LOT rozwija skrzydła w regionie

Małgorzta Grzegorczyk
09-07-2017, 22:00

Narodowy przewoźnik poleci z Budapesztu do Nowego Jorku i Chicago. To kolejny etap budowy środkowoeuropejskiej linii.

— Moim marzeniem jest, żeby LOT był ulubioną linią pasażerów w Europie Środkowej i Wschodniej — lubi mawiać Rafał Milczarski, prezes LOT-u. I konsekwentnie do tego dąży. Po ubiegłorocznym przejęciu 49 proc. Regional Jeta, który należy do estońskiego przewoźnika Nordica, w ostatni piątek polska linia ogłosiła, że od maja 2018 r. wystartuje z lotami z Budapesztu do USA. W stolicy Węgier bazę będzie mieć LOT-owski dreamliner 737-8 (252 miejsca). Cztery razy w tygodniu poleci do Nowego Jorku, a dwa razy tygodniowo — do Chicago. Po upadku Maleva w 2012 r. Budapeszt nie miał bezpośredniego połączenia z USA.

Zobacz więcej

— Z Warszawy do USA lata dziennie 656 pasażerów i jest 27 połączeń tygodniowo. Z Budapesztu jest 813 pasażerów dziennie i… zero lotów. To skierowało naszą uwagę na Budapeszt, który ma fantastyczny potencjał. W obrębie dwóch godzin od lotniska mieszka 8 mln ludzi — mówi Rafał Milczarski, prezes LOT-u. Fot. Marek Wiśniewski

— Z Warszawy do USA lata dziennie 656 pasażerów i jest 27 połączeń tygodniowo. Z Budapesztu jest 813 pasażerów dziennie i… zero lotów. To skierowało naszą uwagę na Budapeszt, który ma fantastyczny potencjał. W obrębie dwóch godzin od lotniska mieszka 8 mln ludzi — mówi Rafał Milczarski, prezes LOT-u.

Jego zdaniem, nowe połączenie nie grozi kanibalizacją operacji LOT-u, bo loty do JFK, lotniska w Nowym Jorku, stanowią tylko 2 proc. działalności przewoźnika, a do Chicago — 5 proc. Jost Lammers, prezes Budapest Airport, przyznaje, że lotnisko prowadziło negocjacje także z innymi liniami.

— Od 2012 r. rozmawialiśmy m.in. z trzema największymi przewoźnikami z USA, ale nie zdecydowali się na uruchomienie połączeń. Cieszymy się, że osiągnęliśmy porozumienie z LOT-em, jedną z najnowocześniejszych flot w Europie — mówi Jost Lammers.

Lotnisko w Budapeszcie może obsłużyć 13-15 mln pasażerów rocznie. W planach są inwestycje za 170 mln EUR, w tym nowy terminal, dzięki czemu przepustowość urośnie do 18 mln osób. Rafał Milczarski ocenia, że uruchomienie nowej bazy nie będzie bardziej kosztowne niż start każdej innej nowej trasy.

— Na początku skupimy się na szkoleniu załóg, bo będziemy zatrudniać osoby ze znajomością węgierskiego. Usługi techniczne będziemy outsoursować — mówi prezes LOT-u.

Dziś trasy dalekiego zasięgu narodowy przewoźnik obsługuje siedmioma dreamlinerami, od początku sierpnia zwiększyczęstotliwość lotów do Seulu i Tokio i będzie to osiem maszyn. Węgierski plan oznacza wzrost działalności long-haul o 11 proc. Ubiegłoroczne wejście na estoński rynek już przynosi efekty.

— Mamy eksplozję pasażerów. Przed podjęciem współpracy przywoziliśmy z Tallinu 25 tys. pasażerów rocznie. W tym roku spodziewamy się 120 tys. Znacząca ich część to pasażerowie, którzy przez Warszawę lecą dalej — mówi Rafał Milczarski.

Średni udział pasażerów transferowych dla siatki LOT-u wynosi 45 proc. Prezes zapowiedział, że w lipcu linia opublikuje wyniki po pierwszym półroczu. Określa je jako „dobre”. Eksperci tłumaczą genezę węgierskiego podboju.

— LOT w przyszłym roku odbiera kolejnego dreamlinera i musi już teraz mieć gotowe nowe połączenia, które nim obsłuży. Na pewno preferował otwarcie tras do Azji z Warszawy, ale poza problemami z przepustowością prawdopodobnie utknął na pozwoleniach formalnych. To jest ogromne utrudnienie w rozwoju lotów do Azji, bo każdorazowo wymaga wielu uzgodnień również na poziomie rządowym. Może to trwać miesiącami. LOT wykorzystał okazję, bo Węgrom ze względów biznesowych i prestiżowych bardzo zależało na powrocie rejsów do USA — uważa Michał Leman, autor bloga lotniczego www. captainspeaking.com.pl.

Uważa, że to rozwiązanie może być finansowo bardzo korzystne ze względu m.in. na duży ruch bezpośredni z Budapesztu czy tranzyt pasażerów, którzy przylecą Wizzairem.

— Bezpośrednie połączenia za ocean czy do Chin lub inne długodystansowe trasy z głównych miast Europy Środkowej i Wschodniej mogą okazać się bardzo dobrym biznesem — mówi Eryk Kłopotowski, ekspert lotniczy. Są jednak także czynniki ryzyka.

— To kwestie operacyjne i dodatkowa komplikacja związana z obsługą. Tworzenie drugiego nie ma sensu — mówi Michał Leman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzta Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / LOT rozwija skrzydła w regionie