We wtorek na akcjach Banku Millennium można było stracić nawet ponad 4 proc. Część graczy postanowiła zrealizować zyski z papieru, który w lutym jest najmocniejszym przedstawicielem indeksu WIG20. Od początku miesiąca spółka Bogusława Kotta podrożała o 15 proc. przy zaledwie 2-proc. zwyżce WIG-Banki.
Millennium pobił konkurentów z indeksu blue chipów, choć już w marcu wypadnie ze składu wskaźnika. Zwyżka jest zasługą portugalskich właścicieli, którzy chcą się podzielić swą polską inwestycją. Gracze odebrali to jako zapowiedź poszukiwania nowego właściciela dla Millennium, który z pewnością zapłaciłby za bank więcej niż jego rynkowa wycena.
Na trwałe pokonanie poziomu 2,9 zł same plotki jednak nie wystarczą. Tradycyjnie słabe wyniki kwartalne — potwierdzające słabość banku w pozyskiwaniu przychodów — przeszły bez echa, bo giełda nie liczyła na wiele. Sprzedaż udzielonych kredytów samochodowych hiszpańskiemu Santander zaowocuje wprawdzie jednorazowym zyskiem 120 mln zł, ale portfel kredytowy Millennium skurczył się o 2,12 mld zł, czyli o ponad 20 proc. To zepchnie bank na 10. miejsce na liście największych kredytodawców i pozbawi go zysków odsetkowych. Spadek tych ostatnich szacować można na blisko 100 mln zł rocznie. Millennium chce to nadrobić wyższą sprzedażą przez własną sieć, ale w ciągu roku nie ma szans na portfel kredytowy powyżej 10 mld zł.
Wyników nie poprawi też dywidenda z PZU, w którym Millennium ma 10 proc. akcji. Około 50 mln zł z tego tytułu (spekuluje się o rekordowej wypłacie 500 mln zł) trafi do BCP. Od ubiegłego roku Millennium uzyskuje w zamian rynkowe odsetki od kapitału zainwestowanego w PZU. W ubiegłym roku umowa wyglądała na korzystną dla polskiej strony. Teraz jest zupełnie inaczej.