Wicelider mięsnego rynku rozwija się mimo kryzysu
Zarząd Sokołowa spodziewa się kolejnych upadłości w branży mięsnej. Firmom, które przetrwają, wróży jednak tłuste lata.
Tak ciężko w branży mięsnej już dawno nie było. Wielkość pogłowia trzody chlewnej w Polsce spadła w tym roku do poziomu z lat 60., przez co firmy mają problem z uzyskaniem surowca, a jego ceny biją rekordy. Problemy mają nie tylko małe i średnie firmy mięsne, ale także duże i znane, jak Duda-Bis z Sosnowca czy PKM Duda z Grąbkowa (nie są ze sobą powiązane). W trudnych czasach nieźle radzi sobie natomiast Grupa Sokołów. Nie tylko nie narzeka, ale wręcz spodziewa się poprawy wyników.
Spijanie śmietanki
— Choć otoczenie rynkowe jest trudne, nasza firma się rozwija. W 2008 r. udało się nam zwiększyć sprzedaż o 14 proc., do 1,9 mld zł. Marża EBIT na poziomie skonsolidowanym wyniosła 1,9 proc. Nie jest to imponujący wynik, bo zaciążyły na nim m.in. likwidacje ferm, rozruch Pozmeatu oraz inne inwestycje [o łącznej wartości niemal 100 mln zł]. W tym roku odczujemy jednak pozytywne efekty tych inwestycji i nasze wyniki będą już dużo lepsze. Obecnie wszystkie nasze zakłady przynoszą zyski — mówi Bogusław Miszczuk, prezes Grupy Sokołów.
W przeciwieństwie np. do PKM Duda Sokołów postanowił wycofać się z własnej hodowli tuczników.
— W tym roku grupa ubije 1-1,2 mln świń i 150 tys. sztuk bydła. Z powodu niedoborów żywca w stosunku do ubiegłego roku spodziewamy się niewielkiego spadku ubojów. Mimo to zdecydowaliśmy się zrezygnować z rozwoju własnej hodowli tuczników, zwłaszcza że prowadziliśmy ją w dzierżawionych, przestarzałych fermach z lat 70. Teraz koncentrujemy się na hodowli zarodowej [na bazie loszek z Danii], dzięki której dostarczamy współpracującym z nami hodowcom świnie o doskonałych cechach genetycznych. Produkcja będzie więc opierać się na tuczu kontraktowym. W tym roku planujemy uzyskać w ten sposób 0,5 mln świń. Docelowo chcemy, aby z tego źródła pochodziło 70 proc. surowca — informuje Bogusław Miszczuk.
Kolejka do przejęcia
Zarząd Sokołowa przyznaje, że na rynku nie jest wesoło.
— O tym, że sytuacja w branży jest bardzo trudna i wiele firm balansuje na krawędzi upadłości, może świadczyć to, że do naszej firmy trafia wiele ofert z propozycją przejęcia. Wiele z tych firm może, niestety, upaść. Nie wykluczamy przejęć, na razie jednak mamy dość własnych mocy produkcyjnych. Moce przetwórcze wykorzystujemy w 90 proc., a ubojowe w 70 proc. — twierdzi Bogusław Miszczuk.
Za jakiś czas firma na pewno jednak będzie potrzebowała nowych mocy.
— O tym, że przed nami jest jeszcze duży potencjał wzrostu, może świadczyć to, że razem z Animeksem kontrolujemy zaledwie 16 proc. rynku. Tymczasem w Niemczech zaledwie cztery firmy kontrolują 80 proc. Nie ma innej drogi niż konsolidacja. Na rynku zostaną tylko najsilniejsi gracze i firmy niszowe — uważa prezes Sokołowa.
Tym, które przetrwają rynkową selekcję, wróży jednak hossę.
— Polska ma warunki, żeby stać się dużym producentem i eksporterem wieprzowiny. Nie liczyłbym jednak za bardzo na rynek rosyjski, który nie dość, że jest chimeryczny, to także stawia na rozwój własnej hodowli. Bardziej liczyłbym na Chiny i inne kraje Azji, gdzie wieprzowina jest droższa niż w UE. Według FAO do 2030 r. popyt na mięso wieprzowe na świe- cie wzrośnie o 57 proc. Największym konsumentem będą Chiny. Warto więc już dziś zabiegać o ten ry- nek — twierdzi Bogusław Miszczuk.
Jedna z najbardziej rozdrobnionych branż w kraju co jakiś czas boryka się z problemem płynności. Teraz jest podobnie.
Również giełdowe spółki z branży nie są wolne od problemów. Pierwszy kwartał dla PKM Duda, Beef-Sanu oraz Hermana, czyli giełdowej reprezentacji sektora, zakończył się na minusie. W przypadku PKM Duda na wynikach mocno odbija się zaangażowanie w opcje walutowe. Jednak spółka mimo dużych problemów i postępowania naprawczego w I kw. zwiększyła sprzedaż aż o 21 proc.
Trudne chwile przeżywa Beef-San, którego spółki zależne zostały zmuszone do negocjacji zadłużenia. Mięsna grupa wprowadziła program naprawczy. Restrukturyzacyjne okazała się konieczna także w przypadku ZM Herman.
Branży nie pomaga kryzys gospodarczy i finansowy.
— Wszystkie trzy spółki są w trudnej sytuacji, z tym że większość ich problemów nie wynika z działalności operacyjnej, ale wysokich kosztów finansowych związanych z zadłużeniem lub zabezpieczeniami walutowymi. Obecnie wiele spółek mięsnych przeżywa spore trudności, a ich wyceny uwzględniają już możliwość bankructwa. Dla inwestorów jest to sektor wysokiego ryzyka — komentuje Tomasz Manowiec, analityk BM BGŻ.
Okiem KONKURENTA
Tomasz Łączyński, prezes Zakładów Mięsnych Pekpol Ostrołęka
Nie dziwię się, że do Sokołowa zgłaszają się po ratunek firmy mięsne, które sobie nie radzą. Moim zdaniem, upadnie ich jeszcze wiele. Powody są oczywiście różne. Po pierwsze, ogólna sytuacja na rynku jest trudna: surowiec jest bardzo drogi, pojawiły się ograniczenia w dostępie do kredytów, a banki podniosły marże. Po drugie, obecne wyzwania rynkowe przerastają zarządy wielu firm. Kierują nimi często świetni fachowcy od przetwórstwa mięsa, którzy niestety nie radzą już sobie z marketingiem czy cięciem kosztów. O tym, że można rosnąć w kryzysie, świadczą m.in. wyniki naszej firmy. W pierwszym kwartale 2009 r. zarobiliśmy już prawie tyle, ile w całym 2008 r.