— Pierwsza transakcja była największą w historii GPW. 2 mld zł zebrane z rynku w ciągu jednego dnia robi wrażenie nawet w Londynie — zauważa Witold Stępień, prezes DM Banku Handlowego.
Z popytem na sprzedawane akcje nie było problemów, nawet w obliczu pojawiających się rekomendacji "sprzedaj", jak w przypadku KGHM.
— Inwestorzy chcieli kupić 50 proc. więcej papierów, niż było w ofercie. Ceny miedzi rosną, spółka jest płynna i zwiększy się jej udział w indeksach — tłumaczy Filip Paszke, członek zarządu DM BZ WBK.
Trudniejszym zadaniem była jednak sprzedaż akcji Lotosu.
— Warunki rynkowe już nie sprzyjały, a przez pryzmat relatywnej wielkości pakietu akcji transakcja papierami Lotosu była 2,5 razy trudniejsza. Chodziło o mniej więcej 60-krotność średnich dziennych obrotów, podczas gdy w przypadku KGHM wskaźnik ten wynosił blisko 25 — wyjaśnia Andrzej Olszewski, dyrektor zarządzający działu bankowości inwestycyjnej ING Securities.
W transakcjach sprzedaży akcji KGHM i Lotosu pośredniczyło aż sześciu brokerów. Według samych maklerów, było ich zbyt wielu.
— Koordynacja działań wobec jednej książki popytu w kraju i za granicą (Londyn, Nowy Jork) przez kilka instytucji jest pracochłonna, co jest trudne przy ograniczonym czasie. Tym bardziej że dzwonimy do tych samych klientów. Jeden podmiot zrobiłby to lepiej — uważa Andrzej Olszewski, dyrektor zarządzający działu bankowości inwestycyjnej ING Securities. Zgadzają się z nim przedstawiciele innych brokerów.
Więcej w czwartkowym Pulsie Biznesu.