Nie jest zależne od rosyjskiego apetytu, grubości ukraińskiego portfela i nadaje się do dłuższego przechowywania — nasi mleczarze przestawili się na produkcję mleka w proszku — wytwarzają je zamiast serów, na które popyt osłabł.
— Konflikt za naszą wschodnią granicą sprawia, że sprzedajemy tam coraz mniej. W naszym przypadku o 10 proc. mniej niż rok temu oraz o 20 proc. mniej, niż zakładaliśmy w tym roku. Szukamy intensywnie nowych rynków zbytu — mówi Edward Bajko, prezes Spomleku.
Jego zdaniem, spadek sprzedaży w skali całego kraju jest jeszcze wyższy. Przypomina, że wcześniej z rosyjskiego rynku zostały wyeliminowane niektóre zakłady czołowych producentów, jak Hochland czy Mlekovita (po różnych zastrzeżeniach rosyjskiej kontroli). — Jedna rzecz to zakaz administracyjny, druga — to słaba waluta.
Nasz towar w Rosji i na Ukrainie robi się drogi. Importerzy mają problem z dostępem do dewiz — zapisują się na nie, po czym odbierają po kilku dniach. Wówczas cena jest już zupełnie inna. Boją się więc kupować większe ilości — opowiada szef Spomleku.
Zalety proszku
Mleczarze poszukali rozwiązania. I chyba je znaleźli. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, pierwsze trzy miesiące 2014 r. przyniosły prawie dwukrotny wzrost produkcji „mleka i śmietany w postaci stałej”. Wytworzono 52,3 tys. ton tzw. proszków, czyli o 93,9 proc. więcej niż w tym samym okresie 2013 r.
— Na Wschód trafiały w dużej mierze polskie sery. Musieliśmy ograniczyć ich produkcję, ponieważ tamte rynki hamują. Żeby wykorzystać skupiony surowiec, produkujemy więcej mleka w proszku — tłumaczy Andrzej Grabowski, współwłaściciel Polmleku.
Jadwiga Seremak-Bulge z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ) dodaje, że taka produkcja bardziej się opłaca.
— W tym roku średnia cena eksportowanego proszku mlecznego wynosiła w styczniu i lutym prawie 3200 EUR za tonę, a rok wcześniej 2415 EUR — mówi Jadwiga Seremak-Bulge. Mleko w proszku ma jeszcze dwie zalety.
— Proszki nadają się do magazynowania, a popyt na nie zgłasza więcej krajów niż w przypadku serów — twierdzi Andrzej Grabowski.
— Do większej produkcji zachęcają rosnący popyt z zagranicy oraz krajowego przemysłu spożywczego. Mleko w proszku trafia do innych wyrobów mlecznych, a jego odbiorcą jest także przemysł cukierniczy — dodaje Jadwiga Seremak-Bulge.
Edward Bajko podkreśla, że mleko tanieje.
— W wielu krajach europejskich mamy do czynienia z nadprodukcją. W efekcie opłaca się je kupować z Niemiec, suszyć w Polsce i wysyłać na cały świat — dodaje szef Spomleku.
Kurs na Afrykę
Jednak — jak podaje IERiGŻ — dane importowe za pierwsze dwa miesiące 2014 r. nie pokazują większego napływu mleka do Polski. Z danych za styczeń i luty wynika, że błyskawicznie rosła sprzedaż przetworów mlecznych… na rynek rosyjski.
— W styczniu i lutym eksport był o 114 proc. wyższy niż rok wcześniej i wart 140,3 mln zł. Nie wiemy jeszcze, jaki był marzec. Dla producentów serów będzie to rzeczywiście gorszy rok, ale z mlekiem na pewno będą mieli co zrobić — uważa Marta Skrzypczyk, koordynator zespołu analiz sektora rolno-spożywczego w banku BGŻ.
Branża mogła zaliczyć 2013 r. do bardzo udanych. Ceny przetworów znacznie urosły dzięki
coraz większemu popytowi z Chin i Rosji. Od kilku miesięcy zaczęły jednak spadać. Jak podaje BGŻ, od stycznia do połowy kwietnia krajowe obniżyły się: średnio o 10 proc. w przypadku masła i o 5-10 proc. w przypadku serów.
— Najwięksi producenci, czyli USA, Australia, Nowa Zelandia i Argentyna, znacznie zwiększyli produkcję, więc mleka jest więcej na rynku. Jednocześnie Chiny mocno uzupełniły zapasy. Dlatego eksperci przewidują, że popyt z tamtego rejonu nie będzie już w 2014 r. tak mocno rósł jak wcześniej, a ceny spadają. To pozwoli krajom afrykańskim zwiększyć zakupy, na które nie mogły sobie pozwolić w zeszłym roku właśnie ze względu na stawki. Afryka będzie teraz coraz ważniejszym odbiorcą — wyjaśnia Marta Skrzypczyk.
