MLECZARNIE TRACĄ ZAINTERESOWANIE ZAGRANICZNYCH INWESTORÓW

Witold Choiński
opublikowano: 30-06-1999, 00:00

MLECZARNIE TRACĄ ZAINTERESOWANIE ZAGRANICZNYCH INWESTORÓW

W ubiegłym roku 85 proc. firm zajmujących się przetwórstwem mleka przyniosło straty

POŁĄCZENIE LUB INWESTOR STRATEGICZNY: Zdaniem Dariusza Sapińskiego, dla 50 proc. mleczarni będzie to ostatni rok istnienia na rynku. fot. Borys Skrzyński

Do przyszłego roku pozostanie zaledwie 50 proc. obecnie działających mleczarni. Przetrwać mogą tylko te przedsiębiorstwa, które doprowadzą do połączenia się w jedną silną grupę, bądź znajdą inwestora strategicznego. Z tym jest jednak coraz trudniej.

Prawdopodobnie już ten i najbliższy rok pokaże słabość polskiego mleczarstwa wobec zachodniej konkurencji. Konsolidację firm wymusi również obecna trudna sytuacja w sektorze mlecznym. Zdaniem Dariusza Sapińskiego, prezesa Mlekovity, jednego z największych zakładów na polskim rynku mleczarskim, do przyszłego roku pozostanie zaledwie połowa z obecnie działających mleczarni. Natomiast do 2003 roku miejsce będzie tylko dla 20 z działających obecnie 280 spółdzielni.

— Walka prowadzona na naszym rynku między inwestorami zagranicznymi a krajowymi przetwórcami mleka przybiera na sile — twierdzi Dariusz Sapiński.

Świadczy o tym choćby osłabienie zainteresowania zachodnich koncernów polskimi spółdzielniami. Zdaniem prezesa, wyjściem z sytuacji jest jedynie szybkie łączenie się mleczarni i wykreowanie silnych liderów, którzy mogliby pod swoją marką skupić słabsze podmioty.

Duże straty

Branża mleczna jest obecnie dziedziną bardzo trudną. Aż 85 proc. przedsiębiorstw przyniosło w ubiegłym roku straty. Według wielu specjalistów, dla polskiego mleczarstwa przychodzą więc ciężkie czasy.

— Mimo że pewne działania w kierunku konsolidacji są już prowadzone, będzie ona postępowała bardzo wolno. Jak się okazuje, przeciwnikami połączenia są nie tylko pracownicy czy rolnicy, ale całe samorządy. Prawdopodobnie chcą w ten sposób bronić miejsc pracy, których liczba, podczas takiego procesu, musi być zweryfikowana — twierdzi Dariusz Sapiński.

Przykładem może tu być połączenie Kurpianki z Kolna z Mlekpolem z Grajewa, gdzie grupa spółdzielców od paru miesięcy blokuje połączenie obu firm. Często również sam proces nie jest do końca rozumiany.

Zdaniem Dariusza Sapińskiego, jest to jednak proces nieunikniony i co najmniej o parę lat spóźniony. To jedyna droga do wprowadzenia specjalizacji i obniżki kosztów.

— Nie wystarczą już połączenia firm na papierze. Trzeba je przeprowadzić z pełną determinacją i świadomością skutków, jakie się z tym wiążą, między innymi redukcją zatrudnienia, pozbywaniem się zbędnego majątku, eliminowaniem najsłabszych producentów, promocją znaku firmowego i skupianiem się na jak najmniejszej liczbie produktów. Tylko takie zmiany będą miały sens i pozwolą przetrwać — mówi Dariusz Sapiński.

Zdaniem prezesa, wprowadzenie na rynek nowego produktu kosztuje teraz więcej niż budowa zakładu czy zakup linii technologicznej.

Aspiracje na bok

Obserwatorzy mlecznego rynku uważają też, że trzeba odłożyć na bok indywidualne aspiracje prezesów mleczarni, którzy często w swoich miejscowościach są jedynymi liczącymi się pracodawcami. Utrata pozycji prezesa wiązałaby się zatem ze spadkiem autorytetu w danym regionie. W nowej połączonej grupie decyzję będzie musiał bowiem podejmować jeden menedżer, co może prowadzić do konfliktów, tym bardziej że firmy są podobnej wielkości. Na drodze ku konsolidacji staną również inne przeszkody. Będzie musiała wzrosnąć cena mleka do stawki, którą otrzymują rolnicy w najlepszych mleczarniach, co podwyższy z kolei koszty produkcji. Rynek staje się trudniejszy z każdym dniem. Mleczarnie, które eksportowały swoje produkty, teraz zarzucają nimi rynek polski.

Według Dariusza Sapińskiego, przyznane Polsce kontyngenty są co najmniej dwa razy za niskie.

— Jeszcze do niedawna mleczarnie miały otwarty rynek zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. W niektórych przypadkach eksport stanowił do 15 proc. produkcji, a co więcej, bardzo dynamicznie się rozwijał — twierdzi Dariusz Sapiński.

Według specjalistów, pociągnęło to duże inwestycje w branży, które teraz nie mogą na siebie zarobić. Doprowadziło to do tego, że większość mleczarni produkuje pełną gamę produktów, których nie może wypromować z powodu braku pieniędzy, a które bez tego nie wejdą na ogólnopolski rynek. Z drugiej strony, linie technologiczne, często o bardzo wysokim poziomie technicznym, nie są w pełni wykorzystane.

Jak twierdzą specjaliści z branży, nie wszystkie mleczarnie można wrzucić do jednego worka. Są bowiem zakłady dobrze zarządzane i od tych właśnie powinna się zacząć konsolidacja. Takim przykładem jest właśnie mleczarnia w Grajewie, gdzie idealnie trafiono z produktem, który w szybkim tempie zdobył znaczną część rynku. Teraz sama marka produktu pcha zakład do przodu.

Jedynie takie podejście do problemu pozwoli mleczarniom prowadzić właściwą politykę cenową, jakościową czy reklamową.

Dariusz Sapiński uważa, że niezbędne jest natychmiastowe uruchomienie przez Agencję Rynku Rolnego dopłat do eksportu, co częściowo chociaż uregulowałoby rynek.

Witold Choiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Witold Choiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / MLECZARNIE TRACĄ ZAINTERESOWANIE ZAGRANICZNYCH INWESTORÓW