Lewy przetarg nie musi być wrogiem jakości

Jacek Zalewski
17-11-2003, 00:00

Najnowszej aferze korupcyjnej w wojsku, związanej z „ustawianiem” przetargów na zakup sprzętu, należy się oczywiście ściganie i potępienie, ale nie może być ona przyjmowana z zaskoczeniem! Wszak od zarania cywilizacji rozdział publicznych dóbr naraża decydentów na pokusy, którym oni zwyczajnie ulegają. Największe zaś pieniądze — i w związku z tym największe przekręty — wiążą się z zamówieniami wojskowymi.

Jest to zjawisko ponadczasowe i ponadustrojowe. Świetlanej pamięci armii II Rzeczypospolitej też trafiło się kilka afer, z których najsłynniejszą było sprowadzenie bezwartościowych francuskich masek gazowych. A z czasów nowszych wypada przypomnieć największą łapówkarską transakcję w dziejach światowej gospodarki i polityki — czyli wyposażenie blisko 30 lat temu kilkunastu państw w samoloty przez koncern Lockheed Martin. Polska ostatnio uczepiła się go niczym tratwy ratunkowej. Postawienie na LM jest technologicznie jak najbardziej uzasadnione, ale ma i stronę ciemniejszą, o której nie chcą pamiętać zarówno politycy, jak i liczące na korzyści z offsetu kręgi gospodarcze.

Biznesowe myślenie jakże często skażone jest syndromem Lutka Danielaka z „Wodzireja”, który obiektywnie był lepszy od konkurentów, ale nie wierzył, że to wystarczy i dlatego do kontraktu parł chamskimi metodami. Swój rozum ma również potencjalny łapówkobiorca, któremu opłaca się związanie z produktem dobrej jakości. Dla żołnierzy korzystających z zakupionego w taki sposób sprzętu naprawdę nie jest ona obojętna...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lewy przetarg nie musi być wrogiem jakości