Lokata z funduszem popularna w dobrych czasach

Grzegorz Nawacki
29-10-2010, 00:00

Wysoko oprocentowany depozyt, ale pod warunkiem zakupu jednostek — łączoną ofertą banki kuszą klientów. Moda wraca.

Wysoko oprocentowany depozyt, ale pod warunkiem zakupu jednostek — łączoną ofertą banki kuszą klientów. Moda wraca.

Coś za coś — to najkrótsza charakterystyka bankowej oferty lokat z funduszem, która polega na tym, że część pieniędzy ląduje na depozycie, a druga w funduszu inwestycyjnym. Dla klienta tym "czymś" jest lokata, najczęściej oprocentowana wyżej niż standardowa. W zamian jest zobowiązanie klienta do zakupu jednostek funduszu inwestycyjnego. Takie łączone oferty były hitem końca poprzedniej hossy. W czasie bessy zniknęły, bo klientom nie w głowie było inwestowanie, a banki chciały zapełniać kasy lokatami.

Jednak powoli lokaty z funduszem znów zajmują miejsce na bankowej półce produktów i to coraz częściej na tej, która jest najbardziej pod ręką, np. Multibank kusi lokatą o oprocentowaniu 8 proc. w skali roku, a na dodatek możliwością otrzymania netbooka. W tym roku łączone oferty promowały m.in. PKO BP, Allianz Bank czy Millennium. Ich pionierem w Polsce przed laty był BPH.

Krócej i więcej

— Jestem przekonany, że lokata z funduszem wróci do łask. Myślimy nad aktualizacją naszego produktu. Jest dobry dla klientów, którzy wciąż mają ograniczoną skłonność do ryzyka, bo pozwala korzystnie ulokować pieniądze. Jest też dobry dla banku, bo zapewnia strumień pieniędzy płynący na lokaty i fundusze w tym samym czasie — mówi Marcin Bednarek, członek zarządu BPH TFI, odpowiedzialny za marketing i sprzedaż.

Choć konstrukcja produktu jest prosta, to jednak podlega on ewolucji.

— Z czasem lokaty stawały się coraz krótsze, ale z wyższym oprocentowaniem. To one mają przyciągać klientów. I w czasie hossy te łączone oferty się sprawdzały, do promowanych w ten sposób funduszy płynęło sporo pieniędzy. Teraz już z taką mocą nie działają, bo klienci wciąż odczuwają straty — mówi Tomasz Publicewicz, analityk Analiz Online.

Produkty stają się też coraz bardziej elastyczne. W pierwszych wersjach do lokaty dołączony był konkretny fundusz. Z czasem instytucje zaczęły dawać klientom wybór — od bezpiecznych funduszy, na których można zarobić niewiele ponad to, co na lokacie, aż po agresywne akcyjne.

Kajdany potrzebne

— Z punktu widzenia interesu klienta optymalną kombinacją byłoby 20 proc. w akcjach i 80 proc. na lokacie, ale w bankach sprzedawana jest proporcja 50 na 50 proc. z funduszem stabilnego wzrostu. To efekt ograniczonej skłonności klientów do ryzyka i tego, że dystrybutorom wygodniej jest coś takiego sprzedawać — dodaje Tomasz Publicewicz.

Zdaniem ekspertów największą wadą jest to, że umowa nabycia jednostek wiąże klienta na długi okres (najczęściej przynajmniej rok). A wcześniejsze wyjście z inwestycji wiąże się z kosztami. Ale to wcale nie jest takie złe.

— W polskich warunkach takie ograniczenie możliwości umarzania jednostek może być dla klientów korzystne. Wielu z nich mogło uchronić od wycofania w dołku i poniesienia najdotkliwszych strat — przekonuje Tomasz Publicewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lokata z funduszem popularna w dobrych czasach