Mieszkaniówka się budzi

Marta Sieliwierstow
opublikowano: 2009-12-22 00:00

Ten rok był sprawdzianem dla deweloperów. Wielu z nich już po pierwszych sygnałach o kryzysie gospodarczym zamroziło inwestycje mieszkaniowe.

Losy deweloperów zależą od tego, czy banki znów zaczną pożyczać im pieniądze

Ten rok był sprawdzianem dla deweloperów. Wielu z nich już po pierwszych sygnałach o kryzysie gospodarczym zamroziło inwestycje mieszkaniowe.

Ograniczenie przez banki liczby udzielanych pożyczek hipotecznych oraz zablokowanie finansowania dla deweloperów drastycznie zmieniło sytuację na rynku mieszkaniowym. Po latach prosperity, kiedy deweloperzy niemal na wyścigi rozpoczynali kolejne budowy, przyszedł czas zaciskania pasa. Wygląda na to, że w przyszłym roku nie będzie rewolucji, choć inwestorzy nieśmiało zapowiadają, że realizację nowych projektów.

Powiało chłodem

— Na początku 2009 r. deweloperzy zapowiadali, że nie rozpoczną nowych inwestycji, dopóki nie sprzedadzą wszystkich mieszkań dostępnych w ich ofertach. Jednak już w drugim półroczu, kiedy wyniki sprzedaży zaczęły się poprawiać, część z nich zmieniła zdanie i ogłosiła, że odmrozi inwestycje już na początku 2010 r. — mówi Aleksandra Szarek-Ostrowska, specjalista od rynku nieruchomości Home Broker.

Większość mieszkań, które sprzedawano w mijającym roku, znajdowało nabywców w ramach "Rodziny na swoim" — rządowego programu dopłat do kredytów hipotecznych .

O ile jednak w 2009 r. liczba ukończonych inwestycji była wciąż większa niż w latach poprzednich (działo się tak za sprawą oddawania do użytku budynków rozpoczynanych w czasach prosperity), to już w przyszłym roku sytuacja się zmieni.

— Inwestycje, które powstaną w 2010 r., nie będą już przypadkowe. Jakość projektów z pewnością będzie lepsza, bo decyzje o ich realizacji są bardziej przemyślane. Spadek liczby nowych mieszkań będzie niewielki, bo na rynku wciąż dostępne będą lokale budowane w 2009 r. Nie spodziewałabym się więc rewolucji na rynku. Spadek podaży prawdopodobnie odczuwalny będzie dopiero w 2011 r. — prognozuje Patrycja Kwiatkowska, dyrektor zarządzający Griffin Real Estate.

Jak dodaje Aleksandra Szarek-Ostrowska, w przyszłym roku nie nadejdzie fala nowych inwestycji, ponieważ zdecydowana większość deweloperów wciąż boryka się z problemami. Stopniowe rozpoczynanie nowych budów pozytywnie wpłynie na rynek, zbyt duża ich liczba, przy obecnej podaży nie byłaby korzystna, zwłaszcza dla samych deweloperów.

Będą zmiany

Przyszły rok przyniesie z pewnością kolejne zmiany na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Najwięcej zapowiadanych inwestycji będzie dostosowanych do warunków programu "Rodzina na swoim". Tym bardziej, że w planach jest udostępnienie dopłat do odsetek od pożyczek także osobom samotnym, które mogłyby korzystać z dopłat przy zakupie mieszkania o powierzchni nie większej niż 50 mkw. Dodatkowo, prawdopodobnie już od połowy roku, będzie przysługiwała wyłącznie kupującym mieszkanie na rynku pierwotnym. Takie posunięcie wielu osobom zdecydowanie ograniczy możliwość wyboru. Obecnie prawie 70-80 proc. mieszkań kupowanych na preferencyjnych warunkach pochodzi z rynku wtórnego.

— Limity maksymalnych cen mieszkań, jakie można kupować w ramach tego programu, będą stopniowo obniżane (z powodu niższej ceny materiałów budowlanych czy robocizny). To może spowodować, że "Rodzina na swoim" umrze śmiercią naturalną, co z kolei może się przełożyć na spadek liczby sprzedawanych mieszkań — ocenia Aleksandra Szarek-Ostrowska.

Jednak z największą niecierpliwością deweloperzy i ich potencjalni klienci oczekują na zmianę polityki banków. Choć powoli pierwsze banki obniżają marże i łagodzą warunki przyznawania kredytów hipotecznych, to o powrocie do sytuacji z przed półtora roku, kiedy niemal każdy mógł liczyć na kredyt w obcej walucie, jeszcze długo nie będzie mowy.