Najwięksi beneficjenci ostatnich 15 lat w branży spożywczej to czekolada, wysokogatunkowe wędliny i makarony — wynika z analiz Banku BGŻ BNP Paribas. W zeszłym roku gospodarstwa domowe spożyły ich odpowiednio o 150, 56 i 16 proc. więcej niż w 1999 r. O połowę natomiast spadło spożycie ziemniaków i pieczywa.

— Prawie 40-procentowy spadek zanotowały mąka i cukier. Zmniejszyło się również spożycie olejów i tłuszczów, warzyw oraz jaj — o ponad 20 proc. Spada spożycie niskoprzetworzonych produktów. Zmiany te wynikają z bogacenia się społeczeństwa i rosnącej popularności żywienia się poza domem — mówi Dariusz Winek, dyrektor departamentu analiz ekonomicznych, sektorowych i rynków rolnych w BGŻ BNP Paribas.
Wygoda i renesans
Czego mogą spodziewać się producenci w kolejnych latach? Do 2020 r. (w porównaniu z 2014 r.) najmocniej, bo o 16 proc., ma rosnąć spożycie makaronów.
— To, wbrew pozorom, nie jest duży wzrost, bo o 2-3 proc. rocznie, choć rzeczywiście makarony zdecydowanie wybijają się w tym zestawieniu. To produkt, którego kupujemy więcej, niezależnie od takich czynników, jak cena, dochód czy zapotrzebowanie na kalorie, mocno wpływających na konsumpcję w przypadku innych produktów. Jest to produkt wygodny, łatwy w przygotowaniu oraz coraz bardziej zróżnicowany. Nastąpił renesans popularności makaronówjajecznych, są nowe marki i nowe produkty, np. makaron gotowy do spożycia. To wszystko decyduje o jego rosnącej popularności — uważa Michał Koleśnikow, kierownik zespołu ds. analiz sektorowych i rynków rolnych BGŻ BNP Paribas. Kolejna na podium pod względem dynamiki wzrostu do 2020 r. jest czekolada (łącznie z wyrobami), której spożycie ma wzrosnąć o 7,5 proc.
— Sprzyja temu niska baza, bo statystyki spożycia w Polsce są cały czas znacznie niższe niż w wielu krajach europejskich. Pod tym względem prognoza i tak wydaje się dość niska. Jest duży ruch na rynku produktów premium w ramach marek własnych sieci, które inwestują w tę półkę, co dodatkowo sprzyja wzrostowi. Równocześnie branżę hamują wahania cen surowców. Drożejące ziarno kakaowe oznacza podwyżkę produktów gotowych. Na to nie chce godzić się handel, obawiając się odpływu klientów, a producenci operują na tak niskich marżach, że nie chcą wziąć podwyżek na siebie — twierdzi Maciej Rymski, dyrektor sprzedaży grupy Bomilla-Bałtyk.
Hamulec czy nie
W czołówce rosnącej konsumpcji są jeszcze ryby z wynikiem 6,9 proc. Bogusław Kowalski, prezes Graala, jest przekonany, że bankowa prognoza jest zbyt niska. Jego zdaniem, do 2020 r. konsumpcja ryb urośnie o 30-40 proc. Według Michała Koleśnikowa, szybszemu wzrostowi przeszkadzają wysokie ceny.
— Rośnie światowy popyt, ale nie nadąża za nim podaż. Chodzi o połowy — wielkość zasobów naturalnych jest ograniczona, a gigantyczne inwestycje w akwakulturę na świecie najwyraźniej nie wystarczają, dlatego rosną ceny — tłumaczy Michał Koleśnikow.
— Gdyby to była kwestia wysokich cen, to nie byłby możliwy niemal 100-procentowy rok do roku wzrost spożycia łososia, a taki w Polsce nastąpił w 2014 r. Jednocześnie tracą tańsze ryby, np. śledź — twierdzi natomiast Bogusław Kowalski. Jego zdaniem, za rybami przemawia bogacenie się społeczeństwa oraz trendy prozdrowotne.
— Ryba jest synonimem zdrowej żywności. Ponadto przejmujemy kulturę spożycia z innych krajów, a u nas jest ono dwukrotnie niższe niż średnia europejska. Mamy więc co nadganiać — mówi Bogusław Kowalski.
Nie kraj, to eksport
Na plusie w kolejnych latach będą również mięso i wędliny wysokiej jakości (po 5,2 i 5,3 proc.). Na drugim biegunie są m.in. ziemniaki, mleko (nie wliczając produktów mlecznych), pieczywo i owoce, których spożycie ma spadać.
— To kawałek obrazu, bo jest to ujęcie ilościowe. Nie jest więc powiedziane, że nie warto inwestować w rynek, na którym ilościowo konsumpcja będzie spadała. Wartość może bowiem rosnąć dzięki rozwojowi produktów premium, nisz rynkowych, umiejętnym zarządzaniu gramaturami produktów. W końcu nawet przy spadku krajowego rynku można się rozwijać dzięki wciąż rosnącej sprzedaży zagranicznej — uważa Michał Koleśnikow. W raporcie o zmianach preferencji Polaków w zakresie konsumpcji żywności, analitycy BGŻ BNP Paribas podkreślają, że wzrost popytu na podstawowe artykuły żywnościowe w dużej mierze będzie zależał od wzrostu zapotrzebowania ze strony gastronomii oraz przemysłu spożywczego, który je przetworzy i wyeksportuje.