Od kilku lat trwają próby połączenia w jednym urządzeniu funkcji telefonu i palmtopa. Zwykle coś nie gra — albo telefon jest niewygodny, albo komputerowy organizer ma kłopoty z obsługą maili, albo też obie funkcjonalne części urządzenia są ze sobą kiepsko zintegrowane. Sprawdziliśmy, jak z tymi wyzwaniami radzi sobie urządzenie MDA (Mobile Digital Assistant), które mocno reklamuje sieć Era. Telefoniczny komputer albo komputerowy telefon (nie ma dobrego polskiego określenia), składany w Azji, przybył do nas z Niemiec (gdzie znalazł się w ofercie T-Mobil, udziałowca Ery). Na razie jest rozprowadzany tylko przez biznesowych konsultantów operatora, ale za kilka miesięcy będzie też dostępny w „detalu”.
Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre. Urządzenie robi solidne wrażenie i — co rzadko udaje się połączyć — zachowuje „służbową” elegancję. W zestawie jest czarny futerał, służący też przypinaniu go do paska. Całkiem funkcjonalny, ale — jak to komórkowe futerały — psuje wygląd całości. Coś za coś.
Po włączeniu sprzętu najlepiej czują się wierni użytkownicy Windowsów. Pod nazwą MDA kryje się bowiem urządzenie typu Pocket PC, czyli komputerek napędzany przez oprogramowanie Microsoftu. Tu można by wejść w długie rozważania o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (czyli — o przewagach Pocket PC nad systemem Palm lub odwrotnie), ale nie o to chodzi. Najważniejsze jest bowiem, czy MDA spełnia nadzieje rozbudzone przez reklamę.
Naszym zdaniem, w dużym stopniu tak. Jest to rzeczywiście jeden z pierwszych komputerków, który umożliwia zarówno wygodne telefonowanie, jak i wykonywanie prostych działań komputerowych. MDA wyposażono w kieszonkowe wersje Worda, Excela, Internet Explorera, które w naszym teście działały bez zarzutu. Również poczta mailowa nie miała kłopotu ze ściąganiem większych wiadomości i załączników. Dobrym pomysłem jest ściąganie tylko części dłuższych maili — dopiero na żądanie użytkownika ściągana jest reszta wybranych maili oraz załączniki do nich.
Dobrze spisuje się ekranowa klawiatura, choć — nie ma cudu — niewprawny użytkownik spędzi nieco czasu ucząc się jedynego rozumianego przez maszynę zapisu liter. Ciągle daleki od doskonałości jest system rozpoznawania pisma ręcznego — tu w MDA też nie ma co liczyć na cuda. Często po takim rozpoznaniu trudno rozpoznać swoją pierwotną notatkę.
Nie zapomnijmy, że MDA ma też służyć telefonowaniu. I jest w tym całkiem niezły. Numer telefonu można wprowadzać zarówno rysikiem, jak i palcami (ekranowe klawisze są duże, a ryzyko wybrania błędnego numeru niewielkie). Komputerek ma wbudowany zestaw głośno mówiący, wyposażono go też w słuchawki stereo.
Wady? Jedna jest na razie nierozwiązywalna: rozmiary i waga. MDA ma wyraźny i całkiem spory 3,5-calowy wyświetlacz dotykowy, co powoduje, że całość dobrze mieści się tylko w kieszeni marynarki, którą jednak mocno obciąża (200 gramów). Nie ma co ukrywać, nie jest to urządzenie na weekendowy wypad w plener. Tym bardziej że odporność dużych ekranów na upadki z wysoka bywa bardzo mała.
Czas pracy MDA odbiega in minus od tego, do czego przyzwyczaili nas producenci komórek. Komputerek z kolorowym ekranem jest żarłoczny i potrafi żądać ładowania już po jednym dniu dużej aktywności. Plusem jest to, że ładowanie można połączyć z synchronizacją MDA z komputerem biurowym (zestaw zawiera oczywiście stosowną podstawkę i kabelek ze złączem USB).
Wśród wad można wymienić brak Bluetooth oraz ograniczenia pamięci — ta wbudowana (32MB) nie pozwoli na wgranie wielu dodatkowych programów czy większych dokumentów. Ratunkiem są karty pamięci MMC/SD, które oczywiście trzeba dodatkowo dokupić.
Są jeszcze inne drobiazgi, np. informując o nadejściu połączenia czy maila, MDA może albo wydawać dźwięk albo wibrować — nie da się połączyć tych opcji, co przydaje się w głośnym otoczeniu.
Jednak całość robi dobre wrażenie. MDA jest wygodnym urządzeniem dla menedżerów będących często w podróży (najlepiej jednak w zasięgu połączenia GPRS). Może być też dobrym pomysłem dla firm sieciowych, które muszą być w stałym kontakcie ze swoimi przedstawicielami. No i bez wątpliwości może skusić snobistycznych technokratów, którzy chcą być na czasie z najnowszymi gadżetami.
