Możliwe, że wybuch wojny jest już zdyskontowany

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-02-14 00:00

Wojna, wojna... To się zaczyna robić nudne. Podejrzewam, że spadki zmęczyły również inwestorów na świecie. W środę w USA znowu brakowało kupujących, chociaż na samym początku sesji inwestorzy próbowali „łapać dołek”. Ogólna niepewność robi swoje i trzeba czekać do czasu, kiedy rynek się tym osuwaniem zmęczy. Oprócz sytuacji geopolitycznej powodów do spadku nie było. Owszem, Applied Materials trochę zasmucił rynek swoim wynikiem i prognozą, ale spadek był symboliczny. Banc of America obniżył rekomendację dla GM do „sprzedaj”, co przeceniło spółkę o 5 proc. Poza tym nic złego ze spółek nie napłynęło.

Być może trochę negatywnie wpłynęło na rynek drugie wystąpienie Alana Greenspana (tym razem przed komisją usług finansowych Izby Reprezentantów). Tym razem szef amerykańskiego banku centralnego ostrzej niż we wtorek zaznaczył swój dystans w stosunku do programu gospodarczego administracji Busha, zwiększającego znacznie deficyt budżetowy. Jednak na tym etapie to jest wołanie na puszczy.

Wiceminister spraw zagranicznych Rosji J. Fedotow zdradził kilka szczegółów ze wstępnego raportu inspektorów rozbrojeniowych. Wynika z niego, że współpraca wysłanników ONZ z Irakiem jest dobra, jednak z drugiej strony kraj ten nie rozliczył się z wykrytej poprzednio broni masowego rażenia. Do tego doszła opinia ekspertów ONZ twierdzących, że program rakietowy Iraku łamie ograniczenia narzucone przez ONZ. Problem w tym, że jutrzejszy raport niczego nie przesądzi, a Rada Bezpieczeństwa chce rozpocząć nad nim dyskusję dopiero 18.02. Odwlekanie tej sprawy nie jest dobre dla rynków kapitałowych.

Zaczynam jednak podejrzewać, że spadki się kończą i nadchodzi czas na prawdziwy ruch powrotny do linii szyi formacji RGR. Wiem, że to bardzo ryzykowna prognoza. Postaram się to uzasadnić. Przed poprzednim raportem inspektorów ONZ indeksy w USA spadały bardzo wyraźnie. Teraz jedynie osuwały się na bardzo małym obrocie. Wystarczy jeden ruch i mogą odrobić 3 sesje w jeden dzień. To oczywiście nie wszystko. Spójrzmy na wykresy cen złota i euro/dolar. Rynki towarowe i walutowe reagują zupełnie inaczej niż rynek akcji. Uważam, że może to być sygnał wyprzedzający odwrót i na tym rynku. Wczorajsze zachowanie rynków Eurolandu (brak spadków) mogło być już pierwszym sygnałem, że taki ruch się rodzi.

Dziś rynki dostaną porcję ważnych danych z USA, ale obawiam się, że ich wpływ będzie ograniczony z powodu oczekiwania na raport Hansa Blixa, szefa inspektorów rozbrojeniowych ONZ. Nawiasem mówiąc Condoleezza Rice, doradca prezydenta USA d.s. bezpieczeństwa, odwiedziła go we wtorek i namawiała do użycia twardych słów w raporcie, co jest posunięciem bezprecedensowym. Te dane zostaną zlekceważone. O 15.15 na rynek dotrą raporty o wykorzystaniu potencjału produkcyjnego w styczniu (prognoza: 75,6 proc.) i dynamice produkcji (+ 0,3 proc.). Te dane mogą lekko ruszyć rynek. Uważam jednak, że najważniejszy będzie wstępny odczyt indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan w lutym (prognoza to spadek z 82,4 do 81,9 pkt).

W Polsce po środowej sesji wyniki podał Pekao SA. Były zgodne (w końcu) z prognozami, ale podaż niewiele ustąpiła pokazując, że nie o wyniki tu chodzi. Burza medialna w trójkącie Prokom–Softbank–Computerland (sprawa kontraktu z PKO BP) nie zaszkodziła parze Prokom–Softbank. Nasz rynek zachowywał się znowu lepiej niż rynki Eurolandu i wyraźnie rósł. Obrót też wzrastał, co jest bardzo pozytywnym sygnałem. Wyraźnie widać, że fundusze doszły do podobnych wniosków jak wyżej przedstawione. Wydaje się, że rynek ma szansę wejść w prawdziwą falę B korekty, co nie znaczy, że już dzisiaj ruszy do góry. Raport Blixa może straszyć.