Twórcy Baltic Ceramics Investments chcieli być jak amerykańscy producenci łopat, którzy na gorączce złota zarobili więcej niż poszukiwacze. Liczyli na zyski z produkcji proppantów, służących do zabiegu szczelinowania skał łupkowych. Zamiast amerykańskiego snu jest klapa. Zarząd uruchomił procedurę sanacyjną w najważniejszej spółce zależnej — Baltic Ceramics.

Dostawcy chcą zapłaty
Sanacja to formuła pomiędzy dawną upadłością likwidacyjną a układową. Jej uruchomienie oznacza, że wierzyciele nie mogą zaspokajać roszczeń, ale okres ochronny spółka musi wykorzystać na wypracowanie układu.
— Nie mamy zobowiązań bankowych, obligacji do spłacenia ani zabezpieczeń na majątku spółki. W naszym przypadku, dosyć nietypowym, chodzi o zobowiązania wobec dostawców, którzy budują naszą fabrykę. Myślę, że osiągniemy porozumienie — mówi Dariusz Janus, prezes Baltic Ceramics Investments.
Jego optymizmu nie podzielają inwestorzy, bo kurs spółki — notowanej na NewConnect — niezmiennie oscyluje wokół kilkunastu groszy i jest w trendzie spadkowym. W szczycie z 2013 r. przekraczał 5 zł. Baltic Ceramics wciąż nie prowadzi działalności operacyjnej, buduje natomiast fabrykę w Lubuskiem. Mają z niej wychodzić proppanty ceramiczne, czyli rodzaj mikrogranulek, które dodaje się do płynu, wykorzystywanego następnie do szczelinowania skał łupkowych. Kiedy w 2013 r. firma ogłaszała pomysł, euforia łupkowa w Polsce osiągała apogeum. Do dziś jednak żaden odwiert nie dał nadziei na komercyjny sukces, a entuzjazm przeistoczył się w rozczarowanie. Dariusz Janus nie ujawnia, ile Baltic Ceramics winna jest dostawcom usług budowlanych. Łączny budżet na budowę fabryki to ponad 20 mln zł, z czego 17 mln zł firma dostała w ramach dofinansowania ze źródeł europejskich. Nie zdążyła jednak z wymaganymi przez PARP rozliczeniami. Miała to zrobić do 31 grudnia zeszłego roku, a nie zrobiła. Straciła więc dostęp do kolejnych transz pieniędzy. Stąd też wniosek o sanację. „Wniosek [wynika — red.] z wyczerpania środków własnych na budowę zakładu proppantów ceramicznych oraz ciągłego braku decyzji instytucji bankowej o przyznaniu finansowania” — napisała firma w komunikacie.
Proszek zamiast proppantów
Dariusz Janus jest optymistą — ma nadzieję, że w trakcie sanacji to zarząd będzie mógł nadal kierować firmą (zarządcę wyznacza sąd). W sektorze łupkowym nie powinien jednak pokładać wielkich nadziei.
— Rozczarowujące wyniki wierceń i brak zachęt regulacyjnych zahamowały rozwój sektora łupkowego. W efekcie firmy z tej branży są w trudnej sytuacji. Czy to się zmieni? Cóż, pod ziemią nic się nie zmienia, na ziemi, czyli np. w sferze regulacji, też na razie niewiele — zauważa Aleksander Gabryś, dyrektor w firmie doradczej EY. Nie pomaga też niska cena ropy, która obniża rentowność inwestycji w poszukiwania i wydobycie węglowodorów. Stąd pomysł Dariusza Janusa, by produkować również proszki ceramiczne.
— Rynek węglowodorów jest słaby, ale rynek proszków — interesujący. Proszki znajdą zastosowanie w przemyśle porcelanowym, budowlanym, a także medycznym [np. w stomatologii — red.] — mówi Dariusz Janus.
Żeby rynek zweryfikował te plany, konieczne będzie porozumienie z wierzycielami (prezes daje sobie na to trzy miesiące) oraz dokończenie budowy fabryki (przekładane, aktualny termin to luty 2017 r.).