Lotte Wedel kupił pijalnie czekolady

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-06-03 00:00

Producent Ptasiego Mleczka utworzy 50 placówek w pięć lat. Mount Blanc mówi o 20. Mniejsi też nie próżnują.

Pijalnie Czekolady E. Wedel od soboty należą do... Lotte Wedel. Przez ostatnich dziesięć lat sieć budowali biznesmeni związani z krakowską spółką EBS, która prowadzi jeszcze pralnie chemiczne 5aSec.

FOT. MW
FOT. MW
None
None

— Chcemy rozwijać sieć bardziej dynamicznie niż poprzedni właściciel, ale też inny jest cel prowadzenia takiego biznesu dla zewnętrznego partnera, jakim był EBS, który musi przecież na nim odpowiednio zarabiać, a inny producenta czekolady. Dla nas to dodatkowe miejsce kontaktu z konsumentem, ale też utrzymanie pewnej spójności marki. Jesteśmy przekonani, że będzie to również ciekawa noga biznesu oraz że jesteśmy w stanie prowadzić go lepiej niż EBS. Inaczej byśmy w niego nie inwestowali — mówi Witold Ziobrowski, dyrektor zarządzający Lotte Wedel.

Producent czekolady nie chce ujawnić, ile zapłacił za sieć 19 pijalni sygnowanych swoim logo (13 punktów własnych i 6 franczyzowych) ani ich wyników finansowych. Spółka Pijalnie Czekolady, jak wynika z danych Bisnode D&B Polska, zarobiła w 2012 r. (to ostatnie dostępne wyniki) 294 tys. zł przy przychodach 26,7 mln zł.

— W ciągu pięciu lat sieć ma powiększyć się do 70 punktów. Docelowo chcemy być we wszystkich dawnych miastachwojewódzkich. Koszt uruchomienia takiej pijalni to 600 tys.—1 mln zł. Zakładamy, że zwrot z inwestycji nastąpi po 4-5 latach — dodaje Daniel Kucharski, nowy prezes Pijalni Czekolady E. Wedel.

Na tym rynku, jak przyznaje Jarosław Frontczak, analityk PMR, widać tylko trzech większych graczy.

Oprócz Wedla to Wawel (z 16 punktami, który jednak bardziej nastawia się na sprzedaż swoich czekoladek „na wynos” niż konsumpcję na miejscu), i Mount Blanc, sieć 18 pijalni belgijskiej czekolady, założona w 2006 r. w Krakowie.

— To dziwne, że mimo tak znanych marek, Wedel i Wawel nie zbudowali dotychczas większych sieci. Jednocześnie marka bez takich tradycji na polskim rynku jak Mount Blanc świetnie wykorzystała rodzącą się modę na belgijską czekoladę i dołączyła do tych dwóch graczy, rywalizując z nimi na rynku pijalni jak równy z równym — komentuje Jarosław Frontczak.

Michał Piasecki, odpowiedzialny za franczyzę w Mount Blanc, zapowiada uruchomienie w tym roku jeszcze co najmniej 4 placówek.

— Nasz biznesplan zakłada docelowo otwarcie 40 pijalni, bo taki koncept sprawdza się tylko w największych miastach, gdzie klient jest bardziej zasobny — mówi Michał Piasecki. Zdaniem Jarosława Frontczaka, na rynku robi się coraz ciaśniej, bo pijalnie mierzą się z rosnącą liczbą graczy niewyspecjalizowanych w serwowaniu pitnej czekolady.

— Coraz bardziej popularne są napoje kawowe, które nie są stricte kawą, bo mają różne dodatki, wśród nich również czekoladowe. W kawiarniach je serwujących często można też napić się samej czekolady, więc nie trzeba iść po nią do pijalni. Ponadto intensywnie rozwijają się pojedyncze i sieciowe cukiernie, które specjalizują się w czekoladzie. Nawet jeśli nie mają pitnej czekolady, to konkurują z tradycyjnymi pijalniami chociażby w pralinach — uważa analityk PMR.

Wśród sieci z intensywnymi planami rozwoju wymienia m.in. Cukiernie Sowa (140 punktów) czy Karmello (13 sklepów i kawiarni).

Tymczasem Lotte Wedel do krajowych placówek zamierza dołączyć zagraniczne. — Mamy wiele zapytań potencjalnych inwestorów — franczyzobiorców z Wielkiej Brytanii, Portugalii, Francji, USA, a nawet Brazylii. Na razie nie ma nas za granicą, bo nie zdecydował się na to poprzedni właściciel — twierdzi Witold Ziobrowski.