Na sesji we wtorek kursy spółek energetycznych poszły wyraźnie w górę, po tym jak dzień wcześniej wieczorem rząd przedstawił nowy plan finansowania Nowej Kompanii Węglowej (NKW). Najbardziej drożały akcje PGE i Enei. To one według dotychczasowych zapowiedzi miały być najbardziej obciążone ratowaniem kopalni — PGE w liczbach bezwzględnych, Enea w stosunku do EBITDA.
Według nowego planu, NKW ma być dokapitalizowana poprzez konwersję 700 mln zł długu Kompanii Węglowej (KW) wobec Węglokoksu, 300 mln zł gotówki z Polskich Inwestycji Rozwojowych oraz 1,2 mld zł z Towarzystwa Finansowego Silesia. To ma dysponować 200 mln zł własnej gotówki i 1 mld zł pożyczonym pod zastaw wniesionych do niego 1 proc. akcji PZU, 1 proc. akcji PGE i 2 proc. akcji PGNiG. Wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk zaznaczył przy tym, że polskie spółki energetyczne nie będą inwestować w NKW.
Analitycy wyraźnie jednak studzą optymizm kupujących na wyścigi akcje spółek energetycznych. — Różne mogą być interpretacje tego, co przedstawił rząd. Wiceminister Wojciech Kowalczyk stwierdził, że spółki energetyczne nie będą inwestować w NKW, ale nie odwołał definitywnie ich udziału w ratowaniu kopalni. Może się okazać, że spółki energetyczne nie będą bezpośrednio kupowały kopalni, ale przekażą istotne aktywa do TF Silesia, co również może mieć wpływ na wycenę spółek energetycznych — zaznacza Paweł Puchalski, szef działu analiz Banku Zachodniego WBK.
— Nie jestem zwolennikiem rozkładania każdego zdania na czynniki pierwsze, ale choć ryzyko inwestycji energetyki w kopalnie jest mniejsze, to nie można go wykluczyć. Już nie raz słyszeliśmy różne deklaracje w tej kwestii — komentuje Michał Potyra, analityk UBS.
Co po zgaszeniu pożaru?
Nasi rozmówcy podkreślają, że rząd po prostu nie ma czasu i przedstawił rozwiązanie doraźne, które pozwoli mu załatwić największe problemy przed wyborami.
— Spółki węglowe potrzebują finansowania teraz. Dlatego przedstawiony scenariusz jest raczej rozwiązaniem czasowym, pozwalającym zaspokoić krótkoterminowe potrzeby KW. Nie wyklucza to powrotu do koncepcji integracji pionowej w przyszłości — mówi Michał Potyra.
— W sprawie energetyki i górnictwa wiele zależy od decyzji politycznych, a po wyborach prawdopodobnie będziemy mieli inny rząd. Z tego, co obecnie wiemy, najbardziej prawdopodobną opcją w jego wykonaniu jest jakieś powiązanie górnictwa i energetyki — dodaje Tomasz Duda, analityk Erste Securities Polska. Konsorcjum powoływane obecnie do ratowania górnictwa ma dysponować łącznie 2,2 mld zł.
Według Krzysztofa Sędzikowskiego, prezesa KW, na wyciągnięcie firmy z kłopotów potrzeba 1,5 mld zł. Pieniędzy powinno więc starczyć z nawiązką. Ale z drugiej strony państwowe kopalnie węgla kamiennego to nie tylko KW, ale również Katowicki Holding Węglowy (KHW).
Jego sytuacja jest zbliżona do KW, a przedstawiciele rządu unikali odpowiedzi na pytania o sytuację tej firmy. Zaangażowanie konsorcjum ratunkowego w KHW powodowałoby, że 2,2 mld zł nie wyglądałoby już tak dobrze, jak w porównaniu z potrzebami samej KW, i wrzucenie do worka nowych pieniędzy byłoby niemal niezbędne. Do tego dochodzi kontrolowana przez państwo giełdowa Jastrzębska Spółka Węglowa. Kamil Kliszcz, dyrektor departamentu analiz DM mBanku, uważa, że konieczność dorzucenia kolejnych pieniędzy do ratowania górnictwa może się pojawić już w 2016 r.
— Ceny węgla zdołowane w tym roku wyprzedażą zapasów KW mogą przełożyć się na ceny w kontraktach długoterminowych. KW nie sprzedaje węgla w kontraktach długoterminowych po cenach tak niskich jak węgiel z zapasów. Nie znamy szczegółów tych kontraktów, ale można założyć, że ceny są w nich 10-15 proc. wyższe. Jeśli pójdą w dół, może się okazać, że kopalniom jest potrzebny kolejny zastrzyk kapitału. Pytanie, co wtedy stanie się z energetyką — zwraca uwagę Kamil Kliszcz.
Zastaw to zastaw
Prawdopodobieństwo uznania przedstawionego programu ratowania górnictwa za niedozwoloną pomoc publiczną przez Komisję Europejską analitycy oceniają jako niewielkie. Uważają, że konstrukcja formalna przedsięwzięcia to najmocniejsza część całego projektu. Z pewnym dystansem podchodzą natomiast do deklaracji o niesprzedawaniu akcji PZU, PGE i PGNiG wniesionych do TF Silesia.
— Akcje tych spółek posłużą za zastaw kredytu. Jego zapadalność będzie dopiero ustalona, ale na pewno będzie to dłuższa perspektywa. Jeśli jednak plan restrukturyzacji górnictwa nie wypali i TF Silesia nie będzie mogła odzyskać pieniędzy od NKW, to akcje te mogą trafić na rynek. Ale do takiej sytuacji może dojść nie wcześniej niż za kilka lat — tłumaczy Kamil Kliszcz.


