Luksus sprzed 40 milionów lat

Bałtycki bursztyn w rękach Adama Pstrągowskiego przeżywa drugą młodość. S&A wywindował się na światowego lidera sprzedaży biżuterii ze skamieniałą żywicą w roli głównej. Ale ambicje przedsiębiorcy sięgają dużo dalej.

Adam Pstrągowski z błyskiem w oku obraca w palcach kawałek skamieniałej żywicy i deklaruje wprost.

Wyświetl galerię [1/10]

Fanatyk z błyskiem.Dlaczego AdamowiPstrągowskiemu udałosię to, co nie udało sięwielu konkurentom,czyli światowaekspansja? Ci, którzygo znają, podkreślająjego otwarty umysł,wyczucie nowoczesnejstylistyki i zapał dotytanicznej pracy. Fot. Marek Wiśniewski

— Chcemy być marką ekskluzywną. Zna pan jakąś rozpoznawalną globalną markę w bursztynie? Nie? No właśnie. My chcemy nią być i mamy ku temu potencjał i doświadczenie. Do tego plan i determinację — mówi prezes i właściciel gdyńskiego S&A (od Silver & Amber). Miodowy kamień rozcierany w jego palcach to osobisty amulet od kilkunastu lat. Na pozór zwyczajny, niepozorny, spłowiały bursztyn, ale Adam Pstrągowski z miejsca się w nim zakochał. Ile to już razy przeszukiwał dom, wysyłał taksówkarza z lotniska po ten właśnie kamyczek, by mieć go jeszcze przed odlotem na biznesową misję… bursztyn nigdy go nie zawiódł.

Dowodem jego mocy niech będzie to, że S&A jest światowym liderem w branży bursztynniczej. Nie ma drugiej firmy, która była w stanie urosnąć na taką skalę od lokalnej produkcji. Liderowanie oznacza kilkadziesiąt milionów złotych rocznego przychodu i ponad 130 sklepów, głównie w Chinach. To też kontrakty na dostawę kolekcji dla czołowych producentów biżuterii w Polsce i na świecie.

— A mój kamień ma jeszcze jedną cechę. Gdy jestem w Chinach, wyciągam mój amulet, opowiadam o jego sile i widzę, jak Chińczykom otwierają się oczy, buzie oraz… portfele — śmieje się Adam Pstrągowski. Trójmiejski przedsiębiorca przez lata tylko okazjonalnie niczym meteor pojawiał się w mediach, głównie lokalnych lub branżowych.

To o nim Wojciech Kruk, twórca firmy W.Kruk, zawsze wypowiadał się w superlatywach, chwaląc jako biznesowego partnera, dostawcę, przedsiębiorcę, który potrafił przełamać syndrom myślenia o jubilerstwie jako lokalnej rzemieślniczej pracy. Ale właściciel S&A konsekwentnie chował się w cieniu i odmawiał medialnego coming out, także w „PB Weekendzie”. — Nie potrzebuję sławy. Sławy potrzebuje bursztyn, nasze bogactwo narodowe. Stać go na to — powtarza 45-latek.

Kamień i kwas

Pamiętają państwo okazałe, surowe babcine korale, pierścienie, broszki z bursztynem? Na pewno. To one przez lata dominowały w stylistyce najcenniejszego kamienia szlachetnego (40 milionów lat!) wydobywanego nad Morzem Bałtyckim. Polacy wyspecjalizowali się w jego łączeniu z metalami szlachetnymi. Często oznacza to jednak stylistykę, która nie pozwala sprzedawać go dalej niż w sklepach z prezentami i butikach dla turystów.

— W świadomości Polaków bursztyn nie jest bardzo ekskluzywnym materiałem. Sztuką jest dotarcie do krajów i rynków, gdzie do bursztynu podchodzi się zupełnie inaczej. Adam, dzięki swojemu rozmachowi, tytanicznej pracy, elastyczności, umiejętnościom organizacyjnym zbudował tam od nowa stylistykę, wizerunek i sprzedaż bursztynowej biżuterii z Polski — uważa Wojciech Kruk Jr., który z Adamem Pstrągowskim współpracuje od kilkunastu lat, m.in. podczas Expo 2010 w Szanghaju, gdzie S&A z Krukiem jr. odpowiadali za część polskiego pawilonu.

Bałtycki bursztyn to mieszanina kilkudziesięciu związków, głównie węgla (około 75 proc.), kwasu bursztynowego, siarki, tlenu i wodoru. Dla S&A ten skład wygląda nieco inaczej. W kilkunastu procentach bursztyn to marża, która, aby się wykrystalizować, potrzebuje kreatywności, innowacji i designu.

— Przewaga Adama nad konkurencją wynikała głównie z dwóch spraw. Potrafił doskonale zorganizować bardzo wszechstronną produkcję, pokonując na drodze prób i eksperymentów trudności technologiczne. Do tego był w stanie stworzyć kompletne, świetnie wyglądające, nowoczesne kolekcje na kilka najważniejszych rynków na świecie. A przecież różnice w gustach między np. Skandynawią a Azją są olbrzymie — podkreśla Wojciech Kruk Jr., dziś prowadzący wraz z siostrą rodzinną markę Ania Kruk.

Boom w kuli

— Chiny teraz oszalały na punkcie bursztynu. A zaczęło się od mojej wyprawy w 2001 r. Poznałem wówczas obecną partnerkę biznesową, Chinkę, mającą w swej ojczyźnie dobre koneksje. Przy jej wsparciu po kilkunastu latach pracy jesteśmy na tamtym rynku rozpoznawani jako topowa marka w bursztynie, wyznacznik trendów i gwarant jakości — cieszy się Adam Pstrągowski.

Przełomem było właśnie Expo 2010 w Szanghaju. Trójmiejskiemu biznesmenowi udało się zaprosić do Chin czołowych samorządowców i polityków z województwa pomorskiego. W efekcie Chińczycy, chcąc podtrzymać dobre relacje z Polakami, musieli ściągnąć na imprezę S&A dygnitarzy podobnego kalibru. Zrobił się ferment w tamtejszych mediach (także społecznościowych), marka zyskała glejt „swojej” i zarazem ekskluzywnej. Bo skoro partia adoruje bałtycki bursztyn, to o pomyłce nie może być mowy.

— Nasze sklepy w Chinach, a jest ich setka, mieszczą się głównie w centrach handlowych. Mamy też kilka punktów na lotniskach. Sprzedajemy luksus także w formule eventów dla VIP-ów, które regularnie odwiedzam. W Chinach byłem dziesiątki razy — opisuje przedsiębiorca. To głównie chiński boom spowodował, że ceny bursztynu w ostatnich latach skoczyły o kilkaset procent. Dla prowadzącego biznes w Azji to świetna informacja — tamtejsza biżuteria z bursztynem jest i tak zwykle kilkukrotnie droższa niż w Europie i to nie za sprawą ceł. W Azji ceni się bursztyn. Nie jest tam żywicą, lecz kamieniem szlachetnej proweniencji, podkreślającym status społeczny.

Z zastrzeżeniem, że musi być duży, gładki, o czystej strukturze, regularnym kształcie, np. kuli. Osiągnięcie tego rezultatu wymaga droższego surowca i oznacza więcej odpadów przy produkcji. Skacze więc też i cena. Światowy wzrost notowań bursztynu ma też jednak i inny efekt: w niektórych krajach jako mniej prestiżowy stał się za drogi. I jeśli się sprzedaje, to głównie dzięki wzornictwu, umiejętnemu łączeniu ze złotem lub srebrem.

— Nie chcemy się opierać jedynie na Chinach, dlatego sprawdzamy też inne rynki. To nie tylko Europa Północna i Zachodnia, ale także Stany Zjednoczone, które po kryzysie zaczynają się przekonywać do wyższej jakości spod naszej marki. Na początku lat 90. to właśnie eksport do Stanów zbudował siłę polskiej branży bursztynniczej — podkreśla prezes S&A.

Spielberg i FSB

W 1993 r. S&A dostał potężnego promocyjnego kopa. Dzięki dinozaurom i Stevenovi Spielbergowi. Do kin trafił wówczas hitowy „Jurassic Park” ze scenami, w których naukowcy wyodrębniają DNA z krwi dinozaura. Obiektem ich zainteresowań był komar, który ukąsił dinozaura. A ten owad był zatopiony właśnie w bałtyckim bursztynie.

— Amerykanie kupowali wówczas bursztyn na potęgę. Branża w okolicach Gdańska dawała wtedy pracę nawet ponad 10 tys. osób. Dla nas to nie była okazja jedynie do szybkiego zarobku, ale także do rozwinięcia się do poziomu firmy z międzynarodowymi aspiracjami. Doszło do tego, że brakowało rąk do pracy. Przez kilka lat moja spółka finansowała więc szkołę dla projektantów i jubilerów. Mieściła się w naszym zakładzie — wspomina szef S&A.

Adam Pstrągowski zarówno amerykański, jak i azjatycki boom wykorzystał, jak mógł, za każdym razem pnąc się coraz wyżej. Bursztynem handluje, obrabia go, robi z niego dzieła sztuki. Wydobycie? Tu wyleczył się z części ambicji. Jeszcze przed międzynarodową izolacją Rosji założył z lokalnym partnerem spółkę handlowo-produkcyjną, jej hale stały naprzeciwko kopalni Primorskaja w Jantarnym w Obwodzie Kaliningradzkim, w którym jest 90 proc. zasobów bałtyckiego bursztynu. Pewnego dnia przyszła Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej (FSB) i zaplombowała fabrykę. Ot, wspólnik zaczął mieć ambicje polityczne, więc cień padł też na jego biznesy. Sprawa ciągnie się do dzisiaj.

— Rosjanie nałożyli w 2014 r. embargo na sprzedaż surowca do Unii Europejskiej. Kupujemy więc od polskich dostawców i z Ukrainy, z tamtejszych złóż. Ten z Kaliningradu też mamy, ale importujemy go… z Hongkongu — śmieje się Adam Pstrągowski, choć gdy wspomina swoje maszyny, rdzewiejące w zakładzie w Jantarnym, to do śmiechu mu nie jest.

Efekt księcia

Zostawiając Rosję (no i może jeszcze epizod inwestycyjny w piłkarskim Bałtyku Gdynia), powodów do radości jest jednak sporo. Którą polską firmę stać na to, by snuć realne plany fuzji i przejęć, by stać się liderem w branży bursztynniczej i zostać podmiotem notowanym np. na giełdzie w Hongkongu? Kto, znów z lokalnym partnerem, tym razem pod marką Koraba, rozwija sieć sklepów na Bliskim Wschodzie? Kto wreszcie wykonał naszyjnik dla księżnej Kate i spinki dla księcia Williama?

— Projekt dla księżnej był naszym oczkiem w głowie. Przeanalizowaliśmy kilkaset zdjęć tego, co nosi księżna, w jakich zestawieniach, by idealnie trafić w jej gust. A wkrótce po wręczeniu w Gdańsku spinek księciu dostaliśmy zamówienie z Bahrajnu na sto zestawów takich spinek w 18-karatowym złocie — opowiada właściciel S&A.I opisuje plany budowy zakładu na obrzeżach Trójmiasta (budżet to kilka milionów euro, działka czeka). Bo na dobrą sprawę to on się dopiero rozpędza. Zresztą robi to od ćwierćwiecza i końca nie widać. Tyle w nim kipi energii.

— Nie powiem, że S&A już jest panną na wydaniu. Chcemy jeszcze okrzepnąć, jeśli mamy podbić nowe rynki — prezes studzi emocje, nie przestając jednak opowiadać o pomysłach i efektach ekspansji.

Słowik z mierzei

Tradycji jubilerskiej w rodzinie Adam Pstrągowski nie ma żadnej. Familia parała się jednak rzemiosłem — dziadek miał kuźnię w Gdyni, ojciec warsztat ślusarski, jeden z braci jest właścicielem fabryki mebli.

— Nikt z rodzeństwa nie palił się, by zostać u ojca w warsztacie, w końcu przejęła go siostra. Ja w szkole średniej zacząłem robić broszki z modeliny i dodatków jubilerskich, najpierw dla mamy, potem dla rodziny i przyjaciół. Podobały się, pomyślałem więc, że być może to jest pomysł na życie, poszedłem do szkoły jubilerskiej. W szkole pracowaliśmy głównie ze złotem. Olśnienie bursztynem przyszło po tym, kiedy dla pewnej znanej gdyńskiej bizneswoman mieliśmy zrobić komplet biżuterii z motywem słowika. I brzuszki tychże miały być z bursztynu. Zafascynował mnie, gdy zobaczyłem, jaki jest plastyczny, wdzięczny do pracy. Bursztyn ze względu na bogactwo kolorów oraz specyfikę kamienia daje niesamowite możliwości designerskie — wyjaśnia przedsiębiorca.

Początkowo poszedł drogą nieprzespanych nocy i tułaczki po Mierzei Wiślanej. To był — w latach 90. — najpewniejszy sposób na zdobycie surowca. Oznaczał jeżdżenie po mierzei w tę i we w tę po wsiach, czekanie na powroty z morza rybaków, którym czasem bursztyn wpadał do sieci. A skamielina najchętniej wypływa na powierzchnię po mocnych zimowych sztormach. Krok po kroku profesjonalizował firmę i dziś wyjeżdża równie często, ale miejsca docelowe zmienił na zdecydowanie dalsze. Wciąż też szykuje się do wielkiego skoku wespół z innym dużym graczem w branży jubilerskiej. Niegdyś, tuż przed przejęciem W.Kruka przez Vistulę, S&A pracował intensywnie nad fuzją z tą pierwszą.

Ruch Vistuli pokrzyżował te plany. Całkiem niedawno realny wydawał się pomysł połączenia z duńskim renomowanym House of Amber i — przy wsparciu chińskiej partnerki — debiut na giełdzie w Hongkongu. Na przeszkodzie stanęła jednak zadyszka finansowa duńskiej sieci. Ale spokojnie. Skoro bałtycki bursztyn czekał w ziemi kilkadziesiąt milionów lat, to S&A daje sobie jeszcze kilka lat na dotarcie tam, gdzie dziś w luksusie pławią się biżuteryjni potentaci. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Luksus sprzed 40 milionów lat