Lewary pozostaną wspomnieniem

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2013-12-05 08:30

Wielka redukcja nie wystarczy, by opłaciło się brać kredyt na akcje. A jeśli oferta jest niewielka, dla banku to też marny interes.

Newag ściął zapisy inwestorów indywidualnych o 92,6 proc., Mercator Medical o 97,7 proc., a Peixin International Group o 89,3 proc. W skrajnym przypadku, by kupić akcje za 10 tys. zł, trzeba więc było zablokować na rachunku aż 440 tys. zł. Tak już było przed kilkoma laty, a brokerzy nakręcili spiralę kredytów na zakup akcji (tzw. lewarów) w licznych wówczas ofertach pierwotnych. Później lewary wyginęły, m.in. po pojawieniu się tzw. akcjonariatu obywatelskiego z zasadą maksymalnego zapisu. Czy teraz powrócą?

— Od oferty prywatyzacyjnej PKP Cargo nastąpił znaczny wzrost zainteresowania ofertą kredytową na zakup papierów wartościowych. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy udzieliliśmy trzykrotnie więcej kredytów niż w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku — zapewniaRobert Kosowski, dyrektor marketingu DM mBanku.

— Nie widzimy zwiększonego zainteresowania kredytami. Utrzymuje się ono na poziomie z przełomu 2012 i 2013 r. — twierdzi Ryszard Sikora, dyrektor w ING Securities. Jego słowa potwierdzają inni brokerzy.

— W ramach ostatnich ofert o kredyty pytali naprawdę wytrawni klienci, podczas gdy kiedyś kredyt na zakup akcji brał każdy — zaznacza Krzysztof Polak, dyrektor BM Alior Banku. Zdaniem przedstawicieli domów maklerskich, jeszcze kilka dużych redukcji zapisów w ofertach pierwotnych może zwiększyć zainteresowanie kredytami na zakup akcji, ale do skali lewarowania sprzed kilku lat raczej nie ma powrotu. Głównie dlatego, że nawet duże oferty spółek prywatnych są wyraźnie mniejsze od ofert tuzów gospodarki, sprzedawanych wtedy przez skarb państwa.

— Kredyt to jednak dla klienta ryzyko. Ponosi jego koszty, a alokacja papierów nie jest znana — przypomina Krzysztof Polak.

— Sama redukcja zapisów nie gwarantuje jeszcze zwrotu z inwestycji opartej na kredycie. W stosunku do ceny kupna kurs akcji musi wzrosnąć na tyle, by pokryć prowizję maklerską, prowizję od kredytu i odsetki od kredytu — tłumaczy Andrzej Zajko z DM PKO BP. Michał Wojciechowski, zastępca dyrektora DM BOŚ, zwraca uwagę, że wbrew pozorom lewarowaniem mogą nie być zainteresowane same banki współpracujące z domami maklerskimi.

— Przygotowując kredyt pod konkretną emisję, bank ponosi pewne koszty stałe i podejmuje większe ryzyko. O tym, czy bank zdecyduje się na udostępnienie kredytu, będzie więc decydować postrzeganie sytuacji finansowej emitenta, wielkość emisji i zainteresowanie inwestorów. Gdy emisja jest niewielka, a emitent nie ma odpowiedniego standingu, banki mogą niechętnie podchodzić do przygotowywania specjalnych akcji kredytowych — wyjaśnia Michał Wojciechowski.