O dużym, a nawet gigantycznym wzroście sprzedaży surowego mięsa mówili producenci pod koniec ubiegłego roku. Twierdzili, że jego niskie ceny powodują odpływ Polaków od mięsnych przetworów. Konsumenci wolą kupić schab i przygotować go we własnym zakresie, niż sięgnąć po wędzonkę. Ostatnie miesiące przyniosły jednak ożywienie w produkcji wędlin — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. W kwietniu, maju i czerwcu segment zyskał r/r odpowiednio: 15,9 proc., 11,2 proc. i 8,8 proc. i wiele wskazuje na to, że będzie rósł dalej.
Z kuchni do skupu
— Po słabych kilkunastu miesiącach widać zdecydowane ożywienie na rynku wędlin. Wytłumaczenie jest proste — świeże mięso wieprzowe podrożało o kilkanaście, a nawet 20 proc. Gospodarstwom domowym nie opłaca się już samodzielnie go przetwarzać, bo cena gotowych wędlin jest bardziej atrakcyjna. To momentalnie przełożyło się na wzmożony popyt. Polska jest rynkiem ceny — ten czynniki wciąż decyduje o popularności danej kategorii żywności — twierdzi Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia. Jak podaje Agencja Rynku Rolnego, w okresie od 27 czerwca do 3 lipca zakłady (objęte monitoringiem Zintegrowanego Systemu Rolniczej Informacji Rynkowej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi) płaciły za trzodę chlewną przeciętnie o 8 proc. więcej niż przed miesiącem i o 21 proc. więcej niż przed rokiem.
— Wzrost cen wieprzowiny zaczął być widoczny w czerwcu i lipcu, co powinno być zauważalne w danych produkcyjnych z kolejnych miesięcy. Gdy mięso jest tanie, ludzie na wsi często nie sprzedają świń, tylko sami robią podroby, bo bardziej im się to opłaca. Nie robią więc zakupów. Gdy drożeje, wracają do skupu trzody i sklepów — dodaje Adam Zdanowski, współwłaściciel Zakładów Mięsnych Wierzejki.
Zdaniem Krzysztofa Woźnicy, wzrost popytu na wędliny to dla producentów bardzo dobra wiadomość.
— Mogą sprzedawać większe ilości produktów przetworzonych, a więc z większą wartością dodaną. Wymaga to oczywiście zmiany logistyki wewnątrzzakładowej i trochę innej organizacji niż w ostatnich miesiącach, ale nie jest to duży problem — twierdzi szef ZM Silesia.
Wakacje z kiełbasą
Adam Zdanowski zaznacza, że zarządzana przez niego sieć sklepów, działająca głównie w Warszawie, nie odczuła zbyt mocno zwiększonego zainteresowania wędlinami.
— Widzimy wzrost, ale wynika on przede wszystkim z otwierania kolejnych punktów — mówi Adam Zdanowski. Jego zdaniem, w skali kraju do wzrostu popytu na wędliny może się przyczyniać większa liczba turystów spędzających wakacje w Polsce.
— Ciepłe miesiące to słaby okres dla branży. Jednak większa liczba osób decydujących się na urlop w kraju może skompensować typowy dla tego okresu spadek — uważa współwłaściciel Wierzejek. Zaznacza, że na ceny wieprzowiny i związane z nimi przetasowania na rynku branża nie ma żadnego wpływu.
— To kwestia decyzji na poziomie światowym. Niektóre rynki się zamykają, inne się otwierają, co zmienia relację popytu i podaży mięsa, a więc również ceny, a my musimy się dostosować — twierdzi Adam Zdanowski. Krzysztof Woźnica przypuszcza, że odbicie cen wieprzowiny będzie długoterminowe, więc większy popyt na wędliny powinien się utrzymać.
— Na większą skalę ruszył eksport mięsa wieprzowego z UE na rynki zewnętrzne, szczególnie do Chin, więc jest mniejsza podaż wewnętrzna. Doprowadziło to do wzrostu cen, a jego dynamika na razie nie słabnie — mówi prezes ZM Silesia. Eksperci Agencji Rynku Rolnego spodziewają się, że do września ceny wieprzowiny będą rosły, a choć w czwartym kwartale spadną (sezonowo), to i tak będą o 17-20 proc. wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku.


