Odpowiednio wspierana spółdzielczość może stać się filarem "solidarnego państwa", z którego koncepcją wystąpił rząd - uważają działacze ruchu spółdzielczego i wkrótce zamierzają przedstawić premierowi propozycje działań na rzecz wsparcia i rozwoju spółdzielczości.
Ich zdaniem mogłyby to być na przykład ulgi w podatku od osób prawnych lub w składkach na ZUS.
W czwartek Krajowa Rada Spółdzielcza i Stowarzyszenie Dziennikarzy RP zaprosiły dziennikarzy na Śląsk, aby w praktyce pokazać, że spółdzielcza forma własności przetrwała i dostosowała się do warunków gospodarki rynkowej, a polska spółdzielczość to znacznie szerszy zakres działań niż tylko powszechnie znane spółdzielnie mieszkaniowe. Spółdzielcy liczą na rządowe wsparcie dla spółdzielczości.
"Przygotowujemy coś w rodzaju memorandum, które wpisywałoby się w rządowy program budowy solidarnego państwa, ale także mówiłoby o tym, co państwo powinno uczynić, aby lepiej wykorzystać do rozwoju gospodarczego tkwiący w spółdzielczości potencjał gospodarczy i społeczny" - powiedział PAP prezes Krajowej Rady Spółdzielczej, Alfred Domagalski.
Jego zdaniem, rola i specyfika spółdzielni powoduje, że powinny one być traktowane inaczej niż typowo komercyjne firmy, nastawione na zysk. Przywołał przykłady z zachodniej Europy, gdzie podobne formy z własności, obsługujące rolników, zwolnione są z podatku od osób prawnych lub mają ulgi w składkach na ubezpieczenie społeczne, podatkach od nieruchomości itp.
"Np. przed II wojną światową spółdzielnia +Społem+ korzystała z zasady zwrotu od zakupów. Nie było pojęcia zysku, a wypracowana przez spółdzielnię nadwyżka na koniec roku wracała do jej członków. Gdybyśmy wrócili do takiej zasady, w ciągu kilku lat mielibyśmy 3 mln członków w +Społem + i tyle samo klientów mniej w hipermarketach. Byłoby to o wiele bardziej skuteczne od administracyjnych zmagań z wielkimi sieciami handlowymi" - ocenił Domagalski.
Prezes przypomniał, że choć od początku lat 90. potencjał ekonomiczny polskiej spółdzielczości zmniejszył się o połowę, nadal jest olbrzymi. Najbardziej powszechne są spółdzielnie mieszkaniowe, których jest ok. 3,5 tys. Zarządzają 3,5 mln mieszkań, w których mieszka ok. 10 mln Polaków. Spółdzielcy chwalą się tym, że nie tylko zarządzają nieruchomościami, ale także inspirują życie społeczno-kulturalne mieszkańców.
Podporą spółdzielczości jest sektor banków spółdzielczych. Obecnie jest ich ok. 600. Mają ponad 3 tys. placówek, obsługując rocznie ok. 10 mln klientów. Rachunki w nich ma 1,1 mln małych i średnich firm oraz 1,3 mln rolników. Właścicielami banków spółdzielczych jest w sumie ok. 3 mln spółdzielców. Uzupełnieniem banków są Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Rozliczeniowe (SKOK), które mają 1,2 mln członków.
Najsilniejszą pozycję ma spółdzielczość mleczarska - do około 200 spółdzielni z tej branży należy ok. 80 proc. polskiego rynku mleka; to struktura podobna do tej, która jest powszechna w Europie Zachodniej. Wiele spółdzielni mleczarskich połączyło się, zwiększając potencjał i zdobywając środki na modernizację.
W miastach najbardziej widoczną spółdzielnią jest "Społem", które ma ok. 5 tys. sklepów w całej Polsce. Obecnie spółdzielcy pracują nad systemem wspólnego zaopatrzenia tych sklepów i udoskonaleniem logistyki.
Na wsiach i w mniejszych miastach spółdzielczość to także 1,5 tys. gminnych spółdzielni "Samopomoc Chłopska", wyspecjalizowanych w handlu oraz wypieku chleba. Część z nich, która wcześniej odeszła od tradycyjnej działalności obsługi gospodarstw rolnych, powoli do niej wraca. Aby działać sprawniej i zmniejszać koszty, spółdzielnie decydują się na współpracę - np. w Jeleśni na Żywiecczyźnie powołano spółkę, która zaopatruje 12 spółdzielni.