Michał Skipietrow, szef spółki budowlanej, wierzy w przełamanie trwającej już trzy lata złej passy. Analitycy są jednak sceptyczni.
Po trzech kwartałach 2003 r. skonsolidowana strata grupy była co prawda nieco mniejsza od straty z 2002 r., ale dalej wynosiła 44,5 mln zł. Przy spadku przychodów o ponad 27 proc. odzyskanie rentowności nie będzie raczej możliwe.
— Biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki, trudno sobie wyobrazić, by grupa mogła wyjść na zero dzięki działalności operacyjnej. Może jej się to udać na przykład dzięki odblokowaniu części rezerw lub przeksięgowaniu aktywów —mówi Michał Sztabler, analityk BM BGŻ.
Jeszcze na początku grudnia wydawało się, że finanse spółki może uratować sprzedaż części aktywów. Mostostalowi udało się wprawdzie zbyć za 13,7 mln zł udziały w spółce Delia, jednak zarobek z tej transakcji był żaden, bowiem wartość księgowa sprzedanych akcji była równa cenie zbycia.
Trudne pole
Niezrealizowane natomiast zostały plany sprzedania działek na warszawskim Polu Mokotowskim. Firma spodziewała się uzyskać z tego tytułu w 2003 r. prawie 6 mln zł.
— Umowy są finalizowane, jednak w przypadku sprzedaży takich nieruchomości prawo pierwokupu ma miasto. Czynności proceduralne trwają bardzo długo — mówi Michał Skipietrow, prezes spółki.
Niewiele wyszło też z szumnych zapowiedzi dotyczących wielomilionowych kontraktów na Wschodzie. Na początku roku szef Mostostalu uważał, że jego spółka z umów zawieranych w Rosji i Kazachstanie uzyska w 2003 r. przynajmniej 200 mln zł.
Ryzykowne prognozy
Po trzech kwartałach przychody Mostostalu ledwie przekroczyły 50 mln zł. W grudniu miały być podpisane na Wschodzie dwa kontrakty wartości 130 mln zł.
— Kontrakty te zostaną podpisane w najbliższym czasie — zapewnia prezes.
Nie wpłynie to jednak na podsumowanie finansowe ubiegłego roku.
— Realizacja planów idzie Mostostalowi bardzo ciężko. Z pewnością wiąże się to ze specyfiką rynku wschodniego, który nie jest najlepszą podstawą budowania średnio- i długoterminowych prognoz — uważa Michał Sztabler.