Odchodzi w niesławie rząd, którego los powinien być ostrzeżeniem dla wszystkich następnych rządów RP. Osiągnął rekordowy poziom nieufności, w rekordowym tempie, chociaż zaczynał w czasie stagnacji, a kończy, gdy Polska wróciła na ścieżkę wzrostu. Jaki był udział polityki gospodarczej w tym 5-procentowym ożywieniu? Raczej niewielki. Nieuprawnione jest samochwalstwo Leszka Millera, ale przesadny jest też pogląd, iż gospodarka rozwija się na przekór rządowi. Na plus zadziałało obniżenie CIT oraz ustawa oddłużeniowa, mimo jej dwuznaczności. Rozgrzeszyła i utwierdziła w niegospodarności państwowe molochy, ale dla małych i średnich firm wykupienie się od pętli długów oznaczało wyjście na prostą i impuls rozwojowy.
Zapalając coraz nowe zielone światła, mnożąc programy, rząd bywał samoistnym źródłem niepewności. Jeśli nawet słowne pogróżki pod adresem NBP nie stały się ciałem, to wojny podjazdowe rządu chwiały złotym i straszyły zagranicznych inwestorów. Osłabiając złotego, rząd mimowolnie uczestniczył w ekspansji eksportowej. Ale obecne ożywienie nie jest ugruntowane na solidnych podstawach i nie przekłada się na politykę, ponieważ klęska bezrobocia przeczy optymistycznym doniesieniom GUS...
Bilans rządu wypada najgorzej tam, gdzie padały największe obietnice. Zamiast setek kilometrów autostrad jest wielka porażka drogowa. Rosnąca dziura budżetowa i zadłużenie, przekraczające stany alarmowe, jest zaprzeczeniem misji ratowania finansów publicznych. Zaczynając od donosu na rząd Buzka, gabinet Millera pogłębił wszelkie patologie kapitalizmu państwowego. To zresztą, jako wylęgarnia korupcji, stało się gwoździem do trumny tej ekipy. Każdy następny rząd musi wyciągać wnioski z tej lekcji, zwłaszcza że będzie się poruszał na zaminowanym polu. Odziedziczy zepsute państwo i bagaż nie rozwiązanych problemów.
Janusz Lewandowski
poseł PO