Mieszkańcy strefy euro wreszcie kupują

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-09-03 00:00

Wydatki osób prywatnych u naszego największego partnera gospodarczego wzrosły o 0,2 proc. Mała rzecz, a cieszy.

Konsumpcja prywatna Eurolandu wzrosła pierwszy raz od 2007 r.

Wydatki osób prywatnych u naszego największego partnera gospodarczego wzrosły o 0,2 proc. Mała rzecz, a cieszy.

Dobre wiadomości płyną z Eurolandu. Przeciętny mieszkaniec strefy euro wreszcie jest nieco bardziej skłonny do wydawania pieniędzy. Konsumpcja prywatna wzrosła w drugim kwartale 2009 r. o 0,2 proc. (kw/kw) — podał Eurostat. Skok może nie powala, ale dobre i to. Ostatni raz dodatni wzrost konsumpcja zanotowała w 2007 r. (jeszcze w pierwszym kwartale 2009 r. spadła o 0,5 proc.). A przecież do strefy euro trafia ponad połowa naszego eksportu.

— Strefa euro recesję ma za sobą. Teraz czekamy na ożywienie — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

Wszyscy za jednego

Dane o konsumpcji mogą cieszyć polskich eksporterów nastawionych na odbiorcę indywidualnego, czyli np. producentów żywności, mebli czy samochodów.

— Rosnąca dynamika konsumpcji pociągnie za sobą również wzrost popytu na towary naszych dostawców dla firm zagranicznych. Jeśli natomiast ożywienie poczują nasi eksporterzy, skorzysta na tym cała gospodarka — tłumaczy Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.

Sytuacja zmienia się na lepsze nie tylko w zachowaniach osób prywatnych. Poprawę w porównaniu z poprzednim kwartałem widać w każdym z sześciu sektorów gospodarki analizowanych przez Eurostat. Od dna odbiły się też inwestycje (wzrost dynamiki z -5,3 proc. do -1,3 proc.). Dla polskich producentów jeszcze ważniejsze jest to, że wyraźnie rośnie — choć nadal jest ujemna — dynamika importu strefy euro. W drugim kwartale wyniosła -2,8 proc. (kw/kw), co wydaje się świetnym wynikiem po pierwszym kwartale, kiedy import skurczył się o 7,8 proc.

— Te wyniki sugerują, że druga połowa roku będzie dla gospodarki strefy euro znacznie lepsza niż miniona. Wszystko wskazuje na to, że już w III kwartale zobaczymy wzrost gospodarczy — twierdzi Aleksandra Świątkowska.

Kroplówka odłączona

Według Jakuba Borowskiego, na wyraźne nasilenie popytu na polską produkcję przez strefę euro musimy jeszcze poczekać do początku przyszłego roku. Wzrost skłonności do importowania tańszych towarów (np. z Polski) jest w Eurolandzie zwykle o dwa kwartały opóźniony względem ożywienia w gospodarce.

— Kiedy to ssanie nadejdzie, polscy producenci będą pierwsi w kolejce, by z niego skorzystać. Złoty jest bardzo słaby nie tylko w stosunku do euro, ale też do walut krajów regionu. Mamy więc przewagę cenową — mówi ekonomista Invest Banku.

Analitycy ostrzegają, że do tego czasu ożywienie gospodarcze będzie skromne.

— Najbliższe miesiące to praktycznie stagnacja. Gospodarka strefy euro ma sporo hamulców, a sytuacja na rynku pracy stale się pogarsza. To może sugerować, że konsumpcja prywatna będzie odbudowywać się powoli. W dodatku — w porównaniu z innymi gospodarkami — firmy ze strefy euro wolniej redukowały zapasy, co również widać we wczorajszych danych Eurostatu. Odbudowywanie zapasów może więc nie rozruszać tak gospodarki, jak w innych krajach — twierdzi Jakub Borowski.

Tym bardziej że ostatni wzrost w pewnej mierze jest sztucznie nadmuchany rządowymi programami stymulacyjnymi, np. niemieckimi dopłatami do samochodów. A te właśnie się kończą.

— Trudno ocenić, jak odłączenie wspomagania wpłynie na gospodarkę. Sądzę, że ożywienie będziemy obserwować, choć już nieco słabsze niż między I a II kw. — mówi Aleksandra Świątkowska.

Jacek

Kowalczyk