Moją siłą jest słowo

DK
opublikowano: 03-12-2020, 22:00

Nie lubię, jak mi się odmawia — przyznaje Patrycja Piekutowska, doktor habilitowana, skrzypaczka solistka z zawodu oraz mistrzyni remontów w dziecięcych szpitalach

Zosia Promińska

Co było impulsem do zaangażowania się w działalność charytatywną?

Historia związana ze starszym synkiem. Przeszedł trzy operacje serca. Wszystkie na szczęście się udały, a Antoś jest dziś w znakomitej formie. To właśnie jemu chcę zadedykować wygraną w plebiscycie „Pulsu Biznesu”. Jest moją nieustającą inspiracją.

Podczas ostatniej operacji, przeprowadzonej pięć lat temu w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka, odkryłam, że aparatura do autotransfuzji krwi była wypożyczona — szpitala nie było stać na jej zakup. Po operacji mój syn miał dzięki niej przetoczoną własną krew. To był pierwszy impuls, wzmocniony narastającym od lat uczuciem pewnego zagubienia w zawodowym życiu skrzypaczki solistki. Wtedy wymyśliłam pierwszy projekt koncertowy Otwarte Serca — Mistrzowie Muzyki, Biznesu i Kardiochirurgii Dzieciom, realizowany z fundacją Serce Dziecka. Udało mi się nakłonić kilka osób z biznesu do zakupu aparatury. Koncertów odbyło się siedem, zostało kupionych kilka ważnych sprzętów, a kilka lat później skierowałam działania na rzecz modernizacji w CZD przestrzeni wspólnych. Tak zaczęła się moja przygoda z remontami.

Jaki remont poszedł na pierwszy ogień?

Wspólnie z dr. Markiem Migdałem, dyrektorem CZD, uznaliśmy, że wizytówką i otwarciem projektów powinien być hol główny, który od czasu budowy szpitala nie był modernizowany. Okazało się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko zależy od determinacji. Na mój apel zareagowało aż 17 firm i hol został wyremontowany zaledwie w cztery tygodnie. Otwarcie nastąpiło w dniu pierwszego koncertu Wielcy Artyści Małym Pacjentom — projektu, który stworzyłam dla tego celu.

Czy łatwo skrzypaczce namówić biznes do wyłożenia pieniędzy?

To mnie wręcz nakręca. Wybieram numer do osoby, która mnie nie zna, i mówię: „Dzień dobry, panie prezesie. Jestem doktorem habilitowanym, skrzypaczką solistką i dzwonię w sprawie remontu szpitala”. Podaję wybuchową mieszankę i każdy nawet z ciekawości słucha. Zresztą od początku życia zawodowego szukałam finansowania dla moich muzycznych projektów. Z 12 solowych płyt aż dziewięć było sponsorowanych przez firmy. Do dzisiaj zagrałam ponad 1000 koncertów w 40 krajach.

Skąd pomysł na takie finansowanie kariery?

Z moich obserwacji na świecie — środowiska biznesowe chcą istnieć przy wydarzeniach kulturalnych. Innymi słowy, człowieka biznesu na poziomie określa nie tylko liczba zer na koncie, lecz także to, że jest mecenasem sztuki. Potrafię też ludzi przekonywać. Ważne dla mnie jest nie tylko to, co prezentuję, ale również sposób, w jaki to czynię — i na scenie, i podczas rozmów z biznesmenami. W tym drugim przypadku często nie widzimy się na żywo. Moją siłą musi więc być słowo. Tak jak na scenie, gdy staram się każdym dźwiękiem utrzymywać uwagę publiczności, również w rozmowie telefonicznej podtrzymuję zainteresowanie rozmówcy, by myślał, że to najlepsza rozmowa, jaką dziś odbył.

Jakie kwoty przynoszą takie rozmowy?

Przy każdym projekcie przeważnie udaje mi się namówić do wsparcia kilkanaście firm, które składają się na modernizacje warte od 200 do 400 tysięcy. Całość wieńczył koncert, z którego dochód był przeznaczony na kolejny projekt. Za pierwszym razem sama występowałam na scenie z recitalem skrzypcowym. Do kolejnych zapraszałam wielu niesamowitych artystów.

Na przykład?

Na początku były to koncerty zamknięte, na imienne zaproszenia, niebiletowane. Występowali znakomici śpiewacy i instrumentaliści, choćby baryton Marcin Bronikowski, flecistka Agata Igras, sopranistki Katarzyna Trylnik i Monika Mych, wiolonczelista Tomasz Strahl czy pianista Szymon Nehring, laureat Konkursu Chopinowskiego. Natomiast w ubiegłym roku stworzyłam dwa wydarzenia na 1000-osobową publiczność, z drogimi biletami w 100 proc. przeznaczonymi na cel koncertów. Tym razem zaprosiłam światowe gwiazdy opery. Na pierwszym koncercie Wielcy Artyści Małym Pacjentom zaśpiewali Artur Ruciński i Rafał Siwek, a na drugim najsłynniejsze operowe małżeństwo świata — Aleksandra Kurzak i Roberto Alagna.

Jak wskoczyła pani w strój prezesa fundacji KIDS?

Na pierwszym koncercie gwiazd opery pojawili się pomysłodawcy i założyciele KIDS. Akurat zamierzali wynająć firmę headhunterską do znalezienia prezesa fundacji. Gdy zobaczyli mnie w akcji, kilka dni później zaproponowali mi prezesurę.

Pierwsza reakcja?

Byłam na nie. Jestem solistką i z zawodu, i z charakteru. Nigdy nie zarządzałam większą grupą ludzi. Przekonało mnie to, że wszyscy mieliśmy jeden cel, czyli jak najwięcej zrobić dla CZD, a w dalszej perspektywie dla innych szpitali dziecięcych. Dlatego mój drugi koncert Wielcy Artyści Małym Dzieciom odbywał się już pod auspicjami KIDS. Fundacja zaczęła jednak skupiać się głównie na innowacjach technologicznych i długoterminowych projektach. Ja tymczasem wolę działać tu i teraz, remontować i odmieniać otoczenie dzieci. Na to potrafię organizować sponsorów. Bazuję na emocjach, osobistych relacjach z darczyńcami. Nie potrafię skalować projektów, dlatego po półtora roku nasze drogi się rozeszły.

Czy były momenty, kiedy pani miała dość?

Nie. Mnie to nakręca coraz bardziej. Jest to też od blisko dwóch lat moja praca. Odeszłam z uczelni i sporadycznie gram. Jestem w pełni zaangażowana w to, co teraz robię. Praca znów jest moją pasją.

To niemożliwe w świecie budowlanym. Przecież słyniemy z nieterminowości i wtop inwestycyjnych…

To kwestia determinacji. Wszystkie remonty przeprowadzam w kilkanaście dni do trzech miesięcy. Gdy ktoś twierdzi, że czegoś nie da się fizycznie wyprodukować na przykład w tydzień, szukam innych firm tak długo, aż usłyszę „tak”. Gdy poszukiwałam drzwi przeciwpożarowych, znalazłam firmę DFM Polska, która nawet na dwa dni wstrzymała produkcję, aby przygotować to, czego potrzebował szpital. Drzwi pod szpitalem pojawiły się po sześciu dniach. Któregoś razu z dnia na dzień wycofała się firma mająca dostarczyć wielkoformatowy gres do holu. Napisałam rozpaczliwy post na LinkedInie z pytaniem, czy ktoś zna kogokolwiek z zarządu Ceramiki Paradyż. Kwadrans później odezwał się do mnie pan Michał Drożdż, członek zarządu, a po 48 godzinach gres z Paradyża już czekał pod CZD. W prezencie!

Najbardziej zaskakujące momenty?

Było ich naprawdę sporo — na przykład gdy brakowało pieniędzy na dokończenie remontu poradni okulistyki, również zaczęłam szukać pomocy przez LinkedIn. Nagle odezwała się do mnie z hiszpańskiej Marbelli właścicielka biura nieruchomości, Polka, która w 10 minut podjęła decyzję o przekazaniu 10 tys. zł. Pamiętam też, jak do ostatniej chwili szukałam producenta wykładzin. Napisałam do Stasysa Siurkusa, Litwina, prezesa firmy Tarkett. Pierwsza odpowiedź była krótka: „I am sorry, but I don’t speak any Polish”. Gdy ponownie wyłuszczyłam prośbę po angielsku, wykładzina za trzy dni była już w CZD.

Niezwykłe oświetlenie i ogromny ekran ledowy zapewnia spółka Aram. Gdy pierwszy raz zadzwoniłam do prezesa Rafała Mrzygłockiego, zapytał, dlaczego uważam, że mieliby wejść w mój projekt. Odpowiedziałam: „Bo strasznie nie lubię, jak mi ktoś odmawia”. Miałam największych artystów, scenę czteropoziomową od firmy Athletic, co było gwarancją jakości koncertu. Aram wszedł więc bez wahania w organizację koncertu.

Największy projekt?

Przeniesienie i modernizacja pracowni transfuzjologii immunologicznej z bankiem krwi. Inwestycja warta pół miliona złotych, na którą większość kwoty zapewniła publiczność koncertu. Na początku moich działań bardzo ważny był dla mnie zakup sprzętów kardiochirurgicznych. Miałam wielkie szczęście spotkać fundatora, który przekazał prywatnie prawie 450 tys. zł. Po drugim koncercie anonimowy darczyńca przekazał 360 tys. na remont dużej poradni immunologii i chorób płuc. Ten gest tak napędził mnie do działania, że po 13 dniach poradnia była gotowa. Nowe przestrzenie odmieniają psychikę małych pacjentów.

Znów ekspresowe tempo. Nawet w dobie pandemii?

Zawsze. To się wiąże ze specyfiką mojego zawodu. Koncert odbywa się o wyznaczonej godzinie, w wyznaczonym miejscu. Przecież nie powiem w połowie: „Przepraszam państwa, ale mam do wykonania trzy telekonferencje i muszę coś jeszcze poćwiczyć”. Tak samo traktuję odpowiedzialność za modernizacje. Jeśli ktoś nawali, natychmiast szukam następców.

Czy zmieniła się pani przez te dwa lata?

Bardzo. W działalności solistycznej byłam zdecydowaną panią swojego czasu. Jedynym deadline’em był koncert. Ode mnie zależało, kiedy i ile ćwiczyłam przed występem, natomiast nadzór nad modernizacją odbywa się na bieżąco. Wymaga działania dzień w dzień, czasem też w weekendy. Musiałam mocno przeorganizować moje życie prywatne.

Czy pandemia wpłynęła na decyzje darczyńców?

Nic się nie zmieniło. Trzeba tylko orientować się, jak poszczególne dziedziny biznesu radzą sobie w dobie pandemii. Akurat w budownictwie jest nieźle.

Dr hab. Patrycja Piekutowska

Skrzypaczka solistka, pedagog, promotorka kultury polskiej na świecie, menedżerka, mówca motywacyjny. Łączy biznes, sztukę i działania charytatywne na rzecz Centrum Zdrowia Dziecka. Stworzyła projekt Wielcy Artyści Małym Pacjentom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane