Szkoda, że premier Kazimierz Marcinkiewicz zrezygnował, jest bowiem politykiem rozumiejącym, o co chodzi w gospodarce. W trakcie spotkań ze środowiskami biznesu wykazywał się w tej dziedzinie kompetencją i wyróżniał otwartością. Robił także dobre wrażenie za granicą, a to szczególnie teraz jest Polsce bardzo potrzebne. Dlatego szefa rządu lubiliśmy i szanowaliśmy — mimo że go często krytykowaliśmy, w szczególności za brak aktywności w tworzeniu dobrego prawa.
Nie podobało się nam przede wszystkim to, że rząd nie prywatyzował gospodarki, że zbyt wolno wprowadzano przepisy ograniczające biurokrację, a państwo wciąż pozostawało drogie. Bardzo poważne wątpliwości budziła także polityka personalna w spółkach skarbu państwa. Krytykowaliśmy również odstąpienie od reformy systemu podatkowego, w szczególności od wprowadzenia niższych stawek PIT, co PiS zapowiadało w swoim programie wyborczym. Protestowaliśmy wreszcie przeciwko odebraniu przywilejów podatkowych artystom, naukowcom i wynalazcom — trzeba jednak zapisać premierowi na plus, że potrafił wycofać się ze złego projektu.
Objęcie stanowiska premiera przez Jarosława Kaczyńskiego ma niewątpliwą jedną zaletę: nikt już nie powie, że szef rządu jest sterowany przez kogoś z zewnątrz. Obawiamy się jednak, czy gabinet pod kierownictwem prezesa Prawa i Sprawiedliwości przyłoży należytą wagę do spraw gospodarczych. A w tej chwili sprawą absolutnie najważniejszą jest wykorzystanie środków unijnych w perspektywie finansowej 2007-13. Bez przesady można powiedzieć, że od tego zależy przyszłość naszego kraju. I stąd olbrzymia odpowiedzialność spoczywająca na nowym premierze.