W ubiegłym tygodniu fundusze Uniona ujawniły się z pakietem 5 proc. na WZA Monnari. To pierwszy inwestor instytucjonalny ze znaczącą pozycją w akcjonariacie odzieżowej firmy, która jeszcze nie tak dawno była na skraju bankructwa. Dziś kusi inwestorów nie tylko poprawiającymi się wynikami, ale też ambitnymi planami.
— Sytuacja bilansowa wydaje się już bezpieczna, a od porozumienia z wierzycielami w 2010 r. spółka poprawia wyniki i konsekwentnie sprzedaje nieruchomości. Bardzo mocno wzrósł kurs akcji LPP i część inwestorów może liczyć na powtórzenie tego sukcesu przez Monnari lub może szukać tańszej spółki z tego samego sektora. Moim zdaniem jednak porównania do LPP są nieco na wyrost — Monnari nie ma takiej historii, takiego bilansu, nie jest liderem i nie rośnie tak szybko — uważa Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI.
W pierwszym kwartale tego roku spółka zwiększyła przychody o 12 proc., do 30,55 mln zł, a strata operacyjna skurczyła się o połowę, do 592 tys. zł. Zysk netto wyniósł 1,1 mln zł, wobec 1,4 mln zł straty przed rokiem. W 2012 r. przychody firmy zwiększyły się do 132 mln zł, co dało 8,4 mln zł zysku operacyjnego i 8,2 mln zł zysku netto. To duża poprawa — rok wcześniej Monnari miało straty.
Inwestorów przyciągnęły też zapowiedzi o chęci przejęcia około 50 proc. akcji KAN, właściciela odzieżowych marek Tatuum i Coyoco. To miałoby m.in. obniżyć koszty funkcjonowania obu firm. Od początku roku kurs urósł o ponad 300 proc., co było jednym z najlepszych wyników na warszawskiej giełdzie.
— Kapitalizacja Monnari wynosi już blisko 150 mln zł. Spółka, która wciąż funkcjonuje na granicy rentowności, jest wyceniana z dwukrotną premią wobec wartości księgowe. Wskaźnik cena/zysk za ostatnie cztery kwartały wynosi około 14. Akcje Monnari nie są tanie — uważa Adam Łukojć.