Czytasz dzięki

Kryzys szansą dla firm na rozwój eksportu

opublikowano: 17-06-2020, 22:00

Spowolnienie gospodarcze, do którego koronawirus wydatnie się przyczynił, dla wielu przedsiębiorców może być okazją do tego, aby zaistnieć lub rozwinąć biznes na zagranicznych rynkach.

Lockdown nie wyhamował międzynarodowej wymiany handlowej. Transport towarów z Polski za granicę był możliwy przez cały okres narodowej kwarantanny. Mimo to wirus odcisnął piętno również na tej dziedzinie.

Mimo, że nowa rzeczywistość zamknęła wiele drzwi, otworzyła również
wiele możliwości firmom, które są w stanie zdobyć się na elastyczność i
dostosować swoją strategię biznesową do nietypowych czasów — mówi Edwin
Osiecki, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu w firmie DHL.
Zobacz więcej

TRZEBA DZIAŁAĆ:

Mimo, że nowa rzeczywistość zamknęła wiele drzwi, otworzyła również wiele możliwości firmom, które są w stanie zdobyć się na elastyczność i dostosować swoją strategię biznesową do nietypowych czasów — mówi Edwin Osiecki, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu w firmie DHL. Fot. ARC

Dobry moment

Co prawda w danych GUS za pierwszy kwartał nie widać jeszcze koronakryzysu w wymianie handlowej, wręcz przeciwnie — rósł zarówno eksport, jak i import. Ale efekt pandemii widoczny był już w marcu, kiedy to sprzedaż zagraniczna spadła o 5,6 proc., a kupno o 2,5 proc. Natomiast w kwietniu, według danych NBP o bilansie płatniczym, eksport towarów zmniejszył się o 24,9 proc. względem analogicznego miesiąca w 2019 r. Spadł też import o 23,9 proc. Co więcej, saldo obrotów towarowych było ujemne i wyniosło minus 0,2 mld zł.

— Epidemia fizycznie utrudniła transport towarów przez kontrole na granicach, ale i ograniczyła popyt na wiele z nich. Bardzo dotkliwa była też niepewność, przez którą niełatwe okazało się dalsze planowanie. Powstrzymywała ona wielu konsumentów przed zakupami, a partnerów biznesowych przed zawieraniem kontraktów — mówi Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału instytucji płatniczej Akcenta.

Dodaje, że firmy spodziewają się, że najgorsze dopiero przed nimi.

— Tak wynika z naszych rozmów z przedsiębiorcami. Do tej pory najsłabsze obroty naszych klientów notowaliśmy w pierwszych tygodniach maja, więc skutki epidemii dopiero zaczynają się ujawniać — mówi Radosław Jarema.

Ale nie wszystko stracone. Zdaniem Sebastiana Sadowskiego-Romanova, prezesa firmy Itro zajmującej się doradztwem w obszarze eksportu, paradoksalnie teraz jest najlepszy czas na inwestycje w handel zagraniczny.

— To, co dla jednych jest przeszkodą, dla innych może być okazją do rozwoju i osiągnięcia nowych korzyści. Łańcuchy dostaw, które do tej pory przez długie lata były stabilne, z powodu pandemii będą się zmieniać. Zagraniczni przedsiębiorcy szukają bezpiecznych dostawców i dywersyfikują kanały tak, żeby nie byli zależni od jednego rynku. To szansa dla polskich eksporterów, ale też i tych przedsiębiorców, którzy jeszczenigdy nie eksportowali, na zawarcie kontraktów z kontrahentami szukającymi alternatywy dla towarów z Chin — tłumaczy Sebastian Sadowski-Romanov.

Elastyczność popłaca

Podobne obserwacje ma Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH), która zauważyła, że wskutek pandemii, w efekcie przerwania globalnych łańcuchów, w wielu krajach pojawił się problem choćby z ciągłością dostaw żywności. Dotyczy to m.in. Singapuru, Izraela czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dobry czas na eksport artykułów rolno-spożywczych jest też w Wietnamie, Malezji, Indonezji oraz na rynkach Półwyspu Iberyjskiego. Za granicą pojawiły się również inne okazje, które polscy przedsiębiorcy mogą wykorzystać.

— Z naszą pomocą siedem polskich firm wysłało, lub do końca lipca wyśle, kontenery z żywnością do Singapuru, a polska chemia gospodarcza trafiła na greckie półki sklepowe. Jak do tego doszło? Singapur jest bardzo wrażliwy na wszelkie zakłócenia w ciągłości dostaw, a pandemia COVID-19 spustoszyła dotychczasowy porządek. W odpowiedzi na tę sytuację Singapur ogłosił zapotrzebowanie w sektorze produktów rolno-spożywczych i rozpoczął szeroko zakrojoną dywersyfikację dostaw. Natomiast jeśli chodzi o Grecję, ostatnie wydarzenia sprawiły, że Grecy częściej sięgają po różnego typu środki czyszczące oraz profesjonalną chemię do sprzątania — wyjaśnia biuro prasowe PAIH.

Takich rynkowych okazji pojawia się coraz więcej.

— Na świecie wzrósł popyt choćby na artykuły higieniczne i medyczne. Tę okazję wykorzystało wiele naszych firm kosmetycznych. Jak wynika z informacji Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, około 30 proc. takich podmiotów zmieniło profil produkcji, zwiększając udział preparatów do higieny rąk, czyli m.in. żeli czy płynów dezynfekcyjnych. Wzrost popytu zagranicznego na artykuły higieniczne czy pielęgnacyjne umożliwił firmom kosmetycznym nadrobienie strat związanych ze spadającą sprzedażą innych produktów — mówi Edwin Osiecki, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu w firmie DHL Express.

b960cf00-66b9-11ea-bc55-0242ac130003
Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Dodaje, że dzisiaj elastyczność popłaca jak nigdy wcześniej. Warto się przebranżowić i szukać nisz, które tworzy epidemia.

— Trzeba się też zastanowić, w jaki sposób firma może dostosować się do nowych trendów, dostarczając klientom to, czego potrzebują. Dobrym przykładem są restauracje, które podczas zamrożenia gospodarki zaczęły sprzedawać paczki z zestawami produktów do tworzenia posiłków samodzielnie w domu — mówi Edwin Osiecki.

Bezpieczny eksport

Jednak żeby zaistnieć za granicą, szczególnie w tak niepewnej sytuacji jak obecnie, niezbędne są także dobre sposoby na minimalizację ryzyka oraz wsparcie z zewnątrz. Pieniądze na eksport można dostać w ramach unijnych programów.

— Znajdujemy się w okresie między naborami do konkursów na dofinansowanie eksportu dla Polski Wschodniej. Warto z tego skorzystać. Pieniądze z dotacji można przeznaczyć m.in. na udział w targach i misjach gospodarczych, pozyskanie certyfikatów niezbędnych na danym rynku, zakup środków trwałych i wartości niematerialnych oraz usługi doradcze i marketingowe związane z wchodzeniem na rynki zagraniczne — mówi Sebastian Sadowski-Romanov.

Dodaje, że warto zapoznać się także z ofertą pomocy w urzędach marszałkowskich poszczególnych województw, które również dysponują pieniędzmi publicznymi na wsparcie eksporterów poprzez sieć COIiE (Centrum Obsługi Inwestorów i Eksporterów). Można zgłosić się również do PAIH, która pomoże wykorzystać wzrastający popyt na określone produkty w różnych krajach i szansę na wejście w nowo powstające łańcuchy dostaw. Inna sprawa to bezpieczeństwo samych transakcji. Tutaj może pomóc ubezpieczenie należności, które uchroni firmę przed brakiem zapłaty za towar lub usługę od zagranicznego kontrahenta. Ważna jest też kwestia dostawy.

— Przedsiębiorcy, którzy chcą osiągnąć sukces w nowej rzeczywistości, muszą zadbać również o sprawną logistykę zarówno pod kątem zapewnienia ciągłości dostaw od podwykonawców, jak i doręczeń do klientów — zwraca uwagę Edwin Osiecki.

W ostatnim czasie wzrosła także waga handlu przez internet.

— Wiele firm przeniosło część procesów sprzedażowych do sieci. Zrobiły to również spółki działające w branżach, w których do tej pory wydawało się to niemożliwe, na przykład automotive — zauważa Edwin Osiecki.

Kolejna sprawa to bezpieczeństwo transakcji walutowych.

— Zainteresowanie transakcjami zabezpieczającymi przed ryzykiem kursowym najmocniej wzrosło na przełomie marca i kwietnia, kiedy już było pewne, że koronawirus stanie się poważnym problemem dla całego świata. Był to też czas największych wahań kursów walut, które znacząco wpływają na finalną kwotę międzynarodowych transakcji. Z takim zagrożeniem firmy handlujące z zagranicą mierzą się także w spokojniejszych czasach. Przy wysokich kwotach kontraktów nawet niewielka zmiana kursu może przekładać się na poważne straty na marży, a co dopiero poważne tąpnięcia na tym rynku — przestrzega Radosław Jarema.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane