Minister ucieszył inwestorów

Magdalena Graniszewska, Tomasz Sieminiec
opublikowano: 01-12-2009, 00:00

Deutsche Boerse nie przejmie GPW. Powód do zmartwienia? Bynajmniej!

Ile warszawskiej giełdy na giełdę i kiedy? Eksperci podpowiadają

Deutsche Boerse nie przejmie GPW. Powód do zmartwienia? Bynajmniej!

6 listopada Aleksander Grad, minister skarbu, po wielu miesiącach oczekiwania, dowiedział się, że koncepcja prywatyzacji Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych z większościowym udziałem inwestora strategicznego, jest skazana na porażkę. Z oczekiwanych trzech lub czterech ofert wpłynęła jedna — od Deutsche Boerse. Wczoraj —ku uciesze zdecydowane większości inwestorów, funduszy, ekspertów i zdalnych członków GPW — zakończył negocjacje z Niemcami.

"(…) Deutsche Boerse nie przedstawiła nowego dokumentu [uzupełnionej oferty — przyp. red.], co oznacza zakończenie procesu według przy- jętej dotychczas strategii (…)" — czytamy w komunikacie resortu skarbu.

Minister skarbu nie zasypia jednak gruszek w popiele. Giełda trafi na giełdę.

Z udziałem premiera

W tej sprawie odbyło się już wyprzedzające spotkanie na szczycie — na początku listopada. Uczestniczyli w nim: Donald Tusk, Waldemar Pawlak, Michał Boni, Aleksander Grad, Ludwik Sobolewski i Wiesław Rozłucki. Zastanawiali się, czy sprzedać giełdę inwestorowi, czy na giełdzie?

Z naszych informacji wynika, że w tym gronie tylko Aleksander Grad opowiadał się za pierwszym wariantem (nie wiedział jeszcze wtedy, że będzie negocjował z jednym oferentem). Pozostali skłaniali się do oddania skarbu narodowego setkom lub tysiącom inwestorów giełdowych: indywidualnym, finansowym i członkom giełdy. Różnili się natomiast w sprawie przyszłej roli państwa w GPW. Waldemar Pawlak chciał na przykład oddać w ręce inwestorów mniejszościowy pakiet. Był też pomysł sprzedaży niemal wszystkich walorów. W tym scenariuszu oferta zostałaby podzielona na trzy transze. Pierwsza, największa, obejmująca do 40 proc. akcji, trafiłaby w ręce 46 członków giełdy (28 krajowych i 18 zagranicznych), druga pod względem wielkości transza zostałaby zaoferowana instytucjom finansowym, m.in. OFE, TFI i zagranicznym funduszom, a trzecia: inwestorom indywidualnym. Inwestorzy, bez względu na posiadany pakiet akcji, nie mogliby wykonywać więcej niż 10 proc. głosów na walnym. Takie rozwiązanie zapisane jest m.in. w statucie PKN Orlen.

Premier Tusk postawił sprawę jasno: o wyborze scenariusza zdecyduje minister Grad. Wiadomo już, że wybrał upublicznienie.

— Wracamy do strategii giełda na giełdę. Musimy jednak na nowo przeanalizować wszystkie liczby i parametry. Myślę, że debiut w pierwszym półroczu 2010 r. jest możliwy — mówił wczoraj Maciej Wewiór, rzecznik ministra skarbu.

Wojna na argumenty

Wiesław Rozłucki, były prezes GPW, podpowiada:

— Moja rekomendacja dla ministerstwa skarbu to szybkie przeprowadzenie oferty publicznej, najlepiej jeszcze w pierwszej połowie 2010 r. Sprzedawany pakiet powinien stanowić minimum 50 proc. kapitału, a najlepiej — 80 proc. Wtedy najważniejsze grupy interesariuszy GPW mogłyby dostać po pakiecie akcji, co uważam za optymalne rozwiązanie. Wśród interesariuszy widzę domy maklerskie, banki, TFI, OFE, emitentów, inwestorów indywidualnych, a także skarb państwa — mówi Wiesław Rozłucki.

— Właściwą koncepcją prywatyzacyjną byłoby zejście przez skarb państwa do poziomu 30-40 proc. głosów, czyli pozostawiając giełdzie taki pakiet, który w przyszłości umożliwiłby znalezienie inwestora branżowego — sugeruje Jacek Socha, były minister skarbu i szef KPWiG.

Podkreśla, że aby pełnić funkcję giełdy regionalnej, GPW musi posiadać pieniądze na rozwój.

— Z tego względu kluczową kwestią jest zaplanowanie, jaką kwotę giełda miałaby pozyskać z rynku i na co ją przeznaczyć. To określi strukturę oferty, czyli liczbę sprzedawanych "starych" i "nowych" akcji — mówi Jacek Socha.

Z decyzji ministra zadowolone są fundusze.

— Powrót do koncepcji giełda na giełdę to świetna wiadomość. To dla GPW najlepsze możliwe rozwiązanie, które od początku powinno było być realizowane. Inwestor branżowy? Może w przyszłości. Sprzedawane powinny być "stare" akcje, nie "nowe". Giełda nie potrzebuje przecież nowego kapitału, a ewentualne przejęcia sfinansuje z zysków — uważa Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Do trzech razy sztuka?

W pierwszym podejściu prywatyzacyjnym giełda miała trafić na giełdę, ale na sprzedaż został wystawiony mniejszościowy pakiet akcji, a większość akcji — przeznaczona dla instytucji finansowych — miała być poza obrotem giełdowym. Było to mało zachęcające rozwiązanie. Poza tym upadł Lehman Brothers i ten projekt trzeba było odłożyć na ministerialną półkę. W drugim podejściu kilkudziesięciu członków giełdy otrzymało możliwość zakupu akcji. Nie skorzystali, bo nie podobało się im, że niepodzielną władzę w spółce będzie sprawował inwestor strategiczny

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska, Tomasz Sieminiec

Polecane