Merlin - druga strona medalu

Kamil Kosiński
opublikowano: 15-04-2009, 07:28

Ta firma to symbol polskiego e-commerce. Sukces ma jednak wymiar wyłącznie marketingowy. Finanse kuleją niemal nieprzerwanie.

Sprzedaż rośnie z roku na rok. Ponad 450 tys. produktów, ponad milion zarejestrowanych klientów i blisko 100 tys. wysyłanych paczek miesięcznie. W ofercie: książki, filmy, muzyka, gry i programy komputerowe, zabawki, elektronika, kosmetyki, odzież i sprzęt sportowy. Taka jest wizytówka witryny Merlin.pl — najpopularniejszego, według badań spółki Gemius, sklepu internetowego w Polsce.

— Wymyślił go Zbyszek Sykulski. Wzorował się na Amazon.com. Nawet kupiłem domeny amazonka.com i amazonka.pl, ale z nich nie skorzystał — wspomina Mieczysław Prószyński, współwłaściciel wydawnictwa Prószyński i S-ka, pierwszego właściciela Merlin.pl.

U zarania Merlin.pl jego wzór z USA był raczej konceptem niż świetnie prosperującym biznesem. Handel w sieci prowadził dwa lata, na giełdzie zadebiutował ledwie pół roku przed podpisaniem aktu założycielskiego polskiego odpowiednika. Ten wystartował oficjalnie w prima aprilis 1999 r. Oferował wtedy 30 tys. tytułów, w tym 16 tys. książek. Jednak faktyczną sprzedaż księgarnia zaczęła już w październiku 1998 r. Pierwszego dnia wpłynęły trzy zamówienia. Pierwsze z miejscowości Baborów na Opolszczyźnie. Nazwa wydała się na tyle dziwna, że pracownicy sprawdzali, czy taka miejscowość w ogóle istnieje.

Trudny los pioniera

Jednak biznes to twarde prawa ekonomii. A można odnieść wrażenie, że — w przeciwieństwie do amerykańskiego pierwowzoru, który stał się maszynką do robienia pieniędzy — model działania polskiej firmy sprowadza się do tego, by wraz ze wzrostem sprzedaży rosły straty. Już podczas walnego zgromadzenia w 2003 r. zarząd wnioskował o uchwałę o dalszym istnieniu spółki. Formalnie dlatego, że skumulowana strata do końca 2002 r. sięgnęła 8,7 mln zł i przekroczyła połowę kapitału zakładowego. A naprawdę prawie się z nim zrównała — choć był podwyższany, wynosił 8,9 mln zł.

Ujemny wynik finansowy na początku działalności można zrozumieć. Firma budowała wizerunek, a i internet nie był tak popularny jak dzisiaj. Akt założycielski e-marketu podpisano w listopadzie 1997 r. — dwa lata przed uruchomieniem przez Telekomunikację Polską usługi Neostrada. Prywatny dostęp do sieci był wtedy w Polsce możliwy za pomocą modemów — wolnych i rozliczanych w minutach. Nawet duże firmy nie miały stron WWW czy adresów e-mail.

W 2002 r. e-sklep radykalnie poprawił jednak wynik netto. W porównaniu z przychodami strata była nadal duża, ale wobec 2001 r. zmniejszyła się o 43 proc. Głównym udziałowcem został Zbigniew Sykulski. Była to część większego procesu zmian w spółce Prószyński i S-ka, z których największą była sprzedaż pionu czasopism  Agorze, wydawcy "Gazety Wyborczej".

— Dyskutowaliśmy z Agorą sprzedaż Merlin.pl, ale nie doszliśmy do porozumienia co do jego wartości — przyznaje Mieczysław Prószyński.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Mimo wszystko były to dobry okres dla spółki. W grudniu 2002 r. przeniosła się z Warszawy do nowej siedziby w Piasecznie. Zmniejszyło to koszty stałe. W połączeniu z rosnącą sprzedażą zaowocowało zmniejszeniem strat w 2003 r. o kolejne 61 proc. Mimo wzrostu wydatków reklamowych o 27 proc. i zwiększenia zatrudnienia z 22 do 30 osób w 2004 r. firma była już na plusie. Zwroty w rocznych sprawozdaniach finansowych o pokryciu strat zyskami z lat następnych zaczynały wyglądać przekonująco.

W 2005 r. firma była jeszcze na plusie, ale mimo wzrostu przychodów o jedną trzecią, zysk skurczył się o 78 proc. Zaczęło się przekształcanie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w akcyjną. Mniej więcej wtedy spółkę dokapitalizował Piotr Wilam, pierwszy szef portalu Onet, mający obecnie prawo powoływania i odwoływania jednego członka trzyosobowej rady nadzorczej i zarządu (może liczyć 2-5 osób). Ale nie obyło się bez problemów. Sąd rejestrowy zakwestionował pierwszy z proponowanych sposobów rozliczenia transakcji. Uznał, że ze względu na ujemne wyniki firmy, kapitał przypadający na trzy czwarte udziałów pozostających w rękach dotychczasowych wspólników, w dużej mierze istniał tylko na papierze.

Coraz bardziej na minusie

Latem 2006 r. pojawiła się koncepcja stworzenia zależnego od wyników finansowych, pięcioletniego programu motywacyjnego dla pracowników. Wraz z nim — opcji na akcje, które firma miała odkupić, jeśli do 30 września 2011 r. nie złoży wniosku o zatwierdzenie prospektu emisyjnego. Równocześnie obniżono kapitał zakładowy z 13 do 1,3 mln zł. Powód? Stworzenie rezerwy bilansowej na pokrycie strat.

Na początku 2006 r. było jeszcze dobrze. Do 27 marca e-sklep wypracował 192,6 tys. zł czystego zysku. Potem nastąpiło załamanie. Kolejne dziewięć miesięcy przyniosło 6,9 mln zł straty. W 2007 r. — prawie 3 mln zł więcej. Wyniku netto za rok 2008 r. spółka nie ujawnia.

— Firmy, które szybko rosną, zwykle przynoszą straty. Nie inaczej jest z Merlin.pl. Zwiększenie sprzedaży z 500 do 1000 paczek dziennie może się wydawać skromne, ale to ogromne wyzwanie organizacyjne. W Merlin.pl takie wzrosty następowały w krótkim okresie. Spółka cały czas inwestowała w nowe rozwiązania, przystosowując się do działania na większą skalę. Ale robiła to w sposób zaplanowany i kontrolowany, dlatego szybki rozwój nas nie zabił jak parę innych firm, których już nie ma na rynku — komentuje Agata Czarnowska, specjalista ds. PR w Merlin.pl.

Zbigniew Sykulski, główny akcjonariusz Merlin.pl, odmówił rozmowy z "Pulsem Biznesu". Podobnie Piotr Wilam. Przez osobę, z którą prowadzi interesy, przekazał nam, że ceni prywatność i nie życzy sobie kontaktów mediami.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane