Nie czuję się dobrze w świecie, w którym nic się nie zmienia. Jak coś się dzieje, wtedy wiem, że żyję — twierdzi Tomasz Seroczyński.
Już na studiach marketingowo-reklamowych wiedział, że właśnie reklama będzie jego sposobem na życie.
— Nie wyobrażałem sobie innej pracy. Siedzenie za biurkiem od 9 do 17, przeglądanie tony papierów, wypełnianie nużących dokumentów — to nie dla mnie. Wybrałem zawód dający mi to, czego wcześniej szukałem we wspinaczce górskiej — sporą dawkę adrenaliny — uśmiecha się Tomasz Seroczyński.
Karierę zawodową zaczynał w 1995 r. od pracy w firmie telekomunikacyjnej. Poznał tam cienie i blaski wyuczonego zawodu. Kiedy wiedział już, jak wygląda marketing i reklama od kuchni, był gotowy do realizacji swojego marzenia. Urzeczywistnił je w 1997 roku.
Mało kasy, dużo pomysłów
Jego firma Wizard zajmowała wtedy niewielkie biuro na warszawskiej Saskiej Kępie.
— Mieliśmy jeden komputer i faks, bo na inny sprzęt brakowało pieniędzy. Ale realizacja nawet najprostszych przekazów reklamowych — ulotek czy gadżetów promocyjnych — sprawiała mi niesamowitą frajdę — mówi właściciel firmy.
Nawiązywał kontakty z klientami, przyjmował i prowadził zlecenia. Zatrudniał jeszcze tylko grafika, który wykonywał projekty. Szybko jednak złowił pierwszych klientów, a potem nowych pracowników. By zająć dobre miejsce na rynku, zaczął od opracowania planu działania. Pierwszym krokiem było stworzenie listy zawierającej słowa klucze, które miały otworzyć firmie drzwi do sukcesu. Drugim — wcielenie ich w życie. Ostatecznie tzw. misja firmy zawarła się w stwierdzeniach: pracujemy mądrze i szybko, produkt jest dla nas najważniejszy, wydajemy pieniądze klientów tak, jakby były nasze, ufamy swemu instynktowi, pamiętamy, że pomysły mogą przyjść skądkolwiek, nie mylimy wygody z komfortem pracy i żaden z nas nie jest tak mądry jak my wszyscy.
Coś za coś
W 2000 r. firma stanęła do przetargu na przeprowadzenie kampanii reklamowej dla Pekao SA.
— Startowały w nim sieciowe agencje reklamowe, które dla naszej raczkującej firmy były poważną konkurencją. Mimo to zgłosiłem nasz pomysł z przekonaniem, że jest najlepszy — opowiada Tomasz Seroczyński.
Awangardowa kampania z hasłem: nie do zniesienia dla konkurencji, przedstawiająca tekturową foremkę ze złotymi jajami — dla konserwatywnego z pozoru produktu — pakietu Business Lider — okazała się najlepszą propozycją. A wygrany przetarg stał się najlepszą rekomendacją firmy. Jeszcze w tym samym roku Wizard przekształcił się w tzw. butik kreatywny. Stopniowo pojawiali się coraz więksi klienci, m.in. Fiat Auto Poland. Mimo to firma znów postanowiła dać o sobie znać.
— Byliśmy w radiu, prasie i na największych imprezach branżowych. Dzięki temu staliśmy się rozpoznawalni na konkurencyjnym rynku. Zaczęliśmy też stosować strategię „bardzo blisko klienta”. Założenie było proste: rozluźniamy krawaty. W rozmowach z klientem nie jest ważna atmosfera sali konferencyjnej. Możemy się z nim spotkać przy śniadaniu, obiedzie, kolacji, w pubie, nawet na nartach — opowiada Tomasz Seroczyński.
Iść z prądem
Popularność agencji rosła.
— Musieliśmy trzymać tempo narzucone przez rynek. Nie było łatwo, ale szliśmy do przodu, no i zarabialiśmy. Branża reklamowa bardzo szybko się zmienia — trzeba umieć na to reagować. Gdy pojawiały się jakieś nowości, na przykład inny sposób badań postrzegania marki, starałem się je wykorzystać — mówi właściciel Wizarda.
Przykładem reagowania na nowości była pionierska w Polsce kampania dla koncernu Suzuki. Wykorzystano w niej nośniki oparte na technice day & night — pokazywała samochód w dwóch odsłonach. Po zmroku na billboardzie na tle miasta w nocnych barwach pojawiało się auto z włączonymi reflektorami.
Wizard stał się partnerem biznesowym kreującym marki. Rozbudował ofertę usług planowania wizerunkowych i sprzedażowych kampanii reklamowych, budowania i rozwoju marki, marketingu interaktywnego, projektowania znaków towarowych i opakowań, planowania i zakupu mediów. Na liście klientów firmy znaleźli się m.in. Powszechny Dom Kredytowy, Helikon, Tuplex, Centrum Handlowe M1, Auto Plaza, Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego i rozgłośnia Radiostacja. Nic zatem dziwnego, że właściciel Wizarda stara się nie zapominać o odpoczynku.
— Ostatnio zainteresowałem znajomych narciarstwem ski-tourowym. Plan jest taki, że do końca czerwca każdy skrawek śniegu, który znajdziemy w naszych górach, będzie wykorzystany do podejścia i zjazdu na nartach — uśmiecha się Tomasz Seroczyński.
