MIKOŁAJ WYSŁUCHA SPOWIEDZI PREZESA
Zamawiając człowieka z Laponii, trzeba zapłacić od 30 do 80 zł
Przed świętami swoje firmy otwierają Mikołaje. Pracy mają dużo. Biznes to sezonowy, ale pewny i opłacalny. Na Wigilię jest tyle zamówień, że ledwo nadążają z ich realizacją.
Gdy za oknem pojawia się śnieg, a w sklepach tłumy robiące przedświąteczne zakupy, na miasto wychodzą Mikołaje.
— Dostosowujemy się do życzeń klientów. Zaczynamy pracę wtedy, kiedy oni sobie tego życzą. Zwykle jest to koniec listopada — wyjaśnia Agnieszka Malinowska ze spółdzielni studenckiej Universitas.
— Nie każdy może zostać Mikołajem. Nikt nie chciałby zamówić gbura. Muszą to być osoby komunikatywne, kontaktowe i budzące zaufanie — tłumaczy Agnieszka Malinowska.
Buty to podstawa
Mikołaj ma sporą drogą do pokonania. Jadąc z Laponii wśród mrozów i wiatrów musi być odpowiednio odziany.
— Ludzie, zamawiając Mikołaja, zawsze dokładnie wypytują, jak będę ubrany. Dzieci są wymagające i cwane. Wiele w pierwszej kolejności patrzy na buty. One najczęściej nas zdradzają — uważa Witold Hoduń, który pierwszy raz w tym roku odgrywa rolę św. Mikołaja.
Twierdzi, że ze skompletowaniem stroju nie ma problemu, bo sklepy są dobrze zaopatrzone w mikołajowe akcesoria.
— To nic trudnego. Strój uszyła mi stryjenka. Brodę i resztę potrzebnych gadżetów kupiłem w sklepie — mówi św. Mikołaj, który nie chciał zdradzić swojej tożsamości.
Nie nastawia się na duży zarobek, bo jeszcze nie ma żadnego doświadczenia. Nasz anonimowy rozmówca twierdzi, że w tym fachu liczą się znajomości. Zdobywa się je latami. Obserwując swoich kolegów spostrzegł, że jest to zajęcie, którym można sobie nie najgorzej dorobić. Głównymi ich klientami nie są wcale dzieci, lecz firmy.
— W okresie przedświątecznym firmy, które obsługujemy, proszą, by na imprezach pojawił się Mikołaj. Dobrze widziane jest, gdy to on wręcza podarunki. Ostatnio za Mikołajów przebraliśmy muzyków grających na spotkaniu w Marriotcie — tłumaczy Agnieszka Radoszewska z agencji public relations Alegra.
Dobry w banku i salonie
Panowie w czerwonej pelerynie to przed świętami główny motyw promocyjny. Pojawiają się w firmowych sklepach, salonach samochodowych i bankach. W niektórych firmach Mikołaj przychodzi nawet do pracowników.
— Wtedy wszystkich odpytuję, czy byli grzeczni i czy aby zasłużyli na prezenty. Prezes też musi się wyspowiadać — żartuje Tomasz Karowiecki, od 13 lat w „cechu” św. Mikołajów.
Ten rok jest dla niego pechowy. Przez dwanaście lat jako Mikołaj pracował w Domach Towarowych Centrum. W tym roku jego oferta została odrzucona.
— Mikołajem zostałem przez przypadek. Pracując w Zjednoczonych Przedsiębiorstwach Rozrywkowych otrzymałem zlecenie na zorganizowanie kilku Mikołajów do Domów Towarowych Centrum. Spodobało mi się i tak już zostało. Skończyło się w tym roku — mówi Tomasz Karowiecki.
Pozostały mu zlecenia firm i prywatne wizyty domowe.
Zniosą wiele
Najwięcej pracy Mikołaje mają w Wigilię. Już teraz wszystkie terminy na ten dzień są pozajmowane.
— Całą Wigilię mam zajętą. Zlecenie za zleceniem — mówi Witold Hoduń.
Twierdzi, że jest to trudna praca. Często nie lada sztuką okazuje się oswojenie dziecka. Mniejsze boją się św. Mikołajów.
— Reagują panicznie, płaczą, nie chcą prezentów. Są jednak i takie, które zadają sto pytań na minutę. Przed przyjęciem podarku dokładnie sprawdzają, czy aby Mikołaj jest prawdziwy. Ciągną za brodę, zaglodają pod czapkę. Oj, wiele trzeba wycierpieć — mówi Tomasz Karowiecki.
By wszystko udało się jak należy, Mikołaj musi wejść w układy z rodzicami.
— Co dom, to inny sposób przekazywania nam prezentów. Czasami odbieramy je od sąsiadki, bywa, że wyjmujemy z garażu lub po prostu znajdujemy pod drzwiami paczkę, adresowaną do pociechy zleceniodawcy — wyjaśnia Tomasz Karowiecki.
Dementuje fałszywe i niczym nieuzasadnione pogłoski, jakoby Mikołaj przynosił rózgi.
— Raz przyszła do mnie babcia i chciała, bym wnusi dał rózgę. Zrobiłem to. Dziewczynka wpadła w spazmy. Choć klient jest naszym panem i powinniśmy spełniać jego zachcianki, to od tego czasu postanowiłem, że Mikołaj nie daje rózg — zapewnia Tomasz Karowiecki.
Nie zawsze święty
Nawet firmy wynajmujące Mikołajów muszą czasem liczyć się z niespodziewanymi kłopotami.
— Raz zadzwoniło do nas dziecko z reklamacjami. Twierdziło, że napisało list do św. Mikołaja, w którym zażyczyło sobie zupełnie inną rzecz niż dostało — wyjaśnia Agnieszka Malinowska.
Zdarzają się również Mikołaje oszuści. Niektórzy umawiają się, że przyjdą w Wigilię i nie pojawiają się. Zawiedzeni są rodzice i dzieci — tłumaczy Tomasz Karowiecki.
ZAWODOWIEC: Firmy chcą, by Mikołaj nie tylko wyglądał, ale by zabrał głos. Musi umieć znaleźć się w każdej sytuacji. Przydaje się wówczas moje aktorskie doświadczenie — twierdzi Grzegorz Kuligowski. fot. B. Skrzyński