Mikosz: Państwo powinno być moderatorem procesów gospodarczych

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2005-12-30 16:50

Państwo powinno być moderatorem procesów gospodarczych. W przyszłym tygodniu rozpoczną się negocjacje z UniCredito w sprawie fuzji Pekao SA i BPH, ale resort skarbu nadal chce, by włoski inwestor sprzedał akcje BPH - powiedział w piątek PAP minister skarbu Andrzej Mikosz.

Państwo powinno być moderatorem procesów gospodarczych. W przyszłym tygodniu rozpoczną się negocjacje z UniCredito w sprawie fuzji Pekao SA i BPH, ale resort skarbu nadal chce, by włoski inwestor sprzedał akcje BPH - powiedział w piątek PAP minister skarbu Andrzej Mikosz.

W wywiadzie dla PAP Mikosz powiedział też, że do końca marca 2006 pojawią się rozwiązania prawne dotyczące utworzenia narodowej grupy kapitałowej.

Poniżej treść wywiadu z ministrem Mikoszem.

PAP: Panie ministrze, czy Panu uda się coś sprywatyzować? Nastawienie parlamentarzystów, jak pokazał przykład Zespołu Elektrowni Dolna Odra (ZEDO), jest negatywne. Również opinia publiczna nie popiera prywatyzacji, chociaż - z drugiej strony - ludzie bardzo lubią własność prywatną.

Andrzej Mikosz: Decyzje są podejmowane zgodnie z przyjętym przez rząd programem. To nie jest tak, że posłowie przeciwstawiają się każdej prywatyzacji. W przypadku ZEDO mamy do czynienia z ważną elektrownią i wielkim pracodawcą. Byłaby to ogromna prywatyzacja, więc trudno się dziwić, że wzbudza dyskusje. W związku z funkcjonowaniem rządu mniejszościowego jest to też okazja do igrzysk politycznych i walki o poparcie.

PAP: Czy rozpoczynające się w przyszłym tygodniu negocjacje z UniCredito w sprawie fuzji Pekao SA i BPH mogą doprowadzić do porozumienia? Czy też będzie Pan nadal żądał sprzedaży przez UniCredito posiadanych akcji BPH? Czy wiadomo, komu?

Andrzej Mikosz: Domagam się sprzedaży akcji, ale nie będę sugerował rozwiązań podmiotowych.

PAP: Na rynku pojawiły się informacje, że akcjami BPH jest zainteresowane PZU.

Andrzej Mikosz: Jakiekolwiek poważne decyzje w sprawie strategii PZU wymagają zakończenia sporu między akcjonariuszami - Skarbem Państwa a Eureko. Koncepcja rozwoju nie tylko organicznego PZU, ale też przez akwizycje, jest bardzo interesująca. Jeśli chodzi o rozwój bancassurance, to dobry kierunek, nie musi to jednak być BPH.

PAP: PZU jest w trakcie przekształcania się w grupę kapitałową, więc być może to dobry moment na podjęcie decyzji strategicznych.

Andrzej Mikosz: Zgadzam się. Jednak dopiero uporządkowanie relacji w akcjonariacie pozwoli myśleć o strategii dla spółki.

PAP: Mówił Pan, że problem PZU powinien zostać rozwiązany w 2006 r. Tymczasem resort skarbu zaskarżył wyrok Trybunału Arbitrażowego, korzystny dla Eureko. Jak pogodzić jedno z drugim?

Andrzej Mikosz: Ten wyrok jest niesłuszny i powinien zostać uchylony. Jednak jedną kwestią są czynności przed sądem, a drugą - rozmowy.

PAP: Kiedy się Pan spotka z przedstawicielami Eureko?

Andrzej Mikosz: Mam nadzieję, że w najbliższych tygodniach.

PAP: Jeżeli w przyszłości na europejskim rynku będą przeprowadzane fuzje instytucji finansowych, czy w Polsce - jak w przypadku Pekao SA i BPH - znów będą trudności?

Andrzej Mikosz: Zawsze tak jest, że państwo jest zainteresowane modelem rynku finansowego. Nie ma takiego państwa na świecie, które nie starałoby się wywierać na tenże wpływu. Zakup HVB przez UniCredito spowodował, że UniCredito musiało sprzedać bank w Chorwacji, gdzie chodziło o połączenie między pierwszym a drugim bankiem. Kilka lat temu brytyjski nadzór nie pozwolił na łączenie pierwszego banku z szóstym. To byłby dużo mniejszy problem, niż Polski - drugiego z trzecim. Jedną rzeczą jest ideologia, a drugą rzeczą jest realne działanie państwa jako moderatora procesów gospodarczych. Niektóre duże fundusze czy firmy PR zajmują stanowisko, że państwo polskie nie powinno mieszać się w sprawy tego typu fuzji. Ja uważam, że ma takie prawo i narzędzia, by z niego skorzystać.

PAP: Na jakim etapie są prace nad renacjonalizacją części aktywów PGNiG? Czy będą tworzone nowe rozwiązania prawne?

Andrzej Mikosz: Na pewno będą prowadzone prace legislacyjne. Z początkiem 2007 r. PGNiG powinno być notowane na GPW jako spółka, w której nie łączą się kwestie związane z interesami strategicznymi i aktywami przesyłowymi z kwestią wydobywania i sprzedaży gazu. Na pewno podatnicy nie poniosą bezpośrednich kosztów tej operacji. Nie przesądzam też, że spółka będzie ponosiła te koszty.

PAP: Mówiąc w Sejmie o ZEDO powiedział Pan, że spółka nie ma pieniędzy na inwestycje. Jest to jednak w ogóle problem inwestycji spółek Skarbu Państwa. Na przykład PKO BP nie wyklucza, że będzie potrzebne podniesienie kapitału, choćby w przypadku akwizycji. Jak będzie wyglądała polityka SP? Czy doszłoby do zgody na zejście poniżej 50 proc. udziałów Skarbu Państwa?

Andrzej Mikosz: Nie ma planów w najbliższym czasie, żeby SP zszedł poniżej 50 proc. w kapitale PKO BP. Jest kwestia wypracowania instrumentarium dla sprawowania efektywnego nadzoru w spółkach strategicznych.

PAP: Jednak w przypadku PKO BP ponad 50 proc. udział SP może przeszkodzić w akwizycjach?

Andrzej Mikosz: Skoro France Telecom, państwowa spółka francuska mogła uczestniczyć w "prywatyzacji" TP SA, to i bank, w którym większość udziałów ma SP, może uczestniczyć w innych procesach konsolidacyjnych.

PAP: To jest również problem warszawskiej Giełdy, która już nie mogła uczestniczyć w przejęciu giełdy litewskiej.

Andrzej Mikosz: Ewentualna prywatyzacja GPW będzie na pewno rozważana pod kątem możliwości jej rozwoju, także przez ewentualne akwizycje. Decyzje zapadną w 2006 r.

PAP: Pan już wspominał w tym kontekście o modelu singapurskim, jest też koncepcja oferty publicznej połączonej z przekazaniem akcji GPW fundacji zajmującej się rozwojem rynku kapitałowego.

Andrzej Mikosz: To jest jedno z rozważanych rozwiązań. W tej chwili nie widzę inwestora, który byłby w stanie cokolwiek zrobić dla rozwoju GPW. Trudno też określić planowany udział SP. Ostatecznej koncepcji można się spodziewać w ciągu pierwszego kwartału 2006.

PAP: Jest Pan skłonny wesprzeć powstanie polskiej, narodowej instytucji finansowej, pozostającej własnością SP. Jaki mogłaby mieć kształt i jaką rolę pełnić? Pana poprzednik przedstawiał pomysł wykorzystania państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego i wsparcia go Bankiem Pocztowym.

Andrzej Mikosz: W tej chwili część akcji Banku Pocztowego należy do PKO BP. Jeśli chodzi o podmioty finansowe, które mają swoje centrum decyzyjne w Polsce, to jest kilka możliwości, nie tylko BGK i Bank Pocztowy. Nie wiem też, czy PZU będzie częścią tej instytucji, choć chcę, by było polską instytucją finansową.

Jeśli chodzi o kształt tej instytucji, to najpierw chciałbym mieć zatwierdzone pewne koncepcje prawne. Chciałbym, by do końca marca przeszły one ścieżkę legislacyjną. Będzie to spółka giełdowa, ale na pewno bez inwestora branżowego.

PAP: Mówił Pan o agresywnej polityce dywidendowej, którą SP chciałby prowadzić wobec spółek, w których jest akcjonariuszem. W takim razie spółki te będą musiały się zadłużać, by mieć środki na rozwój.

Andrzej Mikosz: Nie twierdzę, że będziemy zabierali sto procent zysku. Jednak nie może być tak, że finansowanie deficytu budżetowego kosztuje podatników kupujących obligacje 7,5 proc., a zostają w spółkach SP pieniądze na projekty, które dają zwrot na kapitale w wysokości 2 proc. To jest przypadek choćby ZEDO. Czyli 5 proc. jest zabrane każdemu Polakowi. Nie mogę zostawiać pieniędzy w spółce, która może się sfinansować długiem. Na pewno będę rozmawiać z zarządami PGNiG i Grupy Lotos (które obecnie nie planują dywidendy - PAP), by przedstawiły, co zamierzają zrobić z zyskami. W przypadku PKN Orlen, gdyby doszło do kupna rafinerii Możejki, ta inwestycja będzie elementem pokazującym zapotrzebowanie na gotówkę. W stosunku do KGHM - deklaracja, że tę spółkę stać na wypłatę wysokiej dywidendy, jest aktualna. Również PKO BP powinien płacić stałą, bogatą dywidendę. Bank ten jednak wymaga jeszcze restrukturyzacji i poważnych inwestycji, w związku z tym osiągnięcie wysokiej efektywności to daleka przyszłość. Chciałbym, by PKO BP wypracował długoletnią politykę, a akcjonariusze byli zadowoleni z płaconej dywidendy i wzrostu wartości akcji.

PAP: Na jakim etapie jest projekt połączenia PSE i BOT?

Andrzej Mikosz: Jest to jeden z rozważanych poważnie projektów. Decyzja będzie podejmowana wspólnie z ministrem gospodarki. Projekt dotyczy tego, co zostanie z PSE po wyłączeniu aktywów przesyłowych. Decyzje mogą zapaść w styczniu.

PAP: Zatem zapowiadany dokument rządu, określający strategię wobec rynku energetycznego, też będzie w styczniu.

Andrzej Mikosz: Powinien być w styczniu.

PAP: Kończy się program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Jak Pan go ocenia?

Andrzej Mikosz: To był zły pomysł, bo nie upowszechniał własności i nie sprawił, by Polacy stali się społeczeństwem właścicieli.

PAP: W ramach dyskusji nad nadzorem właścicielskim może powrócić temat tego, co politycy winni robić ze swoimi aktywami po objęciu funkcji państwowych. Kilka lat temu był pomysł przeniesienia wzoru blind trusts, zarządzających powierzonymi im czasowo np. akcjami, na które wówczas politycy nie mają wpływu. Pan sprzedał wszystkie aktywa giełdowe.

Andrzej Mikosz: Byłbym zwolennikiem takiego rozwiązania. Jednak jest to poważna decyzja polityczna, a nie tylko o charakterze techniczno-legislacyjnym. Trzeba przyjąć do wiadomości, że funkcje publiczne pełnią też osoby, które zgromadziły wcześniej określony majątek, jednak w czasie sprawowania urzędu nie powinny zajmować się bieżącym zarządzaniem. Niektórzy uważają, że obecnie funkcjonująca ustawa antykorupcyjna jest dla ludzi, którzy przychodzą do pełnienia funkcji publicznych najwyżej kilka lat po studiach.

PAP: Chciał Pan lepiej wynagradzać dobrych menedżerów spółek SP. Nie udało się jednak w poprzedniej kadencji zmienić ustawy kominowej.

Andrzej Mikosz: Chciałbym, żeby najpierw została przyjęta ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji. Ma ona doprowadzić do przejrzystości spółek SP i pełnej dostępności informacji o nich. Następnym elementem zmiany jest ustawa kominowa.

Anna Lach