Grupa znajomych cztery lata temu wpadła na pomysł — otworzą w Polsce sieć kafeterii. Powód: bo nie ma dokąd pójść w ciągu dnia i pogadać przy dobrej kawie. By zebrać kapitał, zaczęli współpracę z Bakery Services i weszli na giełdę w Londynie. Potem pół roku dobierali ziarna arabiki, przygotowywali menu. Po czterech latach mają 14 lokali. Zamierzają dojść do pół setki.
Szklanka z czarną mazią, z grubym kożuchem ziaren pływających przy powierzchni — polska kawa po turecku. Psuje żołądek, zostaje na zębach. Na taką kawę nadal można się natknąć w wielu polskich restauracjach czy punktach gastronomicznych. W gęstym trunku trudno dopatrzyć się polskiej bogatej tradycji picia kawy, choć po przepisy przyrządzania można by sięgnąć nawet do „Pana Tadeusza”.
Na to jednak inwestorzy z coffeeheaven nie mieli czasu. W 1999 r. kilku miłośników kawy, w tym dwóch byłych pracowników T. G. I. Friday’s postanowiło zorganizować sieć coffee housów w Polsce. Opracowali biznesplan i rozpoczęli współpracę z Bakery Services, brytyjską firmą z 30-letnim stażem w branży piekarniczej. Po to, by zdobyć kapitał na rozwój sieci coffee housów w Polsce, weszli na AIM — jeden z rynków giełdy londyńskiej. Potem wspólnie pół roku przygotowywali się do uruchomienia pierwszych kawiarni. Dobierali gatunki ziaren, szukali podwykonawców — firm, które mogłyby produkować według ich przepisu przekąski: kanapki, sałatki, ciastka. Opracowali szczegółowo wystrój wnętrz, organizację, struktury.
— Widoczna nisza — wówczas były jedynie restauracje i puby. Nie było gdzie spędzić czasu przy gazecie i dobrej kawie w ciągu dnia. Ani miejsca, ani dobrej kawy — mówi Michael Ovadenko, dyrektor zarządzający, członek zarządu CHI Polska, jeden z pomysłodawców i założycieli. Ten Amerykanin z New Jersey do Polski przyjechał 7 lat temu jako ochotnik do pracy z programem MBA Enterprise Core. Wraz z nim zjawiło się 160 osób — by pomóc lokalnej przedsiębiorczości. Dla tego programu pracował 15 miesięcy. Potem był dyrektorem finansowym w T. G. I. Friday’s. Jak twierdzi — tam zakochał się w gastronomii.
15 sierpnia 2000 r. ruszyła pierwsza kawiarnia. W Gdyni na skwerze Kościuszki, zaraz przy molo — w miejscu tłumnie odwiedzanym przez turystów. Następna lokalizacja to warszawska Galeria Mokotów. coffeeheaven ruszyła tam trzy tygodnie później.
— Chcieliśmy sprawdzić, jakie są szanse na stworzenie sieci krajowej, bo to żaden problem otworzyć sieć w stolicy, gdzie ludzie mają więcej pieniędzy — mówi Michael Ovadenko. A kawa w coffeeheaven nie należy do najtańszych.
— Na dłuższą metę jakością się wygrywa — nawet jeżeli wiąże się ona z wyższą ceną — dodaje dyrektor sieci.
Dziś firma ma14 kawiarni: w Trójmieście, Warszawie, Łodzi, Krakowie i Wrocławiu. Do końca tego roku zamierza otworzyć następnych osiem, a do grudnia 2006 r. kawę z coffeeheaven będzie można skosztować w 50 punktach w całej Polsce.
Na lokalizacje dla swoich kawiarni wybierają miejsca ruchliwe — głównie centra handlowe, ale również Dworzec Centralny w Warszawie, Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego, Nowy Świat czy też pełną przechodniów ulicę we Wrocławiu.
Na początku edukowali. Najpierw pracowników, potem przez wyszkoloną kadrę klientów. Ściągali po to specjalistów z Zachodu. Teraz mają już własnych ekpertów i dział szkoleniowy w strukturach firmy.
— Pracowników uczymy nie tylko, jak zrobić dobrą kawę. Muszą zapoznać się z całym cyklem produkcji, specyfiką ziaren kawy — mówi szef CHI Polska. Twierdzi, że nie ma obiektywnych kryteriów, według których można stwierdzić, że przyrządzona kawa jest wyśmienita.
— Ziarno kawy zmienia się, dlatego każdego dnia czarny napój może mieć inny smak. Wpływa na to pogoda, ciśnienie, wilgotność powietrza i świeżość ziaren kawy. Dlatego barista — czyli osoba zajmująca się przygotowaniem kawy — musi być odpowiednio przeszkolona. Musi obserwować, co się dzieje z espresso, by wydobyć najlepszy smak — wyjaśnia Michael Ovadenko. W coffeeheaven pija się jedynie arabikę. Ziarno sprowadzane jest z Afryki i Ameryki Środkowej. Dyrektor nie chce jednak wymieniać krajów pochodzenia. Mówi, że to tajemnica — podobnie jak receptury na ciastka i kanapki.
Rozwój trwa. Firma otwiera nowe oddziały, a klientów zapoznaje z nowymi produktami.
— Na początku goście nie wiedzieli, co tak naprawdę kryje się pod poszczególnymi nazwami. Teraz nasze produkty są już znane, mają stałych zwolenników — twierdzi dyrektor. W Polsce najlepiej sprzedają się tzw. latte — czyli kawa z mlekiem, często z dodatkiem słodkiego syropu. W ramach rozwoju kultury picia kawy firma klientom proponuje przede wszystkim degustację espresso.
— Wielbiciele czarnego napoju wypijają się nawet 7 espresso dziennie. W Polsce espresso nie ma jeszcze tylu zwolenników, lecz staje się coraz bardziej popularne. Dlatego je promujemy — przyznaje Michael Ovadenko.
Coffeeheaven współpracuje z oddziałem Europejskiego Stowarzyszenia Kawy. W ramach tej organizacji co roku organizowane są Mistrzostwa Baristów.
— Na początku nie było prosto... Musieliśmy prosić baristów z konkurencyjnych sieci, by wzięli udział w zawodach — wspomina współzałożyciel CHI Polska. W tym roku w szranki stanęło ponad 20 osób z 10 konkurencyjnych firm.
Firma rozpropagowała również nowy zwyczaj: kawę na wynos.
— Ludzie z naszą kawą robią zakupy, pracują, podróżują. Przyjęło się błyskawicznie! — mówi Michael Ovadenko.
Pomysł kilku wielbicieli kawy rozrósł się. Dziś firma ma ponad 3000 akcjonariuszy.
— Zostać nim może każdy. W Polsce działa wielu brokerów, którzy to umożliwiają — twierdzi Michael Ovadenko.
Plany? Postęp. 50 punktów w Polsce to dopiero początek. Zamierzają iść dalej, do innych krajów środkowej Europy.
— Gdzie? Powiemy za kilka miesięcy — obiecuje Michael Ovadenko.
Jedno jest pewne: coffeeheaven nie ma ambicji na swoje kawiarnie na Zachodzie. Tam podobnych im pełno. Są siecią środkowoeuropejską z siedzibą w Warszawie, z akcjonariuszami w Polsce i Wielkiej Brytanii.