Tesco podliczyło, ile na rodzimym, brytyjskim rynku zapłaciło mleczarzom ponad rynkową stawkę za mleko. Okazało się, że od listopada 2007 r. do maja tego roku poszło na to dodatkowe 240 mln GBP. Program ma być kontynuowany i obejmować całe świeże mleko dostępne w sieci na terenie Wielkiej Brytanii. To tylko jedna z wielu inicjatyw na rynkach zachodnich, związanych z walką o „fair trade” w przeżywającej ciężkie chwile branży mleczarskiej. Sieci chętnie o tym mówią, podkreślając, jak bardzo leży im na sercu los lokalnych farmerów. Inny brytyjski detalista, Morrisons, podobny program „wsparcia” opracował dla mleka i sera, wprowadzając wersję „premium” produktów mleczarskich. O 23 pensy więcej za standardowe mleko i 34 pensy za zwykły ser oznaczają dodatkowe 10 pensów wracające bezpośrednio do rolnika za każdy sprzedany litr przeznaczony na tę produkcję. Niemcy próbują skupić kolejnych rolników wokół inicjatywy „die faire Milch”. Jak sami przyznają, główny problem to uczynienie produktu ogólnodostępnym. Organizują spotkania z konsumentami i tłumaczą, że cena mleka nie może być tak niska jak obecnie, bo rolnicy muszą mieć pieniądze m.in. na zapewnienie zwierzętom dobrostanu, dobre pasze i rozwój. W Polsce o tego typu inicjatywach na razie nie słychać, choć polscy rolnicy od wielu miesięcy płaczą nad cenami mleka i szybko nie przestaną.
Ciekawy eksperyment
— Takie działania na Zachodzie to reakcja na naciski ze strony rolników. Dlaczego u nas nie ma takich inicjatyw, choć bardzo by nam pomogły? Może mamy zbyt dużo organizacji i niezbyt głośno wołamy, ale też polski konsument raczej nie jest skłonny płacić więcej za produkt w duchu „fair trade”, bo los rolnika go nie obchodzi. Choć mógłby to być ciekawy eksperyment — mówi Edward Bajko, prezes Spomleku. Podobnego zdania jest Marta Skrzypczyk, koordynatorka zespołu analityków sektora rolno-spożywczego Banku Zachodniego WBK: takie działania nie mają w Polsce racji bytu.
— Jest wiele małych inicjatyw lokalnych typu „kupuj bezpośrednio od rolnika”, małych bazarów itp., ale w skali kraju to niewielka nisza. W budżecie Brytyjczyków żywność stanowi 9 proc. wydatków konsumpcyjnych, u nas — 17 proc. Wyższa cena mleka jest więc dla nich znacznie mniej zauważalna niż dla nas. Wszelkie badania konsumentów świadczą o tym, że Polacy na pierwszym miejscustawiają cenę. Krajowe pochodzenie produktu jest na dalszym planie — twierdzi Marta Skrzypczyk.
Edward Bajko przyznaje, że powodzenie mogłoby zależeć od skali ewentualnych działań handlowców. — Jeśli taką akcję przeprowadza jedna sieć, to konsument idzie po mleko do drugiej — jeśli angażuje się większość, sytuacja już wygląda inaczej — dodaje szef Spomleku. Zdaniem Marty Skrzypczyk, u nas więcej niż handel mogą zrobić same spółdzielnie jako organizacjerolników — producentów mleka, które odpowiadają za około 70 proc. skupu. — Niektóre z nich chwalą się płaceniem ceny wyższej niż rynkowa, inne finansowym wsparciem zakupu pasz — mówi Marta Skrzypczyk.
Bez nadziei na zmianę
Wiele wskazuje na to, że mleczarzy czeka zaciskanie pasa przez kolejne miesiące. Obecne ceny nie są najniższe w historii. Jak podaje BZ WBK, w maju średnia cena litra mleka w skupie wynosiła 1 zł. W kryzysowym 2009 r. było to 0,87 zł. Tym razem jednak dołek bardziej szkodzi.
— Zeszłoroczna susza miała ogromny wpływ na łąki i pastwiska, przez co rolnicy i w ubiegłym roku, i w tym muszą kupować więcej paszy. W ramach przygotowań do uwolnienia rynku od kwotowania wiele gospodarstw zainwestowało w rozwój: rolnicy kupili ziemię, postawili obory, wyhodowali zwierzęta — często na kredyt, który teraz spłacają. To dlatego obecna cena mleka nie zapewnia pokrycia kosztów produkcji — wyjaśnia Marta Skrzypczyk.
Jej zdaniem, nic nie wskazuje na to, żeby kolejne miesiące przyniosły istotną zmianę.
— Wprawdzie ceny przetworów drgnęły, co sugeruje ożywienie w handlu, ale to nieznaczące zmiany, a zapasy produktów są bardzo wysokie — twierdzi ekspertka. Edward Bajko przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni ceny rzeczywiście drgnęły, ale też uważa, że na prawdziwe odbicie nie można na razie liczyć.
— Na rynku światowym nie zmieniła się relacja między popytem a podażą, więc nie ma widoków na zmianę trendu — mówi prezes Spomleku.
Marną pociechą dla polskich rolników jest fakt, że inicjatywy wyspiarzy też bywają zajadle krytykowane. Mleczarze zarzucają Tesco, że choć za mleko płaci uczciwą cenę, to za inne produkty mleczarskie, np. sery, już nie. Morrisons natomiast był atakowany za to, że sprzedaje w sieci mleko nie tylko od brytyjskich farmerów. Dlatego, zdaniem krytyków, nie ma prawa epatować brytyjską flagą na opakowaniu i szczycić się tym, że wspiera swoich. © Ⓟ


