Mariaż samorządów z koleją bez szantażu

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2007-03-14 00:00

Ministerstwo Transportu chowa kij — nie chce już przymuszać samorządów do mariażu z PKP PR. A gdzie marchewka?

Lokalne władze liczą na zastrzyk gotówki z budżetu

Ministerstwo Transportu chowa kij — nie chce już przymuszać samorządów do mariażu z PKP PR. A gdzie marchewka?

Resortowi transportu od dawna marzy się usamorządowienie kolei. Silne finansowo województwa powołują spółki z PKP Przewozy Regionalne. Przewoźnik wnosi tabor, ludzi i know-how, a samorządy biorą na siebie finansowanie przedsięwzięcia. Resort chce upiec dwie pieczenie: powstrzymać dekapitalizację zadłużonych po uszy PKP PR i zahamować ciągły spadek połączeń na liniach lokalnych.

Powołuje się na pozytywny przykład Kolei Mazowieckich — od kiedy przeszły pod skrzydła lokalnej władzy, nabrały wigoru: odmalowały tabor i zwiększyły liczbę pociągów.

Początkowo resort chciał samorządy uszczęśliwić na siłę i narzucić im tworzenie spółek z PKP PR.

— To tak jakby kazać Kowalskiemu ożenić się z Malinowską i zadekretować, że za 9 miesięcy mają mieć dziecko — twierdzi Patryk Wild, wicemarszałek województwa dolnośląskiego.

Samorządy byłyby skłonne do małżeństwa z rozsądku, ale nie z przymusu. Ostrzegły, że zaraz po uchwaleniu przez Sejm takich przepisów zaskarżą je do Trybunału Konstytucyjnego.

Teraz resort spuszcza z tonu i mówi o dobrowolnym mariażu. Mimo to lokalne władze wcale się do niego nie palą. Po pierwsze — wcale nie mają dobrego zdania o spółce z Mazowsza. Zanim powstała, województwo dopłacało do przewozów 40 mln zł, dzisiaj trzy razy więcej. Po drugie — tabor nie należy do spółki, lecz jest dzierżawiony od PKP PR.

Zadłużony posag

Kolejny problem to aport. PKP PR, zdaniem samorządów, nie mogą wnieść taboru do spółki, ponieważ mają potężne długi i wierzyciele mogą to potraktować jako wyprowadzanie majątku.

— PKP proponują w zamian dzierżawę. Dla nas jest to układ na rok, góra dwa, koleje natomiast chcą porozumienia na dziesięć lat — mówi Wojciech Jankowiak, wicemarszałek Wielkopolski.

Poznań od ponad roku zapowiada powołanie spółki z PKP. Wiele wskazuje jednak na to, że Koleje Wielkopolskie w ogóle mogą nie powstać, a przynajmniej nie w takim kształcie. Wielkopolska rozważa alternatywne rozwiązanie: własna spółka, bez udziału kolei państwowych. Województwo dysponuje dwudziestoma szynobusami. Niewiele, ale wystarczy na zaspokojenie jednej czwartej zapotrzebowania na przewozy pasażerskie. Resztę dokupiłoby od Przewozów Regionalnych.

Dolny Śląsk też wolałby własną spółkę, chociaż najchętniej widziałby się w roli zarządcy części infrastruktury, który zamawia usługi u różnych przewoźników, także zagranicznych.

Same nie chcą

Mirosław Chaberek, wiceminister transportu, przekonuje, że majątek wniesiony przez PKP PR będzie wolny od jakichkolwiek obciążeń i roszczeń wierzycieli.

— Zadłużenie pozostałoby w PKP PR — wyjaśnia wiceminister.

Resort chce jeszcze bardziej pójść na rękę samorządom i proponuje dzierżawę taboru z opcją wykupienia go w przyszłości.

Czy to wystarczająca zachęta? Raczej nie. Liczą na prawdziwą marchewkę. Na przykład zastrzyk gotówki z budżetu. Marek Nawara, marszałek Małopolski, uważa, że jeśli rząd chce, żeby samorządy zajęły się ratowaniem lokalnej infrastruktury kolejowej i majątku PKP PR, musi je wesprzeć.