Mały samochód małą literą

Marcin Bołtryk
17-12-2007, 00:00

Kochany Mikołaju! Byłem grzeczny — wynosiłem śmieci, gotowałem obiady dla żony i tylko raz wyprzedzałem na trzeciego. Pamiętaj o tym, kiedy będziesz pakował dla mnie prezent — czyli smarta!

Zaczęło się! Gdzie się obrócić — wielkie czerwone czapki. Świecące drzewka zapuściły korzenie na korytarzach i wystawach galerii handlowych. Rozsądek skutecznie tłumią wspomnienia dziecięcych tęsknot. I debet rośnie — ale co tam! W takiej atmosferze nawet krwawicę puszcza się jakoś ot, tak. W końcu Boże Narodzenie jest tylko raz w roku. I właśnie na ten brak rozsądku bardzo liczę.

Gwiazdkowe marzenie

Mikołaju! Nie będę pisał do Ciebie roszczeniowego spisu potrzeb w stylu „Chcę lego, kolejkę piko, czekoladę i zdalnie sterowany odrzutowiec”, uzupełnionego lakonicznym „byłem grzeczny” i listą świadków: „mama i babcia mogą to potwierdzić”. Nie jestem już dzieckiem i nie chcę lać wody na młyn tych kobiet, których zdaniem mężczyźni nigdy nie dorośleją...

Tym razem przedstawię w szczegółach zalety (i wady) mego gwiazdkowego marzenia. A także rzeczową argumentację, popartą badaniami. A tak na wszelki wypadek — nie żebym w Ciebie nie wierzył — rozszerzę listę adresatów niniejszego listu.

Zatem: drogi Święty Mikołaju, kochana żono, mamusiu, teściu i wszyscy szwagrowie. Piszę do was, by nie było niedomówień. W tym roku na gwiazdkę chcę smarta (tego nowego, najlepiej diesla, koniecznie białego!).

Kalorie w zegarku

Smart to zabawne auto. Dlaczego? Bo wygląda jak cukierek, ma wiele cech „dorosłego auta”, a producent upiera się, by jego nazwę pisać małą literą. A w dodatku smart zaczynał jako… zegarek. Ale po kolei.

Drogi Święty Mikołaju, z pewnością nieraz spełniałeś prośby nastoletnich amatorów czasomierzy, przynosząc im kolorowe zegarki Swatch. Z pewnością wydałeś na nie fortunę. A wiesz, kto ją zbijał? Nie? Niejaki Nicolas Hayek (zbieżność nazwisk z boską Salmą przypadkowa) — to on wymyślił Swatcha i to on zarabia na jego popularności. Kilkanaście lat temu wpadł na pomysł samochodu. Auto według koncepcji Hayka miało być małe (nawet bardzo małe), przeznaczone tylko dla dwóch osób, tanie jak model z drugiej ręki, a przy tym — bezpieczne i wygodne. I miało mieścić kierowcę, pasażera i… skrzynkę piwa.

W poszukiwaniu partnera do produkcji pojazdu, pomysłowy Szwajcar dotarł do szefów Daimlera-Benza (obecnie Daimler). Władze koncernu zdecydowały, że oprą model na projektach i prototypie Johanna Tomforde’a, który już w 1972 roku opracował dla Mercedesa nowatorską koncepcję maleńkiego miejskiego auta dla dwóch osób. Konstrukcja Tomforde’a była doskonałą bazą dla… No właśnie, jak miał nazywać się ten maluch?

Po długich konsultacjach zdecydowano się na dobrze brzmiącą nazwę smart, zawierającą pierwsze litery współpracujących ze sobą firm — Swatcha i Mercedesa. Uzupełniono je słowem „art”, czyli „sztuka”, podkreślającym niezwykły charakter samochodu. Natomiast samo słowo „smart” to po angielsku „sprytny”, „bystry”, „błyskotliwy”. Ale dlaczego małą literą? Oficjalnej wykładni brak. Może chodziło o to, by nie wyróżniać żadnej z marek biorących udział w przedsięwzięciu. Tak czy owak — smart doskonale pasuje do koncepcji auta małego, niebanalnego jak zegarki Swatcha i świetnie sprawdzającego się w miejskich warunkach. W 1992 roku konstruktorzy niemieckiego koncernu przedstawili pierwszy studyjny model smarta.

Nie rozmiar, lecz technika

Od chwili, gdy ów pierwszy smart ujrzał światła salonów, minęła ponad dekada. Najwyższy czas odświeżyć linię! W kwietniu do salonów zajechał zatem nowy smart fortwo — generacja II.

Zabawne auto ten smart. W pierwszej odsłonie mierzył 250 cm i kojarzył się z cukierkiem. W drugiej trochę urósł i kojarzy się... z cukierkiem. Dwukolorowym. Plastikowe panele drzwi i maska mają inną barwę niż szkielet kabiny, co optycznie ożywia zwartą formę karoserii. A jeśli znudzi ci się wybrany kolor, możesz wymienić panele, które łatwo dają się zdemontować.

Auto, podobnie jak niskokaloryczny tic tac, potrafi zadbać o linię — tyle że portfela. Szybko odchudzi go w dniu zakupu. Za to później odpłaci się niskimi kosztami utrzymania.

Gdy w 1998 roku zadebiutował smart fortwo, cena plasowała go dużo wyżej, niż można było sądzić po rozmiarach autka. Samochód znalazł blisko 800 tys. nabywców. Czy jego druga generacja odniesie podobny sukces? Cóż, to już zależy od Ciebie, Mikołaju. Jeśli zechcesz przynieść mi smarta, przyczynisz się do sukcesu koncernu Daimler i z pewnością trafisz na ich listę „VIP”.

Prawdę mówiąc, popularność smarta w Polsce nie jest wielka. To trochę tak, jak z internetowym serwisem aukcyjnym ebay.com. Na Zachodzie bije rekordy popularności, u nas… no cóż. W Niemczech smart fortwo jest powszechny jak Oktoberfest. Nikogo nie dziwią dwa smarty zaparkowane w poprzek na jednym miejscu parkingowym. W niektórych miastach wydzielono strefy, gdzie wolno poruszać się tylko takim autom. A w Polsce przypadła im rola jeżdżących reklamówek. Niewielu ludzi wykorzystuje je do prywatnego użytku. Auto miejskie wciąż jest u nas fanaberią. W tym sensie modernizacja smarta poszła w dobrą stronę: auto jest nieco większe i przez to bardziej uniwersalne.

No, to jak będzie?

19 cm do luksusu

Wspominałem, drogi Mikołaju, że tym razem prezent dla siebie wybrałem świadomie. By zachować konieczną rzetelność, udałem się na jazdy próbne przekonać się, czy naprawdę tego chcę. I wiesz co? Chcę.

Smart to jedno z niewielu aut zyskujących przy bliższym poznaniu.

Nowy model z zewnątrz wygląda masywniej. Tylna szyba nie jest już pionowa, uwypuklono nadkola i powiększono „przedni zwis”. Może i jest nieco ładniej, choć powalającej prezencji to on nie ma. Ale wystarczy wsiąść, by przekonać się, że te dodatkowe 19 cm to naprawdę dużo. Jest wygodniej. Lepsze są też materiały i ich montaż.

Wciąż brakuje regulacji kierownicy, ale zintegrowane z pasami bezpieczeństwa fotele (czy może odwrotnie) są wygodniejsze. Mały (a jakże!) silniczek rozbrzmiewa tuż za plecami. Superoszczędny, 45-konny diesel cdi, spala 3,4 l na 100 km i napędza maluszka. Jak? Powiedzmy, że wystarczy słowo — napędza. Bez przesady. To nie potwór ani agresor. Nie stworzono go z myślą o rajdowych odcinkach specjalnych, tylko do spokojnego stania w korkach. I tu jest nie do pokonania. Można zaryzykować, że to subaru impreza korków, ferrari parkingów i lamborghini zatłoczonych miast. Biorąc to pod uwagę, nie przeszkadza mi ani wolno działająca przekładnia automatyczna ani przyspieszenie — blisko 20 s od 0 do 100 km/h.

Zawieszenie jest bardzo twarde. W zasadzie dziwiłbym się, gdyby było inaczej. Auto jest wyższe niż szersze i ma wyjątkowo mały rozstaw osi. Jedno i drugie sprawia, że na poprzecznych nierównościach smart podskakuje niemal jak piłeczka pingpongowa. By zapewnić mu większą stabilność na zakrętach, tylna oś jest o 10 cm szersza niż przednia.

A co w smarcie jest naj? A to, że śmiało możesz zapomnieć o kilkusetzłotowych rachunkach na stacjach paliw, a czasami też: gdzie są te stacje. Problemy z parkowaniem? Gdzie? Wszak w Warszawie tyle wolnych miejsc. Bagażnik swobodnie mieści zakupy na cały tydzień (no, może roboczy i dla jednej osoby — bez napojów).

Ale nie dajmy się zwieść gabarytom. Smart to poważny samochód. Druga generacja została standardowo wyposażona w system ESP, który zastąpił dotychczasowy układ TRUST PLUS. ESP w nowych modelach jest bezpośrednio powiązany z systemem ABS i EBD (Anti-lock Braking System i Electronic Brake-Force Distribution). Dodatkowo, komfort jazdy znacznie się poprawił przez zastosowanie nowych, bardziej miękkich amortyzatorów i całkowicie nowych sprężyn. Wszystkie te zmiany korzystnie wpłynęły na komfort i bezpieczeństwo jazdy. Tego typu rozwiązania nie były dotąd dostępne w pojazdach z najmniejszych segmentów motoryzacji.

Smart spełnia wymagania norm zderzeniowych, jakim muszą sprostać samochody dopuszczone do sprzedaży w Europie. Z racji wymiarów nie dało się wygospodarować dużych stref zgniotu. Energię zderzenia czołowego pochłania mocowanie przedniego zawieszenia, które ulega deformacji i nie naruszając przestrzeni pasażerskiej — jest wpychane pod podłogę. Podobnie rozwiązano problem ochrony pasażerów z tyłu, gdzie energię zderzenia pochłania zespół napędowy zamontowany nad tylną osią. Podwójna podłoga oraz wysokie zamocowanie foteli zabezpieczają przed skutkami zderzenia bocznego. Przestrzeń pasażerska to stalowa klatka. Sztywna. Co równie ważne: przeciążenia działające na pasażerów w czasie zderzenia nie są nadmierne, dzięki pełnowymiarowym poduszkom powietrznym. I jeszcze jeden praktyczny drobiazg — klejone boczne szyby smarta zapewniają bezpieczeństwo damskim torebkom. To naprawdę bezpieczne auto. Jak widać… znowu się zakochałem (tym razem redaktor naczelny mi nie daruje).

Kontrargument

Już słyszę Twoje pytanie, Mikołaju — po co mi taki mały samochodzik? Dla bajeru, zachcianki, zaspokojenia motoryzacyjnej ciekawości? Nie, mój drogi białobrody. Tym razem za moim „chcę” stoją poważne badania naukowe.

Przeprowadził je Mercedes przed wypuszczeniem na rynek swego maluszka. I co? Okazało się, że samochody używane w miastach w 80 proc. służą do przemieszczania się z miejsca na miejsce. Pozostałe 20 proc. w jednej trzeciej rozkłada się na jazdę dwóch osób, a w jednej czwartej — na transport niewielkiej ilości towarów na krótkich dystansach.

Przez resztę czasu auto wykorzystuje się do wyjazdów za miasto i przewożenia większej liczby pasażerów. I — co najbardziej zaskakujące — badania dowiodły, że każdy samochód eksploatowany w mieście stoi na parkingu przez 90 proc. swego życia, mimo że każdego dnia pokonuje średnio 35 km. Jeśli do całej tej statystyki dodamy narzekania kierowców, że ulice w dużych aglomeracjach nie są przystosowane do bezkolizyjnej organizacji ruchu, a w miastach najczęściej brakuje miejsc do parkowania — otrzymasz odpowiedź na swoje pytanie.

I jeszcze jedno. Jeśli nie sprawiłoby Ci to kłopotu, przynieś mi też kolejkę piko, klocki lego, czekoladę i zdalnie sterowany odrzutowiec. Byłem grzeczny — wiesz, kogo zapytać.

Marcin Bołtryk

Foto: ARC

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Mały samochód małą literą