Sejmowa komisja śledcza ds. PKN Orlen nie przesłuchała we wtorek Jana Kulczyka, bo nie stawił się przed komisją. W Sejmie pojawił się natomiast jego pełnomocnik prof. Jan Widacki i - z powodu obaw o bezpieczeństwo biznesmena w Polsce -
przedstawił wniosek o przesłuchanie Kulczyka za granicą.
Po południu komisja przesłuchała Andrzeja Kunę - jednego z organizatorów wiedeńskiego spotkania Jana Kulczyka z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem w lipcu 2003 roku w Wiedniu.
Komisja do ostatniej chwili oczekiwała na przybycie Kulczyka. Także większa niż zwykle grupa dziennikarzy, obsługujących prace komisji śledczej, czekała na biznesmena przy głównym wejściu do gmachu Sejmu.
Kilka minut po godzinie 9 przed komisją stanął pełnomocnik Kulczyka - Jan Widacki. Oświadczył, że podczas lotu Kulczyka z USA do Warszawy, w czasie międzylądowania w Wielkiej Brytanii, stan biznesmena się pogorszył i teraz przebywa on w szpitalu w Londynie.
Widacki przekazał komisji pisemną informację o przyjęciu Kulczyka na badania do kliniki w Londynie 8 listopada. Jednozdaniowy dokument ma nagłówek szpitala The Harley Street Clinic. "Stwierdza się, że wyżej wymieniony (Kulczyk - PAP) został dzisiaj przyjęty do tego szpitala na badania medyczne" - głosi pismo.
We wtorek po południu PAP poinformowano jednak w londyńskiej Harley Street Clinic, że w tym momencie nie ma tam pacjenta o nazwisku Jan Kulczyk.
Komisja nie zgodziła się na przesłuchanie Kulczyka za granicą i wezwała go ponownie na 30 listopada. Zobowiązała go także do uzupełnienia dokumentacji związanej z jego nieobecnością.
Komisja zdecydowała, że zwróci się do prokuratora generalnego o zapewnienie Kulczykowi wszelkich środków bezpieczeństwa podczas przesłuchania, które zaplanowano na 30 listopada. Zdaniem dra Janusza Kochanowskiego z Wydziału prawa UW, komisja mogłaby przesłuchać Kulczyka w miejscu jego pobytu, jeśli nie mógłby się on stawić na wezwanie z powodu choroby, kalectwa albo innej nie dającej się pokonać przeszkody. Jak dodał, obawa o własne bezpieczeństwo jest jednak przeszkodą, którą można usunąć poprzez przydzielenie ochrony.
Posłowie odrzucili wniosek mec. Widackiego o wyłączenie z prac komisji śledczej Romana Giertycha (LPR), Konstantego Miodowicza (PO) i Zbigniewa Wassermanna (PiS). Posłowie, których wyłączenia żądał Kulczyk, twierdzą, że wniosek był próbą "wykolejenia pracy komisji" i jej destabilizacji.
Widacki natomiast przekonywał, że posłowie "nie są bezstronni". Poza tym, w oświadczeniu odczytanym przez pełnomocnika Kulczyk napisał, że Giertych namawiał go do dostarczenia komisji dowodów kompromitujących prezydenta. Sam Giertych temu zaprzecza.
W oświadczeniu Kulczyk podkreślił: "Pogróżki i insynuacje naruszają moje prawa (...). Ponoszę konkretne i dające się
wyliczyć straty. Moje firmy zatrudniają kilkadziesiąt tysięcy ludzi, płacą miliardowe podatki (...) Czy chodzi o ułatwienie rządów autorytarnych, a w gospodarce ułatwienie rządów administracji?".
Poznański biznesmen napisał w oświadczeniu, że jest "w stanie stanąć przed komisją, choć - wedle zaleceń lekarzy - nie
powinien". Tłumacząc to względami bezpieczeństwa i wnosząc o przesłuchanie go za granicą podkreślił, że "rozpętano przeciwko niemu bezprzykładną, pełną pomówień i insynuacji kampanię oszczerstw i podejrzeń". Tym samym, dodał, pozbawiono go "elementarnych praw jako człowieka i obywatela".
Po południu komisja przesłuchała Andrzeja Kunę. Ten, podobnie jak przesłuchiwany wcześniej jego wspólnik Aleksander Żagiel podkreślił, że nie był inicjatorem spotkania w Wiedniu Kulczyka z Ałganowem, nie uczestniczył w żadnych rozmowach na temat Rafinerii Gdańskiej ani PKN Orlen i nie słyszał, aby w jego obecności Kulczyk i Ałganow rozmawiali o "pierwszym" czy łapówkach za sprzedaż Rafinerii Gdańskiej.
Komisja postanowiła wezwać na świadka ministra sprawiedliwości Andrzeja Kalwasa. Autor wniosku Andrzej Grzesik (Samoobrona), powiedział, że gdy Kalwas był radcą prawnym, jego kancelaria prowadziła sprawę agencji celnej Trans-Sad, która miała wyłudzić 30 mln zł z PKN Orlen i firmy BGM, związanej z tzw. mafią paliwową.
Oprócz tego komisja chce wystąpić o billingi z lat 2000-2004 połączeń telefonicznych wysokich urzędników kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego: ministrów Dariusza Szymczychy, Marka Ungiera, Marka Siwca, szefa doradców prezydenta Andrzeja Gduli i doradcy - Stanisława Cioska.
Oprócz tego świadkami - decyzją komisji - będą: b. prezes spółki PKN Orlen Zbigniew Wróbel i wiceprezes Sławomir Golonka.
as/wkt/drag/woj/ mw/