Maspex poczuł ożywienie

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-05-07 00:00

Grupa przyhamuje z nowościami, choć nie traci nadziei, że handel dojrzeje do jabłek Tymbark. Agros-Novę chce mocniej popchnąć za granicę.

Zwiększone zakupy konsumentów — marzenie każdego producenta — to dzisiejsza rzeczywistość. Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex Wadowice, mówi o pozytywnych nastrojach konsumenckich na każdym z rynków, na których działa jego spółka, oprócz Ukrainy i Rosji.

— Tak jest w Czechach, w których obserwujemy mocny powrót konsumentów do produktów markowych, na Słowacji i Węgrzech, ale szczególnie widoczne jest to w Polsce — mówi Krzysztof Pawiński. Przykładowo, soki, nektary i napoje — borykające się w ostatnich latach ze spadkiem — po ostatnim roku (od kwietnia 2014 do marca 2015) są na 6,3-procentowym plusie pod względem wolumenu i 4,7-procentowym pod względem wartości, jak podaje Maspex za Nielsenem.

W tym roku grupa zainwestuje około 170 mln zł (w 2014 r. było to 140 mln zł) — głównie w obszarze produkcji soków i makaronów, w tym w centrumlogistyczne w Lublinie. Przede wszystkim jednak — gdy tylko uzyska zgodę urzędu antymonopolowego — skupi się na połączeniu z przejętą w grudniu 2014 r. Agros-Novą. Chce wyprowadzić ją na obce wody.

— Obecnie sprzedaż zagraniczna stanowi około 35 proc. naszych przychodów [równych 3,3 mld zł w 2014 r. — red.], eksport firmy Agros-Nova wynosi kilkanaście procent. Firma zamierza go zwiększyć. Przyhamowuje natomiast z akwizycjami i wprowadzaniem kolejnych nowości.

— Innowacyjne produkty przyciągają konsumenta, ale tylko nieliczne rewolucjonizująrynek. Klient oczekuje wyboru, chce spróbować czegoś nowego, ale na koniec wybiera smaki, które zna od lat. Chętnie wypije kilka razy sok z mango, ale ostatecznie wróci do jabłkowego, pomarańczowego itd. Tak naprawdę to świetna wiadomość dla przedsiębiorcy, bo zapewnia długoterminową stabilność — przyznaje szef Maspeksu. Jedna z innowacji wciąż czeka na odbiorców. W ubiegłym roku wadowicka grupa przygotowała ofertę jabłek pod marką Tymbark, które — jak podkreśla — są starannie wyselekcjonowane.

— Chcemy, żeby były odpowiednio wyeksponowane w sklepach i sprzedawane na sztuki. Na razie jednak handel nie chce dać się przekonać, żeby je wprowadzić. Opór mentalny jest zrozumiały — jeśli ktoś przez lata sprzedaje 1 kg jabłek za 99 groszy, to wizja sprzedawania sztuki w takiej cenie może wydawać mu się nierealna. Uważam jednak, że Polacy są gotowi kupować jabłka markowe — bardzo wysokiej jakości i najlepszych odmian — które zapewnią konkretne doznania smakowe, tak jak jest w przypadku innych kategorii żywności — tłumaczy Krzysztof Pawiński.