Lektury

Jacek Zalewski
opublikowano: 2000-12-14 00:00

Lektury

Zawodowa integracja

Rynek integracyjnych wyjazdów firmowych powiększa się z roku na rok. Tzw. incentive travel trafiły również do Polski. Coraz więcej małych i dużych przedsiębiorstw decyduje się na tę formę motywacji i wyróżniania swoich pracowników. Wszystko zaczęło się podobno od firmy Henry’ego Forda, która jako pierwsza w 1910 r. zafundowała swoim najlepszym pracownikom wycieczkę z Ohio do Nowego Jorku w nagrodę za bardzo dobre wyniki w sprzedaży samochodów. Jednakże tak naprawdę wzrost popularności wyjazdów motywacyjnych nastąpił w latach 60., a na dobre rozwinął się dopiero w latach 80. Było to związane z coraz większym zainteresowaniem i zapotrzebowaniem na tę formę turystyki grupowej oraz ze wzrastającą liczbą firm specjalizujących się w jej organizacji. Najlepiej świadczy o tym fakt, iż w tegorocznych targach w Genewie wzięło udział ponad 1000 takich firm z całego świata, w tym kilka z Polski.

Większość agencji zajmujących się incentive travel coraz głębiej wnika w struktury firm, świadcząc usługi konsultingowe z pogranicza zarządzania kadrami i marketingu. Dobra agencja, specjalizująca się z reguły w wyjazdach zagranicznych, nie ma gotowego katalogu ofert. Poznaje specyfikę swojego klienta i dopiero wtedy coś mu proponuje. Powinna również być znakomicie rozeznana w tym, kiedy i gdzie organizować wyjazdy oraz wybierać odpowiednie miejsca, zwracając uwagę na preferencje firmy. Niestety, nie wszystkie polskie agencje tak postępują, traktując incentive travel po prostu jako formę sprzedaży grupom pracowników nieco zmodyfikowanego katalogu z propozycjami wycieczek.

„Świat Kongresów i Targów”

Język marketingowy

Dość istotną formą pośrednictwa w obrocie handlowym jest pośrednictwo maklerskie. Makler prowadzi interesy w cudzym imieniu i na cudzy rachunek, a od agenta różni go przede wszystkim to, że działa na jednorazowe zlecenie. Pojęcie makler używane powszechnie w Europie kontynentalnej jest równoznaczne z anglosaskim terminem broker. Niestety, u nas coraz częściej owe terminy, które powinny być używane zamiennie, przypisuje się do różnych rodzajów działań, czyniąc zamieszanie w głowach. Tak więc mamy maklera giełdowego, ale brokera ubezpieczeniowego. Najlepiej byłoby upowszechnić jedno określenie, porządkując ów zamęt. W naszej nowej literaturze marketingowej do jednego worka wrzuca się pojęcie nazwy handlowej i marki handlowej — a w USA pierwsza oznacza nazwę lub skrót nazwy firmy, użyty w celu zidentyfikowania jej towaru, a druga — sztuczny twór wymyślony w tym samym celu, specjalnie dla danego produktu. Niedostrzeganie tych odmienności rodzi poważne konsekwencje w kwestii właściwej sytuacji na rynku. Również jeżeli chodzi o przypisanie znaku towarowego do wyrobu, polska terminologia nie nadąża za rozwojem gospodarki.

„Businessman Magazine”