Największą roczną rentowność netto mają lokale na wynajem w Gdańsku — 6,53 proc. i Katowicach — 5,98 proc., a najmniejszą w Kielcach — 3,76 proc. i Poznaniu — 4,12 proc. — wynika z analizy Home Brokera i Domiporta.pl.

— Nie znaczy to oczywiście, że w tych ostatnich miastach nie ma szans na zyskowną inwestycję. Kupiona za dobrą stawkę nieruchomość może także i tu przynieść 7 czy 8 proc. zysku rocznie — zaznacza Maciej Górka z Domiporta.pl.
Według analizy Mzuri Investments mieszkanie pod wynajem najtaniej kupimy w Katowicach i Łodzi — nawetza 70 tys. zł. Najdrożej jest w Warszawie, gdzie ceny zaczynają się od 180 tys. zł. Co ciekawe, jeszcze trzy lata temu w Katowicach można było nabyć niewielki lokal za 40 tys. zł, a w stolicy za 125 tys. zł. Analitycy Mzuri tłumaczą, że gwałtowny wzrost cen wynika z tego, że rośnie odsetek Polaków wynajmujących mieszkania i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić.
— Szacujemy, że w 2017 r. w liczba najemców wzrośnie o kolejne 200 tys. osób. Poza tym, coraz więcej Polaków, uznaje ten trend za okazję inwestycyjną i kupuje mieszkania, które następnie przekaże w użytkowanie lokatorom — mówi Artur Kaźmierczak, prezes Mzuri Investments. Prezes zwraca uwagę, że coraz popularniejszy staje się zakup mieszkań wielopokojowych i ich wynajem „na pokoje”.
Takie inwestycje sprawdzą się przede wszystkim w największych ośrodkach akademickich, jak Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków, Trójmiasto, gdzie wynajem pokoju jest znacznie tańszy od wynajęcia kawalerki. — Zwrot z tego typu inwestycji będzie wyższy o 1-1,5 pkt. proc. w porównaniu do mieszkań jedno— i dwupokojowych — dodaje Artur Kaźmierczak.
Najniższe w historii stopy procentowe nie zachęcają do odkładania oszczędności na lokatach i w obligacjach skarbowych. Choć są to bezpieczne sposoby na pomnażanie kapitału, ich efektywność jest bardzo niska. Wiele z lokat dostępnych w bankach nie pokrywa nawet inflacji. Jak wynika z obliczeń Open Finance, po uwzględnieniu inflacji i podatku, przeciętna roczna lokata przynosi dziś 1 proc. straty rocznie, podczas gdy kilka lat temu były to jeszcze prawie 4 proc. na plusie. Część pieniędzy wycofanych z depozytów trafia właśnie na rynek nieruchomości.