel Morpolu, jednego z największych przetwórców łososia, za który Marine Harvest, norweski potentat hodowli łososia, zapłacił mu rok temu 500 mln zł (w akcjach i gotówce).

Dorsz będzie pstrągiem...

Specjalizujący się w rybnym biznesie portal Undercurrent News doniósł, iż poprzez swój cypryjski holding Friendmall Jerzy Malek kupił norweską spółkę Codfarmers. Hodująca dorsze spółka zniknęła w zeszłym roku z giełdy w Oslo po — jak napisał portal — „latach zmagań z finansami”. Chwilę wcześniej pokazała 227 mln NOK (około 120 mln zł) straty netto za 2012 r. W rozmowie z portalem Malek przyznaje, że zapłacił za spółkę „może około 30 mln NOK” [16,7 mln zł — red.], a kupił ją „bo była na sprzedaż”, a „nikt inny jej nie chciał”. Ma jednak wobec niej konkretny plan.

— Z Codfarmers [ang. cod znaczy dorsz — red.] została tylko nazwa. Spółka działa jednak w Norwegii, a ja nie chciałem zrywać związków z krajem i branżą. Mam też wiele pomysłów, których nie zdążyłem zrealizować w Morpolu. Będę więc robił to tutaj — mówi Jerzy Malek. Z dorszem Codfarmers nie będzie mieć nic wspólnego.

— Po sprzedaży Morpolu Norwegom mam trzyletni zakaz konkurencji w łososiu, a na razie minął rok, zająłem się więc pstrągami. W okolicach Słupska oraz na Islandii inwestuję w akwakulturę. Początkowy plan to 24 tys. ton rocznie. Projekt jest już realizowany. Z pstrągami będzie też związana firma Codfarmers — twierdzi biznesmen.

...a pstrąg nowym łososiem

Branża planom przyklaskuje.

— Pstrągi to świetny pomysł, a Malek już nie raz pokazywał, że ma nosa do biznesu. W Polsce produkujemy 17 tys. ton pstrąga, a mielibyśmy co zrobić z 40 tys. To ryba, która jest jeszcze niszą, ale może spokojnie zrobić karierę taką jak łosoś norweski. Zwłaszcza że to ryba z rodziny łososiowatych — komentuje Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb (PSPR). Jego zdaniem, zwiększenie podaży pstrągów powinno wpłynąć na spadek cen, a więc także zwiększenie konsumpcji.

— Łosoś mocno ostatnio drożał, więc inna ryba, która będzie tańsza, bez problemu znajdzie miejsce na rynku. Pstrąg może być świetnym substytutem dla tych, którzy chcą jeść rybę, a nie akceptują cen łososia — uważa Robert Wijata, wiceprezes Graala. Jerzy Malek nie chce ujawnić konkretnej kwoty inwestycji w akwakultury — mówi tylko o „kilkunastu milionach EUR” oraz o tym, że ryby mają trafiać i do Polski, i na rynki zachodnie.

— To osoba, która przywykła do rozmachu światowego, więc nie sądzę, żeby ten biznes chciał prowadzić na małą skalę. Zwłaszcza że dysponuje kapitałem po sprzedaży Morpolu, ale też ogromną wiedzą oraz dostępem do technologii i ludzi — uważa Robert Wijata.

— Na tym nie kończę spożywczych inwestycji, ale więcej szczegółów na razie nie ujawniam — ucina kolejne pytania biznesmen. Wiadomo jednak, że pstrągi to niejedyny nowy żywnościowy biznes Jerzego Malka. Jesienią portal Serwis Głosu Pomorza doniósł, że biznesmen kupił upadły zakład produkujący słone orzeszki — Aromat Snack w Trzebielinie (30 km od Słupska). Zapowiedział uruchomienie w nim produkcji karmy dla zwierząt oraz artykułów spożywczych na bazie kurczaków. Nazwisko biznesmena pojawia się też w kontekście wielu nieruchomości w Ustce i okolicach. Jerzy Malek wyemigrował czterdzieści lat temu do Kanady, potem przeniósł się do Australii, a do Polski powrócił po przemianach. W 1996 r. w Ustce otworzył przetwórnię łososia. Powstały z niej Morpol wprowadził w 2010 r. na norweską giełdę, pozyskując z debiutu około 750 mln zł. W momencie sprzedaży reszty udziałów Marine Harvest zatrudniał 3 tys. osób i osiągał 500 mln EUR rocznych przychodów.

Moce czekają na Kowalskiego
Statystyczny Polak je coraz mniej ryb — z zaledwie 12 kg rocznie, Niemiec 25 kg. Branża jednogłośnie przyznaje, że zmniejszająca się konsumpcja to efekt cen — w ostatnim roku ryby drożały, więc wzrastały ceny produktów gotowych, a Kowalski odwracał się od półki. Sytuacja przetwórców jest o tyle nieciekawa, że po wejściu do UE sporo zainwestowali w unowocześnienie fabryk i budowę mocy, których większość jest niewykorzystana.

 

Przyszłość akwakultury
Polskie Stowarzyszenie Przetwórców Ryb przekonuje od lat, że przyszłość branży leży w akwakulturze, czyli hodowli ryb w kontrolowanym środowisku wodnym, bo naturalne zasoby są ograniczone. W Polsce mamy największą europejską hodowlę tilapii w akwakulturze z zamkniętym obiegiem wody. Znajduje się pod Płońskiem (woj. mazowieckie) i należy do firmy Global Fish, której udziałowcem jest m.in. Marian Owerko, prezes Bakallandu. Spółka zapowiada, że inwestycje w akwakulturę na tilapii się nie zakończą, i sprawdza możliwości hodowli innych gatunków ryb.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Król łososia chce być królem pstrąga