Lotos miesza w ropie z USA

Gdańska spółka szuka za oceanem mieszanki, która będzie pasowała do jej rafinerii. Szuka też złóż w Norwegii i stacji w Polsce

O tym, że to paliwo Lotosu zostało wykorzystane do zatankowania samolotu Donalda Trumpa, amerykańskiego prezydenta, wie już wielu. Gdańska spółka przyłożyła się do nagłośnienia tej operacji. Mniej osób wie, że paliwo było pochodzenia rosyjskiego, bo 75 proc. przerabianego przez Lotos surowca to rosyjska ropa REBCO. Jest jednak szansa, że przy ewentualnej kolejnej wizycie amerykański prezydent dostanie paliwo z domieszką ropy z jego własnego kraju.

Zobacz więcej

MILIONY BARYŁEK DZIENNIE: Według Marcina Jastrzębskiego, prezesa Lotosu, Stany Zjednoczone mają naftowy potencjał. W kwietniu w USA wydobywano średnio blisko 9,1 mln baryłek ropy naftowej dziennie. Fot. Marek Wiśniewski

Długi kontrakt byłby dobry

— Z badaniem rynku amerykańskiego nie czekaliśmy na oficjalną wizytę prezydenta Trumpa w Polsce. Zaczęliśmy wcześniej i stale analizujemy parametry różnych gatunków ropy naftowej, które są dostępne na rynku. Muszą być dopasowane do konfiguracji rafinerii w Gdańsku, by powstały z nich najlepszej jakości paliwa. Do testowania fizycznego jeszcze nie doszło — mówi Marcin Jastrzębski, prezes Lotosu.

— Pod względem ceny amerykańska ropa jest zbliżona do ropy z pozostałych rejonów świata. Kluczowa jest odpowiednia mieszanka, bo ropa amerykańska jest generalnie lżejsza od tej, do której przystosowane są polskie rafinerie — zauważa Łukasz Prokopiuk, analityk Domu Maklerskiego BOŚ. Lotos przyjął już w ubiegłym roku jedną dużą dostawę ropy z Iranu, trwają też rozmowy z Arabią Saudyjską. Na razie był to zakup typu spot.

— Generalnie naszym celem nie są zakupy spot, tylko zawarcie kontraktu długoterminowego. Zgodnie z danymi amerykańskiej agencji EIA, w kwietniu w USA wydobywano średnio blisko 9,1 mln baryłek ropy naftowej dziennie. To świadczy o potencjale Stanów — podkreśla Marcin Jastrzębski. Apetyt rafinerii na kontrakt długoterminowy nie powinien dziwić. Przy niskich cenach ropy naftowej kontrakt z wyznaczoną w długim terminie ceną jest korzystniejszy dla kupującego.

Nowe życie Yme

Obok apetytu na zdywersyfikowane grono dostawców, Lotos nadal ma apetyt na własne złoża. Już dziś ma udział w grubo ponad 20 koncesjach na Morzu Bałtyckim, w części polskiej i norweskiej. Petrobaltic, zależna spółka wydobywcza, dostarcza do rafinerii 220 tys. ton surowca rocznie (dane z 2016 r.). — Rozmawiamy, analizujemy. W grę naturalnie wchodzi Norwegia — mówi Marcin Jastrzębski. Poza ewentualnymi nowymi inwestycjami Lotos rozmawia na temat dalszych losów złoża Yme. To dotychczas największa biznesowa wpadka gdańskiej spółki. Lotos, który ma 20 proc. udziałów w tym złożu, zainwestował w nie w 2008 r. 500 mln USD, ale platforma poszukiwacza okazała się wadliwa.

Zaowocowało to zablokowaniem prac na wiele miesięcy. Dziś po wadliwej platformie nie ma śladu, a Lotos rozważa powrót do inwestycji w Yme. Uważa złoże za perspektywiczne.

— Rozmawiamy. W grę wchodzi m.in. zwiększenie naszego zaangażowania, ponadto mamy kompetencje, by zostać operatorem złoża — uważa Marcin Jastrzębski. Dla Łukasza Prokopiuka taki plan jest logiczny.

— Skoro Lotos ma w strategii utrzymanie lub umocnienie pozycji w Norwegii, to zwiększenie zaangażowania w Yme mogłoby być pożądane. Tarcza podatkowa, wynikająca ze strat na Yme, kończy się w przyszłym roku, a rozpoczęcie nowych inwestycji pozwoliłoby ją zwiększyć. Nie zdziwiłbym się też, gdyby Lotos został operatorem na tym złożu. Ma w tym obszarze kompetencje — twierdzi Łukasz Prokopiuk.

Apetyt na stacje

Plany Lotosu obejmują też rozwój sieci stacji paliw. — Organicznie i poprzez przejęcia. Zapowiadaliśmy to w strategii na lata 2017–22 — podkreśla Marcin Jastrzębski. Sieć Lotosu liczy dziś 487 stacji (dane POPiHN na koniec 2016 r.), wobec 6,8 tys. wszystkich stacji działających w Polsce. Nowe regulacje ograniczające szarą strefę wypchnęły z rynku wiele placówek. Jest więc przestrzeń do rozwoju.

— W minionym roku Lotos bardzo się umocnił na krajowym rynku hurtowym. Wcześniej sprzedawał dużo na eksport, bo z kraju wypychała go szara strefa. Teraz wraca z handlem do kraju. Stąd apetyt na stacje — mówi Łukasz Prokopiuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Lotos miesza w ropie z USA