Meble za piękny uśmiech

Alina Treptow
opublikowano: 2014-09-26 00:00

Od aparatów ortodontycznych przez bransoletki, na autorskich sprzętach kończąc — oto historia Dwóch Bab.

Trzy osiedlowe kontenery na warszawskim Ursynowie. Kiedyś obok jednego z nich ktoś zostawił starą, zniszczoną, masywną toaletkę z lat 50. XX wieku. Niegdyś z lustrem, teraz bez, za to z milionami zadrapań. To było to.

Artystyczna pasja. Monika Wyrzykowska (z lewej) i Sylwia Wilgatek-Wykuż razem studiowały protetykę i wspólnie z niej zrezygnowały — założyły firmę Dwie Baby i tworzą meble z duszą. Meble z metką. Dwie Baby przygarniają porzucone sprzęty z lat 50., 60., 70., wygrzebują rarytasy na targach staroci i w internecie. Potem czyszczą, szlifują, upiększają... Z każdego grata zrobią cacko.

— Kiedy ją zobaczyłam, wiedziałam, że musi być nasza. Gdy ją wnosiłam na ósme piętro, musiałam być w amoku, bo dopiero później uświadomiłam sobie, jaka jest ciężka. Adrenalina spowodowana „znaleziskową” euforią zrobiła swoje — wspomina Monika Wyrzykowska, Baba nr 1, czyli współzałożycielka marki dizajnerskich mebli Dwie Baby. Baba nr 2 nazywa się Sylwia Wilgatek-Wykuż. Razem, niczym czarodziejki, zmieniają stare meble z ubiegłego wieku w nowoczesne i awangardowe perełki wzornictwa. Obie na osiedlowych — i nie tylko — polowaniach znają się jak mało kto. Pchle targi ze starociami to ich żywioł.

— Wiemy, gdzie ich szukać w Polsce — również wirtualnej. Stare, według niektórych bezużyteczne meble podrzucają nam również sąsiedzi z warszawskiej Pragi, gdzie mamy sklep. Coraz częściej też klienci przynoszą nam własne sprzęty z prośbą o renowację i unowocześnienie — wyjaśnia Sylwia Wilgatek-Wykuż.

Pracochłonne metamorfozy

W ofercie Dwóch Bab są stoliki kawowe z kolorowymi mozaikami, wieszak z namalowanymi chrabąszczami, krzesła z wizerunkami, np. śpiącego lisa. Niektóre pamiętają stylowe lata 20., inne powstały w szarej epoce Gierka. Kluczem do wszystkich jest nowa, artystyczna odsłona.

— Choć same też malujemy, do współpracy zapraszamy artystów plastyków. To oni robią bardziej skomplikowane dzieła. Znamy też świetnych rzemieślników, np. Anetę, która wytwarza przepiękne kafle — mówi Monika Wyrzykowska.

Od niedawna zajmują się tylko wykańczaniem mebli, czyli położeniem odpowiednich lakierów i ostateczną metamorfozą sprzętów. Wcześniej, niczym filmowy Harry, były również od „brudnej roboty”. Na początku — jak wyjaśnia Monika Wyrzykowska — trzeba usunąć fornir i dokładnie oczyścić zewnętrzną część mebla, zazwyczaj bardzo zniszczoną. Sprzymierzeńcami są mięśnie i duża ilość papieru ściernego. Później nakłada się kilka warstw rozmaitych specyfików. Konieczna oprócz chemikaliów jest też cierpliwość w oczekiwaniu na ich wniknięcie w drewno. Żeby preparaty się wchłonęły, trzeba też zaszpachlować odpryski i zadrapania. Na koniec rzemieślniczej pracy Dwie Baby pokrywają wszystko olejami i bejcą. Wtedy, często dopiero po kilku tygodniach, można się zabrać do pracy artystycznej.

Dizajnerska Praga

— To biurko z lat 50. Odnowiłyśmy je dla pewnej prawniczki, naszej stałej klientki. Tutaj czeka kolejne do remontu. Ten fotel, jeśli dobrze pamiętam, przyniósł ktoś z sąsiedztwa — opowiada Sylwia Wilgatek-Wykuż, wskazując na meble zalegające w czterech kątach lokalu w kamienicy przy ulicy Markowskiej. To nowy sklep, jeszcze remontowany — tłumaczą.

Wcześniej stacjonowały niedaleko, bo przy Ząbkowskiej. Wysokie rachunki za wynajem sklepu z witryną zachęciły je do przeprowadzki za róg. Choć nie ma witryny, liczą, że na przeprowadzce nie stracą, szczególnie, że większość klientów namierza je w sieci. W starym miejscu oprócz mebli można było kupić dizajnerskie wyroby innych artystów, w tym biżuterię. Od niej zaczęła się zresztą historia marki. — W sumie pierwsze były stalowe druty i aparaty ortodontyczne — wspomina Sylwia Wilgatek-Wykuż. To w auli wykładowej kilkanaście lat temu spotkały się Dwie Baby. Obie studiowały techniki dentystyczne. Uczyły się m.in., jak powyginać druty stalowe, żeby później pomogły komuś w uzyskaniu hollywoodzkiego uśmiechu. Tyle w teorii. W praktyce druty ortodontyczne okazały się przepustką do świata designu. Szybko zamieniły je na druty srebrne i zaczęły robić z nich biżuterię, później wystawianą na Allegro.

— To był hit — przypomina Monika Wyrzykowska. Ti-ti-ti — wspominając tamten okres, Baba nr 1 nadal słyszy w głowie dźwięk nowych wiadomości przychodzących na GG. Klientki bombardowały je pytaniami, ale też zamówieniami. — Nie miałam czasu nawet na jedzenie. Nic dziwnego, że nabawiłam się anemii. Z odsieczą nadeszła Baba nr 2, która nie była zaangażowana od samego początku. Wspólny biznes zacieśnił nasze relacje i stałyśmy się przyjaciółkami — mówi Monika Wyrzykowska. Później — na życzenie klientów — pojawił się sklep przy Ząbkowskiej. Dada Studio szybko stało się mekką poszukujących nie tylko oryginalnej biżuterii, ale również finezyjnych, drobnych dodatków do domu. Monika i Sylwia przeniosły zainteresowania na meblowe gabaryty, część biżuteryjną zostawiając pozostałym artystom. — Ratowanie starych mebli to nasza ulubiona misja — twierdzą zgodnie Dwie Baby.