Lustracja z frustracją nie sprzyjały sanacji
WYSOKA IZBA: Górne zdjęcie pokazuje Sejm zaaferowany tropieniem agentów, natomiast dolne — debatujący nad stanem gospodarki. fot. Borys Skrzyński
Kończący się przedostatni rok XX wieku powinien w Polsce przebiegać w politycznym spokoju, albowiem nie obciążały go żadne wybory czy referenda. Stabilna większość parlamentarna miała gwarantować rządowi AWS/UW komfort spokojnego wdrażania czterech reform. Okazało się jednak, że i w roku bez wyborów nie można od ich tematu uciec, albowiem wciąż o nich przypominają sondaże opinii publicznej, nobilitujące jednych polityków, a frustrujące i powodujące nerwowe ruchy drugich.
KONSTYTUCJA ustaliła dla Polski ustrój parlamentarno-gabinetowy. Na razie wygląda na to, że oba zainteresowane podmioty nie rozumieją jego zasad. Przecież podstawowym obowiązkiem rządowych klubów parlamentarnych jest głosowanie za rządowymi projektami ustaw! A już ręce posłów-ministrów powinny podnosić się za ręką szefa wręcz w odruchu bezwarunkowym. Polski „PR 1999” polegał jednak na tym, iż sam premier Jerzy Buzek w kilku strategicznych sprawach cierpiał na rozdwojenie jaźni. Postanawiał coś „na rządzie” i nawet to ogłaszał społeczeństwu, a potem „na klubie” dowiadywał się, iż jego postanowienie jestÉ inne. W Izbie Gmin, Bundestagu czy Knesecie takie obyczaje polityczne są wręcz niepojęte.
SFERY szeroko rozumianego biznesu oczekiwały w roku 1999 od polityków przede wszystkim spokojnego przedyskutowania oraz uchwalenia obiecanej przez wicepremiera Leszka Balcerowicza piątej reformy — czyli sanacji systemu podatkowego. Niestety, rząd AWS/UW — a ściślej jego pion ekonomiczny — poniósł tu prestiżową porażkę. Koalicja najpierw roztrwoniła wiele miesięcy na jałowe spory, a potem przeforsowała ustawy podatkowe w anormalnym stylu. Przecież gdyby praca nad nimi przebiegała zgodnie z regułami parlamentaryzmu — prezydent Aleksander Kwaśniewski w ogóle nie miałby okazji do urządzenia widowiskowego totka „podpisze, nie podpisze”.
SKANDALEM ROKU okazał się oczywiście rozkładający budżet państwa deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, zawiniony pospołu przez nieudolne kierownictwo ZUS oraz przez tzw. ustawodawcę (czyli rząd i parlament). Jego okoliczności zostały już opisane i skomentowane na wszystkie strony. Wypada jednak wspomnieć o drugiej stronie medalu — otóż w niepisanych zasadach polskiego biznesu zaczyna mieścić sięÉ oszukiwanie ZUS. Powszechnie akceptowaną normą stało się dzielenie wynagrodzeń pracowniczych na części obciążone składkami oraz rozmaite kombinacje zleceń, umów o dzieło itp. Każda nowelizacja ustawy uszczelniająca system powoduje zaś kolejny wysyp pomysłów, pozwalających pracodawcom przecisnąć się przez nowe szczeliny.
RZĄDZĄCA koalicja Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności na pewno uchwali i zrealizuje budżety 2000 oraz 2001. Jeśli w tym okresie nie zmienią się dzisiejsze nastroje społeczne, to budżetem 2002 zajmie się już ktoś inny. Dlatego przewidujący przedstawiciele sfer gospodarczych zaczynają poważnie analizować program Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Na razie wiele tam nie znajdą — niedawny kongres SLD dobitnie wykazał, że płytkość programowa nowej potęgi politycznej porównywalna jest tylko z doskonałością jej socjotechniki. Ale w nowym kształcie dopiero wkracza ona na scenę, a zatem ma jeszcze trochę czasu.
ROK 2000 inauguruje polski serial corocznych głosowań. Kolejno czekają nas wybory prezydenckie, potem parlamentarne, następnie samorządowe i wreszcie (oby) obligatoryjne referendum unijne. Tyle wynika z kalendarza, oczywiście mogą dojść jeszcze imprezy nie planowane. Warto sobie uzmysłowić, że w listopadzie 2000 r. o wyborze prezydenta — wprowadzającego Polskę w XXI wiek — po raz pierwszy współdecydować będą obywatele urodzeni po 13 grudnia 1981 r. I z każdym rokiem będą oni stanowić coraz większy odsetek elektoratu.