Pomagał Pepsi-Coli, Selgrosowi, bronił Frito Lay. Firmę speca od kryzysowego PR poprowadzi kto inny. Były rzecznik rządu wraca na polityczne salony.
Po tym, jak marszałek Bronisław Komorowski — znajomy Krzysztofa Lufta z wspólnych czasów w Klubie Inteligencji Katolickiej — ogłosił, że Luft obejmie stanowisko dyrektora biura prasowego Kancelarii Sejmu, Grażyna Kopińska, dyrektor Programu Przeciw Korupcji Fundacji Batorego, powiedziała, że zatrudnienie takiej osoby na stanowisku w Sejmie budzi zastrzeżenia. Bo pan Luft musi opowiedzieć publicznie o swojej przeszłości biznesowej, a media cały czas powinny dokładnie przyglądać się jego działaniom. Krzysztof Luft, czytając takie opinie, tylko macha ręką.
— Likwiduję działalność gospodarczą. Już wystartował nowy podmiot pod tą samą nazwą, który będą prowadzić moi współpracownicy z Iwoną Rasińską na czele. Ale już bez mojego udziału — opowiada.
Co pchnęło Krzysztofa Lufta do porzucenia po siedmiu latach biznesu i powrotu do polityki? Świeżo powołany dyrektor biura prasowego Sejmu twierdzi, że przyjęcie stanowiska wynika z chęci uczestniczenia w czymś ważnym oraz z pragnienia zmiany.
— Środowisko skupione wokół biznesu i gospodarki jest bardzo uporządkowane — bardziej, niż mogłoby się wydawać. W polityce więcej się dzieje. W przedsiębiorstwach nie do pomyślenia jest sytuacja podobna do tej, gdy rzecznikowałem u premiera Buzka i cały czas zmagaliśmy się z niespójnością poglądów i stanowisk we własnym środowisku — opowiada Krzysztof Luft.
I wspomina, jak nagle — tuż przed posiedzeniem gabinetu — minister Kropiwnicki (dziś prezydent Łodzi) potrafił wypalić w mediach z planem, który za rządową linię uważał tylko on. Oprócz niego nikt o nim nie wiedział, nawet premier.
— Odkręcanie czegoś takiego to jest zadanie — zwłaszcza wobec nerwowych reakcji rynków finansowych — uśmiecha się Luft.
Symptomy chęci powrotu byłego rzecznika rządu na salony uwidoczniły się już podczas niedawnych przyśpieszonych wyborów parlamentarnych. Luft wystartował do Sejmu z piątego miejsca na liście Platformy Obywatelskiej w okręgu okołowarszawskim. Dostał 4,3 tys. głosów — na miejsce w ławach poselskich nie wystarczyło.
Rekwiem dla biznesu
Co Luft robił w biznesie i przez pryzmat jakich działań fundacja Batorego chce, aby mu patrzeć na ręce? Niewątpliwie nie idzie o to, że po wyborach, w tym roku, zrobił kurs na członków rad nadzorczych i zasiadł w RN Radia Gdańsk. Chodzi o to, co było wcześniej. A zaczęło się od tego, jak po hucznym i dla wielu brzemiennym w skutki rozpadzie Akcji Wyborczej Solidarność — w której rządzie Krzysztof Luft był przez trzy lata rzecznikiem — były aktor, dziennikarz i prezenter Telewizji Polskiej stanął przed podobnym wyborem, jak wielu jego kolegów. Jako rzecznik do dziennikarstwa i aktorstwa powrotu nie miał. Mogło być zatem bezrobocie albo wycieczki w poszukiwaniu posady od jednego zaprzyjaźnionego samorządu lub fundacji do drugiej. Była też trzecia droga — własna firma. Po namyśle Krzysztof Luft został przedsiębiorcą. Wybrał PR — bo tu miał doświadczenie, także sprzed posady przy rządzie, gdy jeszcze pracując w TVP, prowadził szkolenia ze sprawnego komunikowania w mediach. Z perspektywy czasu wspomina tamten wybór jednym słowem: trudny. Dlaczego?
— Nim po klęsce obozu politycznego, z którym byłem mocno kojarzony, odważyłem się wyjść do klientów z KLC, musiało minąć trochę czasu — wyjaśnia Luft.
Pierwszym poważnym kontrahentem, który rozpoczął współpracę z byłym rzecznikiem rządu, była Pepsi-Cola. Luft odpowiadał za wewnętrzną komunikację pokaźnych zmian w systemie sprzedaży i dystrybucji amerykańskiej firmy. Chodziło nie tylko o nowe procedury, zaszeregowanie polskich pracowników amerykańskiego koncernu, lecz także o ewentualne zwolnienia.
Pomagał też Selgrosowi uciąć krążącą po rynku plotkę, jakoby Makro (z grupy Metro) miało przejąć swojego konkurenta. Pomagał także kilku innym koncernom.
Najgłośniejszą sprawą, którą zajmowało się KLC, były jednak bulwersujące doniesienia z początku stycznia 2005 r. z Grodziska Mazowieckiego. Wtedy zakładowa Solidarność z miejscowej fabryki chipsów Frito Lay (należącej do PepsiCo) poinformowała kierownictwo firmy, że w zakładzie prawdopodobnie były przypadki molestowania. Złożyła też zawiadomienie do prokuratury. Trzy kobiety twierdziły, że molestował je kierownik zmiany Wojciech O., a pięć innych to poświadczyło. Utrzymywały, że zostały zwolnione z pracy, gdyż nagłośniły sprawę. Według rzecznika Frito Lay, powodem ich zwolnienia była m.in. nieefektywność w pracy.
W maju Sąd Rejonowy w Grodzisku Mazowieckim uniewinnił kierowników z Frito Lay (oprócz Wojciecha O. oskarżony o naruszanie praw pracowniczych był także kierownik personalny Grzegorz M.). Proces trwał od sierpnia 2005 r. z wyłączeniem jawności. Wojciechowi O. zarzucano molestowanie trzech pracownic i naruszenie praw pracowniczych ośmiu kobiet. Od stycznia 2005 r. przez sześć miesięcy przebywał w areszcie, wyszedł po wpłaceniu kaucji.
Krzysztof Luft pomagał radzić sobie z problemem kierownictwu Frito Lay. W jaki sposób? Na ten temat rozmawiać nie chce. Zrazu wydaje się nawet nieco zaniepokojony, że ktoś zamierza poruszyć temat kuchni zakończonej sprawy. Warto zaznaczyć, że po początkowym nabraniu wody w usta PepsiCo stwierdziło, że przeprowadzi też własne dochodzenie, a później otwarcie zaczęło bronić pracowników. Uaktywniła się także Monika O., żona głównego oskarżonego. Zaprosiła dziennikarzy pod grodziski sąd.
Na takich i tym podobnych sprawach przez siedem ostatnich lat Krzysztof Luft nie zarabił może kokosów — rekordowe 900 tysięcy złotych rocznego przychodu KLC nie powala, ale Luft wyrobił sobie niezłą opinię u swoich klientów.
— On właściwie nie prowadził firmy PR. Dzięki znajomości niuansów pracy dziennikarza oraz wyważonemu podejściu do mediów uczestniczył w budowaniu strategii komunikacyjnej naszej firmy. Oceną jego pracy niech będzie to, że ciągle korzystaliśmy z usług KLC, nawet po zakończeniu zamieszania we Frito Lay — mówi Małgorzata Skonieczna, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej na Europę Wschodnią i Centralną w PepsiCo.
Nadaje się
Święto miasta. Świętochłowice na Górnym Śląsku. Ścisk. Setki widzów koncertów, gapiów i spacerowiczów. Uczestnicy imprezy wspominają także przechadzkę w tłumie Jerzego Buzka, byłego premiera, dziś europosła, z rekordowym ponadstutysięcznym mandatem. Buzek był nieoceniony: „Witam, Jerzy Buzek, niezwykle miło panią poznać. Świetną pogodę mamy dziś, nieprawdaż?” „Witam serdecznie. Czy mogę się przedstawić? Jerzy Buzek. Skąd pan pochodzi? Z dzielnicy Chropaczów? Cudownie”.
— Buzek miał problemy z wizerunkiem podczas swojej kadencji — nie potrafił dźwignąć ciężaru reform, był osobą mało komunikatywną — stojącą ponad. Skoro zszedł do poziomu ludzi i z nimi rozmawia — wydaje się, że wyciągnął wnioski. Czy mu ktoś doradził? Zapewne tak. Jeżeli jest to robota Lufta — trzeba przyznać, że jest to robota dobra. Jeżeli nie — świadczy to o niegdysiejszej pracy Krzysztofa Lufta zupełnie odwrotnie — mówi Szymon Sikorski, wiceszef Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.
Na pewno Luft będzie jednak nietypowym rzecznikiem parlamentu. Były szef KLC znany jest ze słabości do skuterów, należy nawet do klubu ich miłośników — Burgmanii. Do pracy na Wiejską z domu — tak jak do biura KLC przy Rakowieckiej — też będzie jeździł swoją yamahą. Luft startuje także w półmaratonach (10 km to dla niego ledwie rozgrzewka). Pisze też fraszki. Raz liryczne, frywolne, innym razem prześmiewcze, ale zawsze takie, które można przesłać SMS-em — czyli góra na 480 znaków. Kiedyś zamierza je nawet wydać. n
Skuterowy klub na kółkach
Burgmania zrzesza miłośników skuterów. Czasem umawiają się z bratnim oddziałem na spotkanie w połowie drogi. Czasem wyskakują do znajomych na drugi koniec kraju na ciastka. Razem spędzają sylwestra. Regularnie spotykają się z klubowiczami na rajdach i zlotach. Klub działa od pięciu lat. Nazwa pochodzi od burgmana, modelu maksiskutera Suzuki.
Przedstawicielstwo wierzących
Pierwsze Kluby Inteligencji Katolickiej (KIK) powstawały w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Toruniu na fali odwilży październikowej w 1956 r. Zaangażowały się w rozwój ekumenii, w obronę praw człowieka, w rozwój „Solidarności”, w pomoc internowanym, w przywracanie demokracji i wolności w Polsce w 1989 r. oraz w proces integracji europejskiej. W latach 1957-76 ich przedstawiciele tworzyli w Sejmie rodzaj umiarkowanej opozycji. Po 1976 r. wielu działaczy KIK przeszło do działalności mniej lub bardziej jawnie opozycyjnej, współpracując ze środowiskiem KOR. Po 1989 r. wielu działaczy KIK-ów (m.in. Tadeusz Mazowiecki czy Bronisław Komorowski) odegrało ważną rolę w Polsce.
Czym jest public relations
„Ojciec PR” Edward Bernays mówił, że „Public relations jest próbą skonstruowania publicznego wsparcia dla działania, przypadku, ruchu lub instytucji, poprzez informację, perswazję i dostosowania się”. S. Black uważał, że PR to sztuka i nauka osiągania harmonii z otoczeniem dzięki porozumieniu opartemu na prawdziwej i pełnej informacji.
Była i nie ma
Akcja Wyborcza Solidarność to koalicyjne ugrupowanie polityczne, powstałe 8 czerwca 1996 r., sprawujące władzę w Polsce w latach 1997-2001. Jej założycielem był Marian Krzaklewski. Od 10 listopada 1997 r. do 6 czerwca 2000 AWS tworzyła wraz z Unią Wolności koalicję rządową, a po wystąpieniu UW z koalicji — rząd mniejszościowy. Premierem był Jerzy Buzek. Obok wprowadzania własnego programu AWS podjęła się realizacji, w koalicji z Unią Wolności, czterech wielkich reform: administracji, szkolnictwa, służby zdrowia oraz ubezpieczeń emerytalnych. Politycznie to jednak nie popłaciło. W wyborach w 2001 lista AWS dostała 5,6 proc. głosów ważnych i jako koalicja nie uzyskała mandatów poselskich.
Rafał Kerger
