Dynamiczny ruch w portach lotniczych ciągnie w górę sprzedaż w sklepach wolnocłowych. Obroty Baltony biją rekordy.
Modne ubrania, dobre kosmetyki i wyszukane wiktuały w puszkach, dziś ogólnie dostępne, w siermiężnych czasach PRL oficjalnie można było nabyć jedynie za bony i dolary w Peweksie i Baltonie.
O ile Pewex nie przetrwał zmian, o tyle Baltona ma się wręcz wyśmienicie. Rozpędzona koniunktura na przewozy lotnicze i wzrastający ruch w portach coraz bardziej napędzają obroty i zyski należacych do niej sklepów wolnocłowych.
— Mamy do czynienia z prawdziwym boomem, zwłaszcza w przypadku sprzedaży w portach regionalnych. W ciągu dziewięciu miesięcy tego roku kwotą ponad 68 mln zł przekroczyliśmy już utargi za cały 2006 r. — mówi Grzegorz Dittrich, wiceprezes Baltony.
Największą dynamikę w tym roku wśród regionów notują porty w Katowicach, Wrocławiu i Gdańsku. Średnio najwyższe rachunki płacą klienci w Warszawie (108 zł), Krakowie (88 zł), Poznaniu (86 zł), Wrocławiu (84 zł), Gdańsku (76 zł) i Katowicach (71 zł). W strefach wolnocłowych wciąż najchętniej kupujemy alkohole, artykuły tytoniowe i wyroby kosmetyczne. Potem długo, długo nic i dopiero słodycze. Największymi hitami wciąż pozostają: wódka Żubrówka, ptasie mleczko, perfumy Davidoff, whisky Johnnie Walker i woda mineralna Kropla Beskidu.
— W 2007 r. sprzedaliśmy tyle butelek żubrówki, że gdybyśmy ustawili je jedna obok drugiej, zajęłyby teren o wielkości około trzech kortów. Gdyby ułożyć wszystkie sprzedane papierosy, jeden karton obok drugiego (po 10 paczek), to wyszłoby 714 km. Pod koniec października sprzedamy ich tyle, że pokryje to odległość między Warszawą a Hamburgiem — twierdzi Grzegorz Dittrich.
Duże nadzieje Baltona wiąże z terminalem 2 na warszawskim Okęciu. Do obsługi powierzchni handlowych powołano spółkę BH Travel Retail Poland z udziałem niemieckiego Heinemanna. Problem w tym, że inwestycja wciąż ma kłopoty ze startem, dzięki czemu uciekają potencjalne zyski.