Czyżby nareszcie przełom? Macki węglowych biznesów sprawdzają CBŚ, ABW, Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach i prokuratura. Z sukcesami.
16 lutego 2005 r. Mariana H., członka zarządu powiatu wodzisławskiego, działacza SLD i górniczego związkowca, aresztowali policjanci z wydziału ds. walki z korupcją komendy wojewódzkiej w Katowicach. Kajdanki założyli też jego wspólnikowi w interesach węglowych, Markowi K. Prokurator Gomoła postawił im pierwsze zarzuty. Podejrzani przyznali się do winy. Jeszcze w tym roku współwłaścicielom spółki Funa, przebywającym dziś na wolności, może zostać przedstawiony akt oskarżenia.
Prokurator Adam Gomoła postawił też zarzuty Janowi R., byłemu dyrektorowi Zakładu Handlu Węglem Rybnickiej Spółki Węglowej. Według prokuratora miał on ułatwiać Funie robienie interesów w zamian za korzyści majątkowe. Jan R. przebywa w areszcie.
— Funa? Czyli Fundusz Uzupełniania Należnych Apanaży — mówi żartobliwie prokurator.
Firma pośredniczyła w dostawach węgla dla energetyki, m.in. z kopalni Rydułtowy należącej kiedyś do Rybnickiej Spółki Węglowej (obecnie Kompanii Węglowej). Prywatna spółka kupowała w zaprzyjaźnionej kopalni za niewielkie pieniądze węgiel niskiej jakości (spora zawartość siarki, popiołu itd.) — tak przynajmniej wynikało z dokumentów. Kiedy sprzedawała dostawy do końcowego odbiorcy, czyli elektrowni, węgiel był już dobrej jakości. I kosztował więcej.