Księżycowy pomysł

Jacek Zalewski
20-03-2006, 00:00

Zapowiedź złożenia przez klub Prawa i Sprawiedliwości wniosku o skrócenie kadencji parlamentu (samorozwiązanie nie jest terminem prawnym) zaskoczyła uczestników krajowej narady samorządowego aktywu PiS, którzy nie mieli pojęcia, że ich przywódcy podjęli decyzję już kilka dni wcześniej. Nadawali wprawdzie różne sygnały, ale kropkę nad „i” prezes Jarosław Kaczyński postawił dopiero w sobotę.

Politolodzy przecierają ze zdumienia oczy, o co może chodzić partii, która ma pełnię władzy — prezydenta, marszałków, samodzielny rząd, Senat. Jedynym cierniem jest nie końca opanowany Sejm. A zatem chodzi o pełnię w rozumieniu dosłownym. Czego jak czego, ale znajomości Księżyca braciom Kaczyńskim odmówić nie można — obecną sytuację postrzegają może nie jako nów, ale co najwyżej jako pierwszą kwadrę, do pełni zaś daleko. Dlatego sobotni postulat „my chcemy mocniejszej niż teraz polskiej demokracji” oznacza po prostu więcej mandatów dla PiS. W pierwszym etapie szłoby o co najmniej 231, docelowo zaś o 307, bo tyle gwarantuje zmianę tej krępującej — choć czasem jakże przydatnej — Konstytucji.

Na użytek wroga PiS okazuje lekceważenie badaniom opinii społecznej, ale w poufnych analizach wewnętrznych nie ukrywa, że szczyt jego powodzenia minął i zaczął się zjazd. Gabinet Kazimierza Marcinkiewicza zdecydowanie szybciej, niż rządy Jerzego Buzka czy Leszka Millera, zaczyna cierpieć na chorobę utraty wiary elektoratu w spełnienie obietnic. Cechą tego procesu jest gwałtowne jego przyspieszanie — od pewnego momentu rządowa bessa staje się już nie do opanowania. Premier Marcinkiewicz oczywiście jeszcze nie dotarł do tej fazy, lecz jest na najlepszej drodze. I trudno się temu dziwić, skoro nie ma pomysłów rozwoju gospodarczego, a głównym polem aktywności ekipy PiS stały się ustawy kontrolno-bezpieczniackie.

Sala Kongresowa była już świadkiem wielu partyjnych uniesień. Nic dziwnego, że na patetyczną odezwę prezesa Jarosława Kaczyńskiego: „Wzywam z tego miejsca, z tej sali wypełnionej działaczami Prawa i Sprawiedliwości...” — łza wzruszenia zakręciła się w niejednym oku, tym bardziej, że logo PiS przeplatało się z biało-czerwonymi flagami. Inne partie nie podzielają jednak entuzjazmu dla wyborów 21 maja, czyli cztery dni przed przybyciem Benedykta XVI do Polski. Sojusznikiem „księżycowego” wniosku PiS będzie tylko SLD, albowiem jest jedynym pewnym beneficjentem przedterminowych wyborów. Jakby liczyć: 211 głosów (PiS 156, SLD 55) to trochę mniej niż 307, wymagane przez bezduszną Konstytucję...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Księżycowy pomysł